Co warszawska kancelaria Global Audit Partner ma wspólnego z amerykańskim potentatem odzieżowym GAP? Dlaczego Apple uważa, że polski sklep internetowy A.pl narusza jego interesy? Czy mediolańska firma modowa Trussardi ma prawo do wyrażenia „truss real estate”? Wszystkie te sprawy to polski odprysk wojen patentowych.

To zresztą nie tylko spory o prawa do wynalazków i nowych technologii, lecz także walki o znaki towarowe. Jak się okazuje, coraz więcej polskich firm pada ofiarami ataków globalnych marek, które doszukują się łamania ich praw w czasem nieprawdopodobnych kontekstach.

– Część z tych spraw to szukanie dziury w całym. Ani dziedzina działalności firm nie jest zbieżna, ani nie można mówić o wzajemnej konkurencji – mówi rzecznik patentowy Anna Zakrocka, kierownik działu znaków towarowych w kancelarii patentowej Patpol. Największe emocje w środowisku rzeczników budzi proces Apple, czyli giganta w produkcji sprzętu, przeciwko e-spożywczakowi A.pl. Dlaczego? Bo A.pl brzmi podobnie do Apple. Sprawa przed Urząd Patentowy trafiła pod koniec sierpnia i dwa razy już przekładano termin wydania wyroku. To Apple musi udowodnić, że ma taką renomę i rozpoznawalność, iż delikatesy internetowe bezprawnie z niej korzystają. Na dowód przedstawił już kilka tomów opinii i analiz.

GAP próbował odebrać kancelarii audytorskiej Global Audit Partner skrót „g.a.p”, ale urzędnicy odrzucili pozew. Za to w toku nadal są inne. Na przykład United Parcel Services of America, czyli UPS, jedna z największych firm kurierskich, ściga firmę Planeta Mody z Olsztyna za użycie znaku towarowego „ups!”.

Reklama

– Obserwujemy duży wzrost liczby sporów o znaki towarowe – przyznaje Sylwia Wit vel Wilk, przewodnicząca kolegium orzekającego ds. spornych w Urzędzie Patentowym. – Ogromna ich część to właśnie takie ataki renomowanych, globalnych, mocnych marek na te słabsze polskie. Takich spraw jest więcej przede wszystkim ze względu na globalizację procesów gospodarczych. Jednak również dlatego, że pojawiły się kancelarie zajmujące się wyławianiem kolizji i zgłaszaniem ich dużym firmom – tłumaczy Wit vel Wilk.

Stąd właśnie choćby ciągnący się ponad dwa lata proces firmy Gucci z polską marką butów dla dzieci Gucio, który dotarł aż przed Sąd Najwyższy, czy proces Prady sądzącej się z firmą Hen- Mar, która pod marką Parada otworzyła sieć sklepów odzieżowych. W obu przypadkach pozwy gigantów odrzucono. – To trudne sprawy. Proces może trwać nawet kilka lat – ostrzega Anna Zakrocka.

Gdzie są granice ochrony marki?

Im więcej zarejestrowanych znaków towarowych, tym większa szansa na kłopoty. Na świecie działa kilkanaście firm wyspecjalizowanych w watchingu, czyli ściganiu podobieństw w nazwach i symbolach marek.

Ten rok zaczął się ledwie kilka dni temu, a Urząd Patentowy Rzeczpospolitej Polskiej zdążył już zarejestrować 426 nowych znaków towarowych. Znak to nazwa, logo, motyw, symbol, czasem kształt czy melodia, które pozwalają zidentyfikować produkt na rynku. Co roku do Urzędu Patentowego trafia 8–10 tys. takich symboli. A na świecie rok w rok pojawia się ok. 800 tys. nowych znaków.

– Są bardzo ważnym elementem budowy wartości przedsiębiorstwa. Dlatego globalne firmy, których wartość brandu może sięgać miliardów dolarów, są zdeterminowane, aby chronić swoje znaki – to one decydują o ich rozpoznawalności na rynku – tłumaczy Maciej Olejnik, prawnik w zespole prawa własności intelektualnej i nowych technologii kancelarii CMS Cameron McKenna. Najcenniejsze marki, jak Apple, Coca-Cola, IBM czy Google, wyceniane są na ponad 70 mld dol. Stąd też globalne spory o prawa do znaków, a nawet znaków, które są tylko odrobinę podobne.

– W wyszukiwaniu takich sporów wyspecjalizowało się kilka dużych kancelarii patentowych, np. Thomson Reuters czy Coresarch. Przeczesują lokalne rejestry i rynki w poszukiwaniu takich nazw czy symboli, które choć trochę mogą przypominać nazwy ich zleceniodawców – opowiada rzecznik patentowy Anna Zakrocka. Stąd problemy chińskiego centrum handlowego pod Warszawą Sinda, które zadarło z firmą Nike. Ta uznała, że logo Sindy jest podobne do charakterystycznej łyżwy, jakiej samo używa. Sądy jednak tego podobieństwa nie zauważyły. Za to poparły wniosek Lexusa, który wywalczył szeroką ochronę swojej marki w Polsce.

– Przedsiębiorcom trudno ustrzec się przed atakami mającymi na celu unieważnienie znaku towarowego, ale można zminimalizować ryzyko. Warto przed podjęciem decyzji o zgłoszeniu oznaczenia przeprowadzić analizę w dostępnych bazach danych, czy podobne nie zostały już objęte w danym zakresie prawem wyłącznym na rzecz osoby trzeciej – mówi mecenas Olejnik.

– Wszystko zależy od zasobności portfela danej firmy. Oczywiście najlepiej byłoby korzystać z pomocy rzeczników patentowych, którzy mają możliwość przeprowadzenia bardzo dogłębnego badania rejestrów, nie tylko krajowych, i mogą oszacować, czy z danym oznaczeniem wiąże się ryzyko – potwierdza rzecznik patentowy Michał Wróblewski z SW Patent. Tyle że dla jednego tylko znaku bez jego rejestracji sam taki raport o ryzykach kosztuje co najmniej kilkaset złotych, a jeżeli rynek, jakiego dotyczy, jest szeroki, to nawet po kilka tysięcy złotych. Większość przedsiębiorstw więc wciąż znaki rejestruje na własną rękę i ryzyko.

Jak zarejestrować znak towarowy

Znaki towarowe rejestrowane są w Urzędzie Patentowym RP. Po wypełnieniu odpowiedniego wniosku wraz z dokładnym opisem tego, jak ten znak wygląda, z jakich elementów ma się składać, oraz wyjaśnieniem, czy znak ma być słowny, czy także graficzny – jeżeli jest potrzeba także z załączeniem wzoru graficznego – urząd ma trzy miesiące na rozpatrzenie wniosku. Za rejestrację znaku trzeba jednak zapłacić. Opłata urzędowa, jeżeli dotyczy on trzech lub mniej klas działalności gospodarczej, wynosi 550 zł, każda dodatkowa klasa to 120 zł. Znak jest chroniony przez 10 lat, za co ponosi się kolejną opłatę – 400 zł, a jeżeli operuje więcej niż w trzech klasach, opłata wynosi kolejne 450 zł.