Sektor MSP we wszystkich rozwiniętych krajach ma wielki wpływ na rynek pracy oraz produkt krajowy i dochody budżetowe. W Unii Europejskiej około 23 mln małych i średnich firm zatrudnia około 67 proc. wszystkich pracowników sektora prywatnego i tworzy około 80 proc. wszystkich nowych miejsc pracy. Uważa się, że stan europejskiej (w tym również i polskiej) gospodarki w sposób szczególny zależy od tego, czy małe i średnie przedsiębiorstwa rozwiną swój potencjał. Jak stwierdził niedawno (jesień 2011) wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej ds. Przemysłu i Przedsiębiorczości Unii Europejskiej Antonio Tajani, chociaż aż 45 proc. Europejczyków deklaruje chęć bycia swoim własnym szefem, tylko 10 proc. prowadzi działalność gospodarczą. Gdyby udało się zwiększyć ten odsetek, Europa miałaby miliony nowych, innowacyjnych i kreatywnych przedsiębiorstw, które ożywiłyby jej gospodarcze podstawy, stworzyły nowe miejsca pracy i i uodporniły ją na czas gospodarczej zawieruchy. Słowa te odnoszą się w pełni także do Polski.

Kompetencje i predyspozycje

Bariery psychologiczne związane z podejmowaniem i rozwijaniem własnych firm są różnej natury. Po pierwsze, wynikają z tego, że nie wszyscy mają kompetencje właściwe dla przedsiębiorcy. Ludzie na ogół są świadomi własnych braków i ograniczeń. Wielu uznaje, że bycie przedsiębiorcą przerasta ich możliwości. Warto jednak odróżniać przedsiębiorcę idealnego od realnego i wiedzieć, że przedsiębiorców idealnych nie ma. Przedsiębiorca uczy się, głównie poprzez praktykę, już będąc przedsiębiorcą. Wiedza zdobyta na wydziałach zarządzania czy ekonomii wyższych uczelni jest tu wielce użyteczna. Ale większość polskich przedsiębiorców ma inne wykształcenie, niekoniecznie wyższe. W wielu przypadkach nie jest ono zresztą niezbędne, a czasami może przeszkadzać.

Bardzo istotny jest taki dobór partnerów – wspólników, współpracowników – aby mieli oni kompetencje, których brakuje przedsiębiorcy, wzajemne uzupełnianie się uzdolnieniami, wiedzą i umiejętnościami. To sposób znacznie szybszy i skuteczniejszy niż samoorientacja na przedsiębiorcę omnipotentnego.

Reklama

Po drugie, źródłem obaw jest niedostateczna znajomość stanu prawnego, przepisów podatkowych związanych z ubezpiecznianiem pracowników, itd. Jakość i zmienność polskiego stanu prawnego są przedmiotem ogólnej i zastarzałej krytyki i tego typu obawy są częściowo uzasadnione. Niemniej pracownicy urzędów skarbowych, ZUS i innych urzędów zachowują się na ogół rozsądnie i nie sięgają pochopnie do kar. Błędy, które są błędami, a nie oszustwami, są najczęściej korygowane bez stosowania sankcji. Rozwinęła się też dobrze infrastruktura wpierająca przedsiębiorczość. W szczególności jest wiele biur rachunkowych, gdzie za niewygórowanymi opłatami można być obsługiwanym przez specjalistów księgowych i podatkowych. Nie warto takich rozliczeń robić samemu, gdy ktoś się na tym dobrze nie zna. Znacznie lepiej wykorzystywać portfel swoich kluczowych kompetencji i osobiście zajmować się tym, co jest dla pomyślności i rozwoju firmy najważniejsze.

Po trzecie, częste są kryzysy wzrostu firm, które rozwijają się od mikrofirm do firm małych a następnie średnich. Przedsiębiorca, który zaczynał od firmy jednoosobowej, wszystko robił osobiście i sukces zawdzięczał wyłącznie sobie, ma często trudności z zawierzeniem pracownikom, delegowaniem uprawnień i koncentrowaniem się na rzeczach najważniejszych, zgodnie z zasadą Pareta. A taka reorientacja jest niezbędna, gdy zwiększają się zakresy prac, liczba klientów, sprzedaż, liczba pracowników. Przedsiębiorca – właściciel, który chce kontynuować dotychczasowy styl zarządzania, osobiście wszystko nadzorować i osobiście podejmować wszystkie decyzje, skazuje się na chroniczne przepracowanie oraz niewykorzystywanie kapitału ludzkiego, którym dysponuje. Jeżeli tak postępuje, to on sam staje się największą barierą dalszego rozwoju firmy, a ponadto ryzykuje wypalenie zawodowe i kłopoty ze zdrowiem.

Trudny rozwój

Największym jednak i najczęstszym problemem psychologicznym jest przejście od firmy jednoosobowej do firmy, która zatrudnia pracowników – na początek choćby jednego. W Polsce mamy 1,3 mln firm jednoosobowych. Wiele z nich trwa w takiej formie od dawna – i ich właściciele tak się do tego przyzwyczaili, że niezwykle trudno im ten stan rzeczy zmienić. Liczą, ile zaoszczędzają, nie zatrudniając nikogo. Niestety, nie liczą, ile na tym tracą, robiąc wszystko osobiście. Prowadzący jednoosobową firmę jest jak człowiek – orkiestra: jest właścicielem, dyrektorem, wykonawcą, marketingowcem, zaopatrzeniowcem, kierowcą, gońcem, sprzątaczem, itd., itd. Realizuje szereg absorbujących czasowo czynności, często niskopłatnych, często wolno i niezdarnie, które ktoś inny, może o niższych kwalifikacjach, ale sprawniejszy, wykonywałby szybciej i taniej. Zatrudniając pracownika czy pracowników, właściciel daje szansę sobie na koncentrowanie się na czynnościach merytorycznych, dla firmy najważniejszych, sytuujących się w portfelu jego kluczowych kompetencji – takich, jak profilowanie firmy i strategia rozwoju, zdobywanie klientów i zamówień, organizowanie współpracy, zdobywanie środków na rozwój, itd. Daje też szanse na pracę innym – co ma ogromne znaczenie w kraju o wysokim bezrobociu i wysokiej emigracji zarobkowej.

Część firm może i powinna pozostać jednosobowa. Ale żeby aż 1300 tysięcy? Nonsens! Część winy leży po stronie dotychczasowych rządów i administracji państwowej. Nie można latami jedynie mówić o konieczności zmniejszenia liczby i skomplikowania przepisów oraz zmniejszenia obciążeń, związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej – i nie robić nic w tym zakresie; samo tylko uproszczenie procedur związanych z zakładaniem firm to za mało. Niemniej problem tkwi nie tylko w tym. Jest też ogólny kryzys, związany z odpowiedzialnością, a ściślej mówiąc – z jej unikaniem. Dotyczy to nie tylko zdolności do wypełniania społeczno-zawodowych ról przedsiębiorców – pracodawców, ale też ról mężów – żon, ojców – matek, obywateli – wyborców, itd. Unikanie wszelkich zabowiązań – to cecha infantylna i narcystyczna, świadcząca też o braku odwagi. Nie jest oczywiście tak, że ma ona charakter powszechny. Niemniej proporcje między liczbą zdolnych i niezdolnych do brania na siebie odpowiedzialności nie są obecnie dobre.

Na cenzurowanym

Ostatnią kwestią, którą chciałbym tu poruszyć, jest stosunek społeczeństwa do przedsięborców. Są kraje, w których przedsiębiorców się szanuje, docenia i podziwia. Są też takie, gdzie najczęściej mówi się o nich w kontekście afer, zatrzymań i aresztowań, gdzie budzą głównie niechęć i zawiść, a władza i przedstawiciele ludu zastanawiają się głównie nad tym, jak by tu im głębiej dobrać się do portfela.

Badania Global Entrepreneurship Monitor 2011 wykazały, że Polacy, którzy chcą założyć i prowadzić własną firmę w Polsce, na wysoki status społeczny w przypadku odniesienia sukcesu mogą liczyć znacznie rzadziej niż w większości innych krajów. Sytuują się pod tym względem na 48. pozycji wśród 54 przebadanych krajów. Potwierdza to ogólną opinię, że Polska nie należy do krajów o przychylnym stosunku do biznesu i biznesmenów. To się zmienia na lepsze, ale powoli – tak samo zresztą, jak się kształtuje etos zawodu; jest to długi proces. Warto jednak zauważyć, że Polacy mają duży problem z zaufaniem do kogokolwiek. Jak wynika z badań CBOS (Zaufanie społeczne. Komunikat z badań BS/33/2012), w styczniu 2012 roku tylko 23 proc. uczestników reprezentatywnych badań stwierdziło, że ogólnie rzecz biorąc większości ludzi można ufać. Aż 74 proc. wyraziło przekonanie, że w stosunkach z innymi trzeba być bardzo ostrożnym. Zaskakuje natomiast pozytywnie fakt, że chociaż większość Polaków ma stosunek niechętny do przedsiębiorców, to aż 70 proc. rodaków chciałoby, aby ich dzieci były przedsiębiorcami. Może to wskazywać na nieszczerość i wewnętrzną sprzeczność wypowiedzi. Prof. J. Górniak (UJ, 2011) komentuje to jednak inaczej. Jego zdaniem, rodzice uważają, że jakkolwiek obecni przedsiębiorcy nie zasługują na dobrą ocenę, ich dzieci byłyby inne, lepsze. Uznaje też, że mamy do czynienia z klasycznym resentymentem w rozumieniu Maksa Schelera.

Tak czy inaczej, ogólny klimat wokół przedsiębiorców i przedsiębiorczości też jest ważny. Musi niepokoić to, że – jak informuje GUS - w roku 2011 powstało zaledwie 37 tysięcy nowych firm, podczas gdy w poprzednich latach ich liczba sięgała niekiedy nawet 100 tys. rocznie.

Poprawa warunków działania przedsiębiorców oraz społecznego klimatu wokół nich jest zadaniem nie tylko dla rządu, lecz także organizacji samorządowych, pozarządowych, mediów, nauczycieli rónych poziomów kształcenia, partii politycznych, parlamentu i wielu innych środowisk.

Wielki mały sukces na finiszu

Od początku kwietnia trwał konkurs dla mikro i małych przedsiębiorstw pt. „Wielki mały sukces”. Przyjmowanie zgłoszeń na stronach WWW. zostało zakończone 12 maja. Rezultaty konkursu jego uczestnicy i Czytelnicy poznają 24 mają 2012 r. podczas corocznej uroczystej gali Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Konkurs był organizowany przez redakcję Dziennika Gazety Prawnej wraz ze Związkiem Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP). Partnerem konkursu był Bank Zachodni WBK. Do udziału w konkursie zaproszeni byli wszyscy przedsiębiorcy, niezależnie od branży, w której działają. Mogły w nim uczestniczyć mikro i małe przedsiębiorstwa o obrotach nieprzekraczających 30 mln zł.

Oceny wszystkich zgłoszonych kandydatur dokonała kapituła konkursu, w skład której weszli przedstawiciele redakcji DGP, ZPP oraz Banku Zachodniego WBK. Członkowie tejże kapituły wyłonią też zwycięzców.

Prof. dr hab. Tadeusz Oleksyn, pracuje w Instytucie Zarządzania Wartością SGH i w Wyższej Szkole Zarządzania i Finansów w Warszawie. Przez 18 lat prowadził własną firmę projektowo – doradczą. / DGP