Przedsiębiorca krytykuje rząd, ale przedstawia alternatywne rozwiązania. Wie, że dla sukcesu nie trzeba się bić, ale szukać kompromisu - pisze Marek Goliszewski z BCC.
Książka, a w zasadzie książeczka „Kim są Polacy”. W biegu codziennego życia na ogół nie zastanawiamy się nad tym, kim jesteśmy i dlaczego tacy, a nie inni.
Często krytykujemy społeczeństwo, rząd, sąsiadów, przyjaciół, ot tak, dla krytyki. Lubimy obmawiać. Autorzy „Polaków”, m.in. Przemysław Czapliński, Adam Michnik, Janusz Tazbir, Adam Zagajewski, definiują korzenie takiej postawy. Trafnie i szokująco. Jedni z nas patrzą w historię, chcąc transmitować wzory przeszłości w nowoczesność, drudzy dążą do nowoczesności, często zapominając o historii. Ci pośrodku miotają się, szukając tożsamości. Pierwsi opozycję polityczną, krytykę rządu i państwa traktują jako cnotę i obowiązek obywatelski. Tak jak było podczas zaborów. W krnąbrności (szlachty) postrzegają bazę suwerenności narodu. Państwo podziemne uznają jako cnotę (powstania, NSZZ „Solidarność”), czyn zbrojny jako lepszy od pracy, a konspirację od rozwoju kultury. Okrągły Stół to żal, że Polacy dogadali się, zamiast zemścić na sobie nawzajem. Przedstawiają demokratyczno-kapitalistyczną normalność jako ustrój przestępczy, niszczący dom, małżeństwo, klasy społeczne, polskość. Antyniemieckość, antyrosyjskość, antyeuropejskość, antyprzedsiębiorczość to patriotyzm. Polak to tylko katolik. A Polska mesjaszem narodów. Wszystko, co „inne”, to spisek przeciwko narodowi i nieważne, że żyje się społeczeństwu na ogół lepiej (choć są obszary biedy i wykluczeń, jak wszędzie na świecie).
Drugich reprezentuje w dużym stopniu znacząca część 2,5-milionowej polskiej emigracji. Wyjechali nie tylko za chlebem, lecz także nie godząc się na dyktat tych pierwszych. Wolą funkcjonować mentalnie w nowoczesności, a nie w historii. Polskość jest dla nich fetyszem, lecz hamującym życie. Bo są jednak jakąś reprodukcją postaw historii. W kraju ucieczkę w nowoczesność utożsamia „wewnętrzna emigracja” części tzw. klasy średniej. Żyją tu i teraz, ale są bliscy określeniu XVII-wiecznego poety M.K. Sarbiewskiego i „chcieliby być zawsze czymś więcej, niż są, nigdy nie są z siebie zadowoleni. Nawet Ojczyznę kochają dopiero wtedy, gdy są z dala od niej, a będąc na miejscu, nie cierpią jej, jakby po to wyjeżdżali za granicę, aby ją pokochać, a wracali, aby znienawidzić”. Ci pośrodku to obraz ludzi zawieszonych między przeszłością a nowoczesnością. Chwalą się demokracją szlachecką, ale wiedzą, że szlachta gnębiła chłopów, Żydów i nie płaciła akcyzy. Szczycą się bitwą pod Grunwaldem, ale mają świadomość fiaska rozbicia zakonu krzyżackiego. Oglądają „Hołd pruski”, ale wiedzą, że korzyści odniósł głównie Hohenzollern, że Sejm nie dopuścił do federacji z Litwą promowanej przez Stefana Batorego, że Jan III Sobieski nie przekuł zwycięstwa wiedeńskiego w sukces Polski, że stawiana za wzór Amerykanom Konstytucja 3 maja została uchwalona bez quorum, a Komisję Edukacji Narodowej, pierwsze w Europie ministerstwo oświaty, powołał Sejm, który rok wcześniej zatwierdził pierwszy rozbiór Polski. Są dumni z powstańców, ale widzą też niepotrzebnie przelaną krew. Szczycą się Kopernikiem, Chopinem, Marią Skłodowską, ale nie zaprzeczają, że Kopernik nazywał siebie Prusakiem i pisał wyłącznie po łacinie. Że szansy Chopinowi i Skłodowskiej nie dała Ojczyzna, ale Francja.
Co ma do tego wszystkiego przedsiębiorca? Jest dowodem malejących jednak dziś napięć między polską tożsamością a nowoczesnością, pękaniem starych kryteriów patriotyzmu. Przedsiębiorca krytykuje rząd, ale przedstawia alternatywne rozwiązania. Wie, że dla sukcesu nie trzeba się bić, ale szukać kompromisu. Płaci podatki, czasem niezadowolony, ale w przekonaniu, że wzmacnia tym własne państwo.
Na ogół przestrzega prawa, mimo jego wad i panoszącej się biurokracji. Pomaga poszkodowanym przez los, działa charytatywnie. Traktuje pracowników jak partnerów, przeznaczając pieniądze na ich edukację. Stał się sponsorem kultury. Odstaje od przekonania Norwida: „Polak jest olbrzym, a człowiek w Polaku jest karzeł”. Musi myśleć nowocześnie, bo tym zdobywa rynki i pieniądze. Dla firmy i dla kraju. Nie boi się „innych”. Pracuje po 10–14 godzin. I wie, że Polska nie jest mesjaszem narodów, ale krajem rozwijającym się. Tu chce żyć.
Staje się nieświadomie zaczynem nowego wariantu polskiej tożsamości, którego poszukuje w „Polakach” poeta Adam Zagajewski. I inni.