Carlos Hernandez Sonseca uczył się sześć lat, by zdobyć tytuł licencjata z dziennikarstwa. Po zakończeniu studiów w 2011 roku bezskutecznie próbował znaleźć pracę w Hiszpanii. W zeszłym roku wyjechał do Wielkiej Brytanii.

27-letni dziennikarz pracuje teraz w barze sałatkowym Vital Ingredient w finansowej dzielnicy Londynu. Przez osiem godzin dziennie myje i kroi warzywa. Zarabia 260 funtów brutto na tydzień. Wśród liczącej 17 osób załogi pracującej w barze, 13 osób to Hiszpanie.

Stopa bezrobocia w Hiszpanii w minionym roku sięgnęła 25 proc., tymczasem w Wielkiej Brytanii wynosi 7,7 proc. W ciągu 12 miesięcy do kwietnia 2012 roku, do pracy w Wielkiej Brytanii zgłosiło się 30 370 zarejestrowanych emigrantów z Hiszpanii. To aż o jedną czwartą więcej, niż w poprzednim roku i ponad dwa razy więcej niż w latach 2009-2010 – wynika z danych brytyjskiego resortu pracy i emerytur.

“Jesteśmy straconym pokoleniem. To pewne. Hiszpania nie ma nam nic do zaoferowania, więc wyjeżdżamy za granicę i robimy sałatki albo pracujemy jako pomoc kuchenna. Rząd Hiszpanii traci pieniądze i traci utalentowanych ludzi” – skarży się Hernandez Sonseca.

Największą bolączką hiszpańskiego rynku pracy jest dramatycznie wysoki poziom bezrobocia wśród młodych. Jak wynika z danych hiszpańskiego Narodowego Instytutu Statystycznego, w trzecim kwartale 2012 r. na bezrobociu pozostawało tu 52 proc. osób w wieku do 25 lat. 

>>> Czytaj też: "FT": fala młodych, polskich emigrantów znów szykuje się na Zachód

Z dyplomem w McDonald’s

W tym samym barze sałatkowym co Hernandez Sonseca pracuje jeszcze dwóch jego kolegów ze studiów. Pablo Medina Martin przyjechał do Londynu w styczniu 2012 roku i w ciągu trwającego miesiąc poszukiwania pracy stracił wszystkie oszczędności. Zanim znalazł posadę w barze sałatkowym, sprzątał stoliki i rozładowywał dostawy w restauracji McDonald’s na wschodzie Londynu.

„Kiedy zaczynałem studia przez myśl mi nie przeszło, że skończę pracując w McDonald’s” – mówi Medina Martin. „W Hiszpanii w McDonald’s pracują głównie imigranci, ludzie z Południowej Afryki, Ekwadoru, Kolumbii. Tutaj w Londynie to my jesteśmy imigrantami” – dodaje.

W ciągu ostatniej dekady Wielka Brytania przez 8 lat była dla Hiszpanów najczęściej wybieranym kierunkiem emigracji – wynika z danych Uniwersytetu w Oksfordzie.

„Hiszpanie z wyższym wykształceniem nie mają pracy. Nawet w grupie posiadaczy doktoratów poziom bezrobocia jest znacznie wyższy niż w innych europejskich krajach. To właśnie dlatego inne państwa przyciągają młodych do siebie” – twierdzi Maria Villares-Varela z Instytutu Międzynarodowych Migracji na Uniwersytecie w Oksfordzie.

>>> Polecamy: Bezrobocie w Europie: już prawie 60 proc. młodych Greków i Hiszpanów nie ma pracy

Największe marzenie: odłożyć na przyszłość

Młodzi Hiszpanie na Wyspach nie pracują tylko i wyłącznie w sklepach i restauracjach. „Liczba chętnych do pracy w charakterze opiekunów bądź opiekunek do dzieci wzrosła o 25 proc. w porównaniu z dwoma poprzednimi latami. Pierwszym kierunkiem emigracji jest Wielka Brytania” – mówi właścicielka portalu aupairspain.com.

W Londynie jest też praca dla specjalistów. Belen Albeza w 2010 roku uzyskała tytuł magistra na uniwersytecie w Barcelonie. Nie chciała jednak pracować w kraju, bo tu jej potencjalne zarobki ledwo wystarczyłyby na pokrycie bieżących wydatków. Albeza wysłała więc swoje CV do przyjaciół z Londynu. Po zaledwie 15 dniach była już poumawiana na rozmowy o pracę przez Skype’a. Została programistką, pracuje w firmie telekomunikacyjnej i jest w stanie zaoszczędzić na przyszłość.

"Przynajmniej nauczę się angielskiego"

Jedną z większych zalet Londynu jest niepowtarzalna szansa nauki języka angielskiego. Carmen Serrano, 27-letnia absolwentka dziennikarstwa z Uniwersytetu Alicante, opuściła Hiszpanię w 2011 roku po kilku miesiącach bezowocnych starań o pracę w Barcelonie. Przez chwilę pracowała w Irlandii, potem wylądowała w restauracji w londyńskim Canary Wharf. Teraz pracuje w sieci restauracji z kuchnią meksykańską w finansowym centrum Londynu.

„Staram się stawiać sobie małe cele. Chce się przede wszystkim nauczyć angielskiego. Inaczej można się załamać” – mówi Carmen Serrano.

Podobnie jak Serrano, Hernandez Sonseca nie może w tej chwili wyobrazić sobie przyszłości w Hiszpanii, na którą przypada jeden na trzech bezrobotnych w strefie euro.

„Nawet nie myślę o tym, żeby osiedlić się gdzieś na stałe i kupić mieszkanie, bo mnie na to nie stać. Może, gdy gospodarka wróci do formy… Ale to będzie co najmniej za 10 lat” – mówi Hernandez Sonseca.

>>> Czytaj też: Raport MOP: liczba bezrobotnych na świecie w 2013 r. przekroczy 202 miliony