Władze portu będą musiały zwrócić samorządowi Gdyni i gminie Kosakowo prawie 22 miliony euro pomocy. Parlament Europejski uznał bowiem, że dotacja daje beneficjentowi przewagę nad portem w Gdańsku. Cofnięcie zapomogi na przekształcenie istniejącego lotniska wojskowego w cywilne nie oznacza zaniechania projektu - zapewnia prezydent Gdyni Wojciech Szczurek.

Według przedstawionych przez niego wyliczeń, funkcjonowanie gdyńskiego lotniska miałoby zwrócić się po pięciu latach od rozpoczęcia działalności. Interes ma być też opłacalny, bo transport na Pomorzu to przyszłościowa gałąź gospodarki. Potrzeba tam w regionie co najmniej dwóch lotnisk - dodaje Szczurek. Wskazuje, że potencjał gdańskiego portu wykorzystywany jest w około 60 procentach. Jednocześnie, stale zwiększa się jego przepustowość i liczba połączeń. Dlatego, myśląc przyszłościowo, gdyńskie lotnisko byłoby idealnym dopełnieniem transportu lotniczego na Pomorzu.

Optymistycznej wizji rentowności lotniska nie podziela jednak marszałek Pomorza oraz władze Gdańska i Sopotu. Przedstawiciele tych samorządów wydali dziś specjalne oświadczenie, w którym całkowicie odcinają się od prac nad powstawaniem gdyńskiego lotniska. Włodarze przypominają o podpisanym w 2005 roku liście intencyjnym z władzami Gdyni. Zwracają uwagę, że nie było w nim zgody na rozpoczęcie budowy lotniska spełniającego funkcję wyłącznie cywilną. Innego zdania jest jednak prezydent Gdyni, Wojciech Szczurek. Stwierdził on, że dokument zawierał zapis o spełnianiu funkcji cywilnych, ale na lotnisku wojskowym. Takie kryteria spełniają obiekty obsługujące np. tanie linie lotnicze.

Marszałek Pomorza oraz prezydenci Gdańska i Sopotu wycofali się ze współpracy w sprawie gdyńskiego lotniska w 2007 roku. Samorządy uznały wówczas, że projekt jest nierentowny.

>>> Czytaj też: KE podjęła decyzję: lotnisko Gdynia-Kosakowo musi zwrócić 100 mln zł