Nad rynkami wschodzącymi gromadzą się chmury, a inwestorzy dostrzegają, że nie stanowią one jednolitej grupy.

Słabnie nieco zapał inwestorów do działania na rynkach wschodzących w tzw. krajach BIITS, czyli Brazylii, Indiach, Indonezji, Turcji i RPA. Zdaniem ekonomistów jest to winą rosnącego deficytu obrotów bieżących, słabości strukturalnych obnażonych przez groźbę zmniejszenia wsparcia Rezerwy Federalnej (Fed) i słabnącego popytu w Chinach. Przez ostatnie cztery lata rynki wschodzące były traktowane wspólnie – powstał nawet akronim BRIC (Brazylia, Rosja, Indie i Chiny), służący do opisu, jak sądzono, przyszłych potęg gospodarczych.

MFW podaje, że wzrost w krajach wschodzących i rozwijających się jest najsłabszy od 2009 r. (4,5 proc.), tymczasem coraz częściej mówi się o różnicach pomiędzy poszczególnymi rynkami wschodzącymi. Pomimo przestoju w niektórych krajach, nie słabnie zainteresowanie inwestorów Meksykiem, Czechami i Koreą Południową, gdyż w znacznie mniejszym stopniu polegają one na zagranicznych finansach i skorzystały ze wsparcia Fed, żeby wzmocnić swoje gospodarki.

Reklama

>>> Czytaj też: Rynki wschodzące: Inwestorzy wycofują pieniądze w rekordowym tempie

Od kiedy Fed zasygnalizował w maju chęć utrzymania poziomu skupu obligacji na poziomie 85 mld dol., rupia indonezyjska spadła o 11 proc. w stosunku do dolara, rupia indyjska o 12 proc., lira turecka o 9 proc., a real brazylijski o 8 proc. Eksperci ostrzegają, że to jeszcze nie koniec trudności dla krajów BIITS, a wiele z nich wyczerpało środki zaradcze na walkę ze skutkami światowego kryzysu w 2008 r. Natomiast spadek meksykańskiego peso wyniósł zaledwie 5 proc., a koreański won i czeska korona odnotowały ponad 3 proc. wzrost. Analitycy uspokajają, że choć rynki wschodzące z grupy BIITS radzą sobie znacznie gorzej niż choćby Meksyk, kiedy inwestorzy znów nabiorą ochoty na podejmowanie ryzyka wszystko wróci do normy. Niepokój wywołuje jedynie RPA, gdzie obecnie nie dostrzegają się potencjału.

Według szacunków Institute of International Finance z Waszyngtonu, wpływ kapitału prywatnego na rynki wschodzące spadnie w 2013 r. o 153 mld dol. z 1,1 bln. i o kolejne 33 mld dol. w przyszłym roku.

Dotychczas dynamiczny wzrost gospodarczy Chin kusił inwestorów i pozwalał podejrzewać, że przyciągną one produkty i towary z innych rynków wschodzących. Co więcej, niskie stopy procentowe w krajach rozwiniętych sprawiły, że inwestorzy w poszukiwaniu wyższych zwrotów lokowali kapitał gdzie indziej, maskując lokalne problemy typu deficyt obrotów bieżących, niska produktywność, niewielki udział inwestycji w porównaniu do konsumpcji krajowej czy opóźnienia w ulepszaniu infrastruktury. Zdaniem głównego ekonomisty HSBC Stephena Kinga, po kryzysie w 2008 r. rynki wschodzące zdawały się cudowną odpowiedzią i kapitał napływał bez względu na konsekwencje i niezależnie od tego, czy zasadniczy wzrost gospodarczy rzeczywiście był dobry.

>>> Czytaj też: O'Neill: Pogłoski o śmieci BRIC są przesadzone. Oto 10 kluczowych dla Indii reform

Główny niepokój o rynki BIITS dotyczy ich zależności od krótkoterminowego finansowania z zagranicy. A sytuacja przedstawia się nieciekawie: w Brazylii nie nastąpił oczekiwany skok produktywności, wartość reala spadła, a deficyt obrotów kraju wynosi 3 proc. PKB. Indonezja ma rekordowy deficyt i najwyższą od 4 lat inflację. Rozwój Indii powstrzymuje zwalniająca gospodarka, rosnąca inflacja, zrujnowana infrastruktura i kiepskie przepisy, a Rosję paraliżuje niski popyt na eksport ropy, gazu i metali. Deficyt obrotów bieżących Turcji i RPA przekroczył 6 proc. PKB.

Natomiast Czechy, Korea Południowa i Meksyk zdają się przystosowane do wyższych, zainicjowanych przez Fed, stóp procentowych. Korea dzięki zróżnicowaniu eksportu spodziewa się w tym roku nadwyżki. Aktualny deficyt Meksyku wynosi 1 proc., a prezydent Enrique Pena Nieto planuje znieść 75-letni monopol państwa na wydobycie ropy, co może wywołać prawdziwy boom w energetyce i przyciągnąć zagraniczne inwestycje.

Niewątpliwie decyzje podejmowane w rozwiniętych gospodarkach będą wpływać na resztę świata, dlatego przywódcy krajów z rynkami wschodzącymi przygotowują się na ruchy Rezerwy Federalnej. W ostatnich miesiącach negatywne skutki uboczne były najbardziej odczuwalne w właśnie krajach mających znaczny deficyt obrotów bieżących i opóźnienia w reformach.

Jednak nawet ostatecznie niezrealizowana decyzja o zmniejszeniu bodźców stymulacyjnych pozwoliła niektórym krajom odkryć swoje słabości i podjąć odpowiednie kroki. Minister Finansów Indonezji, Chatib Basri, nie lekceważy sytuacji i obiecuje zwiększyć wysiłki w celu pobudzenia wydajności kraju. Podkreśla on, że w trudnych momentach łatwiej jest przeforsować reformy strukturalne, bo zmniejsza się wówczas opór polityczny.

Jego kolumbijski odpowiednik, Mauricio Cardenas, zapewnia, że przyspieszenie wzrostu gospodarczego, inflacja pod kontrolą, reforma podatkowa i ujemne saldo obrotów łatane przez zagraniczne inwestycje bezpośrednie sprawiają, że Kolumbia może wyróżniać się na tle innych rynków wschodzących. Zdaniem Cardenasa reszta świata nie zaoferuje już krajom rozwijającym się równie korzystnych warunków, jakie miała Kolumbia, dlatego będą one musiały same znaleźć siłę i środki na rozwój.

>>> Polecamy: Rynki wschodzące wciąż mają potencjał rozwoju