Szweda: Poszukiwanie dna. Grecja przegra walkowerem?

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
16 maja 2012, 08:57
Emil Szweda
Emil Szweda/Forsal.pl
Wygląda na to, że nie można liczyć na tłumy greckich kibiców na meczu otwarcia Euro2012 w Warszawie. Chyba, że przyjadą do nas zdeponować swoje oszczędności.

Perspektywa wyjścia Grecji ze strefy euro może mieć dla Greków m.in. tę przykrą konsekwencję, że ich oszczędności zgromadzone w greckich bankach zostałyby zamienione na drachmy i zapewne narażone przy tym na znaczną utratę wartości. Dlatego cześć Greków woli nie czekać na rozwój wydarzeń. Prezydent Grecji powołując się na prezesa banku centralnego, powiedział wczoraj, że Grecy wycofali z banków 700 mln EUR (Bloomberg nie podaje w jakim czasie). Sama operacja zamiany walut - o ile rzeczywiście nie zostały w tym kierunku podjęte dotąd żadne kroki - przyniosłaby totalny chaos greckiej gospodarce, dlatego nawet jeśli przyszłym zwycięzcom w wyborach parlamentarnych (odbędą się 10 czerwca, dwa dni po meczu na Euro z Polską, który w tej sytuacji może w Grecji zostać w ogóle nie zauważony) marzy się opuszczenie strefy euro, nawet oni będą musieli zagrać na czas, aby przygotować się do zamiany walut.

Z tego wniosek, że wkrótce powinien pojawić się jakiś optymistyczny sygnał w sprawie pozostania Greków w strefie, także ze strony greckich polityków. W przeciwnym razie do czasu wyborów greckie banki mogą być już zrujnowane, a wyborcze zwycięstwo pyrrusowym.

Tymczasem indeksy giełdowe coraz niżej poszukują wsparcia, na którym mogłyby się oprzeć po ostatniej serii spadków. Niestety Dow Jones spadł po raz ósmy z kolei i choć w trakcie sesji wyglądało na to, że znalazł wreszcie przystanek, to pod koniec dnia nerwy wzięły górę. Indeks stracił 0,5 proc. Przewaga pesymistów w końcówce sesji świadczy jak najlepiej o sile aktualnego trendu, którego nadzieje na przerwanie pokładane są jedynie w tym, że seria spadków trwa już zbyt długo.
Dla Azjatów są to nadzieje zbyt słabe. Kospi spadł dziś o 3,1 proc., a Nikkei o 1,1 proc. Na godzinę przed końcem notowań Hang Seng także spadał o 3 proc. Dla wszystkich wytłumaczeniem przeceny jest jedno słowo - Europa.

Europa zacznie od kontynuacji spadków. Myślę, że po takiej serii (na dziewięć ostatnich sesji siedem przyniosło spadek indeksów) nie można już liczyć tylko na zbyt duże pokłady pesymizmu, które powinny uaktywnić popyt ze strony spekulantów, ponieważ drugie wyjście - to jest rozbudzenie strachu i przyspieszenie przeceny - także staje się coraz bardziej prawdopodobne z każdym dniem. Tymczasem licząc od marcowych szczytów londyński FTSE stracił ok. 10 proc., a paryski

CAC40 ponad 15 proc. Wygląda na to, że w obu przypadkach (ale dotyczy to także innych indeksów) wskaźniki zmierzają w stronę dołków z jesieni, ale są nieco dalej niż w połowie drogi.

WIG20 jest już natomiast pod jej koniec (brakuje jeszcze spadku o 1 proc. i znajdzie się poniżej jesiennych dołków). Myślę, że każdy wie jakie mogą być konsekwencje dalszego spadku i nie ma sensu się nimi masochizmować.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Open Finance
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj