Mimo miliardów złotych inwestowanych w infrastrukturę telekomunikacyjną w Polsce nadal jest wiele rejonów, w których nie można korzystać z internetu. Najgorzej jest w województwie świętokrzyskim, gdzie dostępu do żadnej sieci nie mają mieszkańcy prawie jednej piątej miejscowości.

>>> Czytaj też: Od 20,2 proc. do 9,6 proc. - oto bieguny polskiego bezrobocia

Z najnowszego „Raportu pokrycia terytorium Rzeczpospolitej Polskiej istniejącą infrastrukturą telekomunikacyjną” Urzędu Komunikacji Elektronicznej wynika, że w całym kraju są białe plamy na mapie dostępu do internetu, i to zarówno stacjonarnego, jak i mobilnego. UKE szacuje, że w Polsce w 8 proc. miejscowości, zazwyczaj liczących poniżej 100 mieszkańców, nie ma zasięgu żadnej sieci.

Problem najczęściej dotyczy słabo zaludnionych regionów. Na przykład w województwie świętokrzyskim z internetu nie mogą korzystać osoby z 18 proc. miejscowości. Najgorsza sytuacja panuje w powiatach jędrzejowskim i starachowickim, gdzie w ok. 40 proc. miejscowości nie ma zasięgu żadnej sieci. W województwach śląskim, warmińsko-mazurskim oraz zachodniopomorskim w podobnej sytuacji jest mieszkaniec co dziesiątej miejscowości. W tym ostatnim regionie z żadną siecią nie połączą się osoby z 29 proc. miejscowości powiatu choszczeńskiego i około 24 proc. szczecineckiego. Najgorszy wynik UKE odnotował w położonym na południe od Krakowa powiecie suskim, gdzie ani jeden operator telekomunikacyjny nie zadeklarował dostępności swojej sieci aż w 50 proc. miejscowości.

Polska pozostaje na jednym z ostatnich miejsc w Unii Europejskiej, gdy chodzi o stacjonarny internet. Tylko nieco ponad połowa gospodarstw domowych może korzystać z tego rodzaju łączy. W UE gorzej jest tylko w Bułgarii, Rumunii i na Słowacji. Dla porównania w Danii wskaźnik ten wynosi ponad 87 proc., a w Holandii prawie 95 proc.

Reklama

>>> czytaj również: Zuckerberg chce internetu dla wszystkich, ale nie jest to łatwy projekt

Sytuacja w Polsce powoli się poprawia. W zeszłorocznym raporcie UKE informował, że bez dostępu do żadnej sieci jest ponad 12 proc. miejscowości. Zmniejszenie się liczby białych plam wynika z inwestycji realizowanych na mocy porozumień UKE z operatorami telekomunikacyjnymi. W 2011 r. Anna Streżyńska, ówczesna szefowa UKE, podpisała z operatorami sieci Orange, Plus, T-Mobile oraz Play umowy, na mocy których zobowiązali się zainwestować w sieci komórkowe nawet 500 mln zł. Nadajniki stanęły m.in. w obszarach białych plam, czyli tam, gdzie nie można korzystać z telefonów, a operatorzy nie inwestują w infrastrukturę, bo im się to nie opłaca. Inwestycje objęły ponad 100 miejscowości, których mieszkańcy zgłaszali brak lub niedostateczny zasięg telefonii komórkowej. W zamian UKE zaproponował telekomom korzystny dla nich harmonogram obniżki stawek MTR, czyli opłat hurtowych, jakie płacą sobie za zakańczanie połączeń w innej sieci.

Widać też efekty wcześniejszego porozumienia UKE z Telekomunikacją Polską. Spółka w 2009 r. w zamian za uniknięcie podziału zaoferowała budowę 1,2 mln łączy szerokopasmowych o prędkości co najmniej 6 Mb/s. 157 tys. linii powstało właśnie na obszarach białych plam. Audyt przeprowadzony wiosną tego roku potwierdził, że TP (obecnie Orange) dotrzymała niemal wszystkich zobowiązań. Nie spełniła jedynie warunków porozumienia, jeśli chodzi o budowę sieci w małych i średnich miastach. Jednak zdaniem audytora ten niedobór został zbilansowany m.in. większą liczbą inwestycji na terenach wiejskich oraz znaczną nadwyżką w aglomeracjach.

Dostęp do internetu powinny poprawić unijne dotacje, przeznaczone na rozbudowę sieci szerokopasmowych. Za prawie 1 mld euro miało powstać 17 tys. km sieci. Tyle że prace postępują bardzo wolno. Do tej pory wybudowano niecałe 1,3 tys. km sieci (choć umowy zostały podpisane na ponad 40 tys. km).

Polska nie spełni unijnych założeń

W Europejskiej Agendzie Cyfrowej Komisja Europejska założyła, że do końca 2013 r. wszyscy mieszkańcy Starego Kontynentu zyskają dostęp do szerokopasmowego internetu. Ponadto do 2020 r. Europejczycy mają otrzymać możliwość korzystania z łączy o prędkości minimum 30 Mb/s, a przynajmniej połowa gospodarstw domowych ma uzyskać dostęp do internetu o prędkości co najmniej 100 Mb/s. Dane UKE wskazują, że w najbliższym okresie Polska nie spełni unijnych założeń. Ponad dwie trzecie wszystkich krajowych sieci nie umożliwia transferu danych szybszego niż 10 Mb/s. Prawie 17 proc. to łącza, którymi pliki ściągają się z prędkością od 144 Kb/s do 2 Mb/s. W 2012 r. nasycenie usługami internetu w przeliczeniu na 100 mieszkańców osiągnęło poziom 29,3 proc. Łączy stacjonarnych w stosunku do poprzedniego roku przybyło 8 proc.

>>> Polecamy: Ceny szybkiego internetu w Europie wciąż zbyt wysokie

Odsetek miejscowości, w których ani jedna firma telekomunikacyjna nie deklaruje możliwości dostępu do internnetu / DGP