Po co Polsce umowa o wolnym handlu z USA?

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
10 lutego 2014, 16:45
Strefa wolnego handlu
Strefa wolnego handlu/ShutterStock
W marcu przy wspólnym stole zasiądą przedstawiciele Komisji Europejskiej i amerykańskiego rządu. Będą negocjowali techniczne warunki umowy o transatlantyckim partnerstwie w dziedzinie handlu i inwestycji (TTIP).

Nowe przepisy mają obniżyć i ujednolicić cła, zlikwidować bariery administracyjne i otworzyć obydwa rynki dla usług, inwestycji i zamówień publicznych.

Przedstawiciele polskiego rządu w nowych przepisach widzą dużą szansę dla rozwoju i ekspansji polskich przedsiębiorstw. – Będziemy cały czas brali udział w negocjacjach. Dlatego zwracamy się do przedsiębiorców i wszystkich środowisk biznesowych, by nadsyłali wszelkie swoje uwagi dotyczące zarówno tego, jakie zmiany dla ich branży są najważniejsze, jak i tego, jakie ograniczenia powinny zostać zachowane – mówi Paweł Zalewski, wiceprzewodniczący Komisji Handlu Międzynarodowego Parlamentu Europejskiego. Uwagi przyjmuje komisja, w której zasiada, i nasze Ministerstwo Gospodarki.

– Te zmiany będą rewolucyjne dla firm planujących międzynarodową ekspansję. Zdecydowanie przyspieszą wejście na rynek amerykański i zmniejszą jego koszt. Nam uzyskanie wszelkich niezbędnych certyfikatów pozwalających na sprzedaż systemów inteligentnego domu w USA zajęło rok – mówi Joanna Ossowska, ekspertka z Fibar Group. Podkreśla jednak, że dla firm działających wyłącznie na lokalnych rynkach TTIP może być problemem, bo będą musiały się zmierzyć z międzynarodową konkurencją.

>>> Czytaj też: Bilans dekady w stosunkach Polska-USA (INFOGRAFIKA)

– Dla branży wydobywczej to rewelacyjna wiadomość. Amerykanie produkują najbardziej innowacyjne na świecie urządzenia służące do wydobycia gazu łupkowego i ropy ze złóż niekonwencjonalnych. Ale niebywałym problemem jest ich certyfikacja w Europie – mówi Piotr Woźniak, prezes Balic Ceramics, firmy produkującej propanty ceramiczne wykorzystywane w technologii wydobycia gazu z łupków.

Uważa jednak, że problemem mogą być niskie koszty pozyskiwania surowców energetycznych w USA, które w efekcie wpływają na niższe koszty produkcji – od stali po żywność. Co może spowodować, że zaleją nas tańsze amerykańskie wyroby. – To problem całej Europy i to władze UE powinny zaproponować rozwiązania dla wszystkich członków – mówi Katarzyna Kasperczak, wiceminister spraw zagranicznych.

Najtrudniejsze negocjacje na linii USA – UE będą dotyczyły wolnego handlu żywnością. – Z jednej strony zniesienie barier celnych i konieczności certyfikowania produktów bardzo ułatwiłoby polskim firmom start na rynku amerykańskim i zachęcało je do wyjścia poza Unię. Jednak z drugiej strony, jeśli sprzedaż jakichś produktów żywnościowych jest zabroniona lub mocno ograniczona w Europie, to równocześnie nie powinny być na jej rynek wpuszczane produkty łamiące te przepisy tylko dlatego, że mają certyfikaty z USA – mówi Marek Chotkowski, ekspert rynku żywności.

Chodzi głównie o żywność genetycznie modyfikowaną, którą Stany dopuszczają do sprzedaży, a Europejczycy ograniczają.

>>> Czytaj też: Transatlantycka strefa wolnego handlu. Czy jest o co kruszyć kopie?

2 mld euro wynosi wartość dziennej wymiany handlowej Europy z USA

6,8 mld euro wyniosła wartość wymiany handlowej między Polską a USA w ciągu dziewięciu miesięcy 2013 r.

13. rynkiem eksportowym są dla Polski Stany Zjednoczone

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj