Bielecki: Europa wchodzi na nową ścieżkę. Pytanie, czy nie będzie to ślepa uliczka

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
7 maja 2012, 03:17
Jędrzej Bielecki
Jędrzej Bielecki/Forsal.pl
Realizm w południowej Europie trwał krótko. Co prawda od kilku miesięcy ambitne reformy strukturalne wciąż wdrażają premierzy Włoch Mario Monti i Hiszpanii Mariano Rajoy. Wczoraj jednak wyborcy zarówno we Francji, jak i w Grecji uznali, że polityka zaciskania pasa musi się skończyć, zanim jeszcze zaczęła przynosić owoce.

Francois Hollande zdobył Pałac Elizejski dzięki obietnicom dalszej rozbudowy państwa socjalnego i podnoszenia podatków. Jeśli dotrzyma słowa, będzie to wyrok śmierci dla setek tysięcy przedsiębiorstw, które już teraz ledwo zipią pod ciężarem rekordowych w skali Europy opłat.

W Grecji większość parlamentarną z trudem spróbują wspólnie zbudować konserwatywna Nowa Demokracja i socjalistyczny Pasok – ostatnie dwie partie, które chcą jeszcze kontynuować uzgodniony z Brukselą plan oszczędnościowy. Ale prawdziwym zwycięzcą wyborów są populistyczne partie skrajnej prawicy i lewicy, które winą za kryzys w Grecji zrzucają nie na oszustwa, korupcję i zwykłe lenistwo Greków, ale na politykę Niemiec. Przez 30 ostatnich lat taktyka zaklinania rzeczywistości w zachodniej Europie się udawała.

W wielu krajach trudne reformy strukturalne były stale odsuwane na później, a wzrost finansowano coraz większym długiem. Tym razem jednak koniec z tym. Inwestorzy finansowi, którzy ponieśli ogromne straty przez trzy lata kryzysu, natychmiast wycofają się z kraju, który będzie chciał raz jeszcze grać z nimi w ciuciubabkę. Za pójście na populistyczną łatwiznę zapłacą więc tym razem nie inwestorzy, ale sami zainteresowani.

W przypadku Grecji stawką jest całkowite bankructwo, wyjście ze strefy euro i cofnięcie rozwoju kraju o wiele dziesięcioleci. Dla Francji – która w okresie powojennym nigdy nie była tak słaba w porównaniu z Niemcami jak teraz – spadek w rankingu największych potęg gospodarczych świata z piątej na przynajmniej dziesiątą pozycję w perspektywie zaledwie kilkunastu lat. Co jednak najsmutniejsze, oba kraje i tak nie unikną kuracji odchudzającej, gdy rynki finansowe będą je kredytować na coraz gorszych warunkach lub nie będą kredytować wcale.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj