Jeśli instytucja funkcjonuje jak bank, powinna podlegać takim samym przepisom i ograniczeniom. Tylko to może ustabilizować parabanki - pisze redakcja Bloomberg.

Pięć lat po kryzysie, który prawie unicestwił światową gospodarkę, ciała nadzorujące globalny system finansowy nadal nie potrafią uporać się z jego największa słabością: bilionami dolarów przepływającymi poza tradycyjnymi bankami.

Nasza propozycja: jeśli instytucja funkcjonuje jak bank, należy ją w taki sposób traktować i nadzorować.

Reklama

Działalność bankowa to z natury ryzykowny biznes. Polega na zamianie krótkoterminowych oszczędności (np. lokaty klientów) w długoterminowe inwestycje (kredyty hipoteczne i pożyczki dla przedsiębiorstw). Ale jeśli zbyt wielu klientów jednocześnie zażąda zwrotu swoich oszczędności, bank nie będzie w stanie ich wypłacić. Będzie musiał upłynnić swoje aktywa lub zamrozić środki, a oba rozwiązania grożą większą paniką.

Dlatego rządy ubezpieczają depozyty bankowe, a banki centralne udzielają awaryjnych pożyczek. W zamian za ubezpieczenie, banki podlegają pewnym zasadom i ograniczeniom, np. dotyczącym tego ile mogą pożyczyć przy określonej kwocie inwestycji udziałowców. Im większy bufor kapitałowy, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że konsekwencje dotkną podatników.

>>> Polecamy: Europejski Nadzór Bankowy: Polska na razie tylko rozważa przystąpienie

Zapanowanie nad zwykłymi bankami jest trudne, a poza nimi istnieje szereg rozmaitych pośredników finansowych, którzy podejmują podobne co banki ryzyko, ale bez zapewnianej przez rząd ochrony. Równoległy system bankowy (shadow banking) jest ogromny. Całkowity majątek parabanków pod koniec 2011 r. szacowano na ponad 60 bln dol., czyli połowę wartości tradycyjnego sektora bankowego.

W tej niebezpiecznej krainie rolę depozytów mogą odgrywać inne formy krótkoterminowych pożyczek, jak np. fundusze rynku pieniężnego. Maklerzy, fundusze hedgingowe i inne instytucje kupują instrumenty długoterminowe, takie jak hipoteczne listy zastawne (MBS). Służą im one jako zabezpieczenie przy dalszych pożyczkach, które otrzymują z funduszy rynku pieniężnego, banków i od siebie nawzajem. Zabezpieczenie stanowi dla klientów gwarancję, że należne środki zostaną im wypłacone.

>>> Czytaj więcej: Shadow banking, czyli kto jest bankiem, a kto piramidą finansową

Dźwignię finansową parabanków ogranicza głownie to, ile mogą pożyczyć pod określoną sumę zabezpieczenia. Przed kryzysem kwota wynosiła 97 dol. na MBS o wartości 100 dol. Obowiązkowa rezerwa w wysokości 3 proc. to równowartość 3 tys. dol. przy kredycie mieszkaniowym 100 tys. dol. Tak znaczna dźwignia zwiększa ryzyko: jeśli wartość papierów spadnie o zaledwie 3 proc., margines bezpieczeństwa wierzyciela znika całkowicie.

Kryzys w 2008 r. dowiódł jak wątły jest równoległy system. Niepokój o listy zastawne spowodował gwałtowny spadek cen, a w rezultacie niewypłacalność m.in. banków inwestycyjnych, takich jak Bear Stearns czy Lehman Brothers Holdings. Ich bankructwo z kolei – kryzys zaufania na rynkach pieniężnych i dalszy odpływ środków niezbędnych do jego funkcjonowania.

Jak wzmocnić ów system? Zdaniem nowego szefa Banku Anglii, Marka Carneya, rozwiązaniem może być udzielenie parabankom dostępu do podobnych awaryjnych pożyczek z banku centralnego, jakie mają gwarantowane banki tradycyjne. Pomysł jest niebezpieczny i może doprowadzić do katastrofalnej w skutkach bańki spekulacyjnej. Wystarczy sobie wyobrazić, na jakie ryzyko porywaliby się inwestorzy pewni funduszy ratunkowych z banku centralnego.

Carney zaznaczył co prawda, że takie rozszerzenie państwowego zabezpieczania musiałoby się wiązać z nowymi regulacjami, ale nie podał żadnych konkretów. A powinien był wyraźnie powiedzieć, że jeśli jednostka prowadzi działalność bankową, co wiąże się z ryzykiem dla całego systemu, musi być zarejestrowana jako bank, ze wszystkimi ograniczeniami, gwarancjami i wymaganiami, którym banki podlegają.

>>> Polecamy: EBC zapowiada nowe stress testy dla 130 banków strefy euro

Fundusze rynku pieniężnego mogłyby np. przekształcić się w wyspecjalizowane banki, co proponuje artykuł z 2010 r. autorstwa Gary’ego Nortona i Adrew Metricka, ekonomistów z Uniwersytetu Yale. To samo dotyczy instytucji, które inwestują w ABS, prowadząc tzw. zrestrukturyzowane instrumenty inwestycyjne, bo to właśnie one jako pierwsze padły ofiarą kryzysu. Natomiast odpowiednie wymogi dotyczące minimalnych rezerw wraz z przepisami kapitałowymi dla banków-pożyczkodawców powinny utrzymać w ryzach fundusze hedgingowe i inne pozostające w cieniu instytucje finansowe.

Rada Stabilności Finansowej, międzynarodowa instytucja zajmująca się nadzorem bankowym zaproponowała zestaw minimalnych rezerw obowiązkowych (haircuts), które poszczególne kraje powinny włączyć do obowiązujących przepisów. Nie brakuje dowodów na to, że ekstremalna dźwignia finansowa stanowi zagrożenie dla rynków i gospodarki, za to brak dowodów na jakiekolwiek płynące z niej korzyści.

Angielska nazwa równoległego systemu bankowego (shadow banking - przyp. red.) jest bardzo myląca. Nic tak naprawdę nie pozostaje w cieniu, a instytucje nadzorujące doskonale wiedzą, co się dzieje i czym dokładnie grozi. Powinno się zatem zakończyć dyskutowanie o problemach i czynnie zająć ich rozwiązywaniem.

>>> Czytaj też: Świat po kryzysie: Pojawi się popyt, firmy zaczną więcej inwestować