Niemcy - mistrz nieudanych inwestycji zagranicznych

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
2 lipca 2013, 11:07
Berlin, Niemcy
Berlin, Niemcy/ShutterStock
Czy można być jednocześnie dumnym mistrzem świata w eksporcie i niechlubnym czempionem nietrafionych inwestycji zagranicznych? Można.

 Tak właśnie jest od pewnego czasu z Niemcami. To, że nasi zachodni sąsiedzi potrafią sprzedawać swoje towary jak nikt (może prócz Chińczyków), nie jest żadną tajemnicą. Samochody, chemia, maszyny, AGD – świat zdaje się oszalał na punkcie towarów „made in Germany”.

Tylko w 2012 r. Republika Federalna wyeksportowała za granicę dobra za rekordową sumę 1,1 bln euro. Po odliczeniu importu zostało im prawie 200 mld euro nadwyżki handlu zagranicznego. Jest tylko jeden mały problem. Niemcy mają olbrzymie problemy z zyskownym zainwestowaniem swoich ciężko zarobionych pieniędzy. To wniosek z najnowszego raportu opublikowanego przez Niemiecki Instytut Badań nad Gospodarką (DIW).

Berliński ośrodek analityczny wyliczył, że tylko w latach 2006–2012 niemieckie firmy utopiły w nieudanych inwestycjach zagranicznych aż 600 mld euro. Straty rozkładają się szerokim wachlarzem. Od sektora finansowego (amerykańskie instrumenty finansowe po krachu 2008 r. albo hiszpańskie projekty deweloperskie, których budowa stanęła w miejscu i nikt w nich nigdy nie zamieszkał) po wielkie koncerny przemysłowe. Takie jak ThyssenKrupp, który kupił nierentowną stalownię w Brazylii, albo Deutsche Telekom szalejący przez lata na amerykańskim rynku telefonicznym.Tyle że bez jakichkolwiek profitów.

O nieudanych inwestycjach w Polsce (na szczęście) w raporcie nie ma mowy. „Der Spiegel” komentuje ten raport z olbrzymią porcją sarkazmu. „Z makroekonomicznego punktu widzenia wyszłoby dokładnie na to samo, gdyby niemieckie firmy po prostu wysłały na wszystkie kontynenty swoje towary warte 600 mld euro. I tam rozdały ludziom wyprodukowane przez siebie auta albo sprzęt kuchenny” – pisze tygodnik. Może takie rozwiązanie byłoby nawet lepsze z punktu widzenia niemieckiego interesu narodowego. Berlin zyskałby za granicą sporo sympatii. Zwłaszcza w krajach takich jak Grecja, Portugalia czy Hiszpania, gdzie od początku kryzysu niemiecki hegemon nie ma najlepszej prasy. Jeszcze lepiej – zdaniem „Spiegla” – gdyby niemieckie firmy swoich towarów nie rozdawały za granicą, lecz... u siebie w kraju.

Wyszłoby po 15 tys. euro na jedno gospodarstwo domowe. „To mniej więcej jedna czwarta luksusowego porsche cayenne. Albo wypasione wyposażenie kuchni oferowane przez firmę Miele. Plus ekskluzywny zestaw telewizyjny. Wszystko rzecz jasna »made in Germany «”– ironizuje tygodnik.

1375892-i02-2013-116-00000070b-802.jpg
Rafał Woś, dziennikarz DGP
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj