"Maduro został zdradzony. Musimy być ostrożni"

Białoruś, tak jak i Rosja, utrzymywała przyjazne kontakty z pojmanym przez Amerykanów przywódcą Wenezueli. Jednak Łukaszenka z dłuższą wypowiedzią w tej sprawie wstrzymywał się niemal tydzień.

Przekonywał, że Amerykanie – co sam, jak twierdzi, im sugerował – mogli osiągnąć wszystko co zamierzali bez posuwania się do przemocy. – Nie musieli posuwać się do tak głupich działań, których skutki będą nieodwracalne – grzmiał.

Wyraził też przekonanie, że Maduro został zdradzony przez swoich ludzi, którzy zostali przekupieni. – Dlatego musimy być tak ostrożni, jak to tylko możliwe. Przekonaliśmy się po raz kolejny, że musimy być silni – mówił, jakby „ktoś” dybał też i na niego, jednocześnie dyskretnie grożąc palcem swym pretorianom.

"Rozdzieliliśmy zadania. Jesteśmy gotowi"

Zapewnił jednak, że Białoruś jest gotowa także i na sytuację podobną do tej z Wenezueli.

– Pamiętacie zeszłoroczne posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Białorusi, podczas którego rozdzieliliśmy zadania na wypadek scenariusza „a co, jeśli nie będzie prezydenta”. Proszę posłuchać – jakbyśmy przewidzieli przyszłość. Dlatego scenariusz wenezuelski na Białorusi jest nierealny. Nawet gdyby coś takiego się wydarzyło, mamy na to wszystko przygotowane – mówił, cytowany przez propagandową agencję Biełta.

– Aby do tego nie doszło, my – elity i całe społeczeństwo, a zwłaszcza ci, którzy idą na przedzie – musimy rozumieć swoje miejsce i swoją rolę. Każdy, będąc na swoim stanowisku, powinien zrobić wszystko, co możliwe. Każdy. Niezależnie od tego, jak określa się nasz system – jako dyktaturę czy autorytaryzm – nie da się nikogo do tego zmusić. Dlatego jesteśmy skazani na to, by być w awangardzie tego szalonego, burzliwego świata. Jeśli będziemy to sobie uświadamiać, poradzimy sobie – perorował satrapa, chyba nie bardzo wiedząc, dokąd zmierza jego wywód.

Pojmanie prezydenta Wenezueli. Usłyszał już zarzuty

W nocy z 2 na 3 stycznia Amerykanie pojmali i wywieźli z Caracas prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro i jego żonę Cilię Flores. Nalot na rezydencję Maduro przeprowadziła elitarna amerykańska jednostka Delta Force.

Maduro i Flores zostali przetransportowani do Nowego Jorku, gdzie w poniedziałek 5 stycznia stanęli przed sądem. Prokuratura postawiła im zarzuty obejmujące narkoterroryzm i spisek dotyczący przemytu kokainy do Stanów Zjednoczonych. Żadne z nich nie przyznało się do winy.