Rozmowa, którą przeprowadziłem wczoraj wieczorem na Twitterze (@KenVeksler dla zainteresowanych), uwydatnia (moim zdaniem), co się teraz na tym rynku dzieje — mamy poglądy konsensusu i próbujemy przebrnąć przez bzdury komunikowane przez banki centralne, by dotrzeć to tego, jakie są ich prawdziwe przekonania.

W skrócie, przekaz płynący z grudniowej wypowiedzi ustępującego prezesa Rezerwy Federalnej Bena Bernanke zyskał ponowne potwierdzenie w opublikowanym protokole. Po prostu: „pójdziemy, dokąd poniesie nas wiatr”, co oznacza (a jest to moja interpretacja), że dalsza kontynuacja ograniczania programu luzowania ilościowego (QE) będzie w całości zależna od ogólnego rozwoju gospodarki, i NIE BĘDĄ to liniowe redukcje o 10 mld USD miesięcznie, wprowadzane na każdym kolejnym posiedzeniu Fedu. Jednak ogólnie rzecz biorąc, reakcja rynku ostatniej nocy była przytłumiona, gdyż w końcu nie powiedziano nam przecież nic nowego.

Płatni eksperci zdecydowanie zgodzili się, że grudniowa korekta o 10 mld USD stanowiła „próbny kompromis" w kwestii zmniejszania skali programu QE i była wystarczająca, by wszyscy w Rezerwie byli zadowoleni. Cóż, oto wasz konsensus, nawet jeśli decydują o nim przepłacane „tuby” z telewizji.

Szybko przechodzimy dalej...

Dzisiejszy dzień jest zdominowany przez bankierów centralnych (a nie jest tak codziennie?) - swoje najnowsze decyzje w sprawie polityki pieniężnej podały Bank of England i Europejski Bank Centralny. Spójrzmy najpierw na szacowną starą damę: w artykułach prasowych opublikowanych w weekend stwierdzono, że BoE dostroi swoje forward guidance, co może oznaczać obniżenie progów stopy bezrobocia z 7 proc. do 6,5 proc. Ja jednak twierdzę, że mamy już do czynienia ze standardową roboczą procedurą dla nowego paradygmatu forward guidance – będzie jakiś przeciek do prasy, dla przygotowania podłoża, tak by rynek był cały gotowy i można było działać, gdy już wszystko stanie się wiadome. Zanim BoE przejdzie jednak do działania, będzie czekał na bardziej konkretne dane.

Reklama

Jeśli chodzi o EBC, cóż... Moim zdaniem dużo ciekawsze było zgadywanie, jakiego koloru krawat założy Mario Draghi, niż słuchanie jego monotonnej wypowiedzi, z której nie wyniknęło nic istotnego. Obraz strefy euro jest w tej chwili dość schizofreniczny, a jeśli ktoś jest zdeterminowany, by sprzedawać EUR/USD, ściągnie na siebie tylko ból.

Dane napływające z Niemiec (europejskiej potęgi) w ostatnich dniach przyniosły potwierdzenie, a niektórych zaskoczyły świetnymi wynikami handlu zagranicznego, co sugeruje, że kurs waluty jest niemal nieistotny dla losów gospodarczych tego kraju. Więc cóż z tego, że podróżowanie na południe Europy, do krajów tzw. Club Medu, staje się odrobinę droższe – to żaden problem. Ach, a czy wspominałem o zacieśniającym się spreadzie bazowym dla peryferiów? Te nękane kłopotami państwa mogą coraz taniej pożyczać gotówkę... Podsumowując, nie spodziewam się dziś po Mario niczego nowego. Zmienność może wzrosnąć (jak zawsze), ale... cóż.

Poziomy i kierunki dziennych notowań...

EUR/USD: W okolicach 1,3640 i dalej na 1,3680 (gdybyśmy tam doszli) mówi się o ofertach ACB, natomiast w razie spadków możemy z powrotem natknąć się na kupujących w okolicach 1,3550. Poniżej 1,3530 gromadzą się zlecenia stop i możliwe, że zostaną one wyczyszczone, a kurs się od tego poziomu odbije.

GBP/USD: Poniżej 1,6435 ulokowała się garstka zleceń stop, ale nie ma powodów do przesadnego entuzjazmu. W okolicach 1,6480/90 znów widać graczy azjatyckich chętnych do sprzedaży.

AUD/USD: Faktycznie idzie w dół. Wczoraj UBS opublikował rekomendację, by w razie zamknięcia notowań poniżej 0,8915 sprzedać tę parę ze zleceniem stop na 0,9010 i ceną docelową 0,8550. Cóż, jak na razie są in the money. Sprzedający znów ustawiają się dziś w okolicach 0,8930, a o zleceniach stop jak na razie cicho.

USD/JPY: Uwięziony w krainie opcji. Zasadniczo do tego sprowadza się tutaj sytuacja. Ponieważ do końca tygodnia wygasa mnóstwo opcji z ceną wykonania 105,00, kurs powinien utrzymywać się w okolicach tego właśnie poziomu.

Kaski włóż! Życzę wam dziś powodzenia!