Co oznacza dla Pesy sytuacja na Ukrainie?

Z dużym smutkiem obserwuję przebieg wydarzeń w tym kraju, w wyniku których giną niewinni ludzie. Ta sytuacja z całą pewnością przełoży się też na perturbacje gospodarcze. Dla Kolei Ukraińskich dostarczyliśmy m.in. spalinowe szynobusy. Ukraina szykowała już nowe przetargi taborowe, które – jak się spodziewam – w obecnej sytuacji zostaną jednak odłożone.

Pański zakład sprzedaje też tabor m.in. do Rosji i na Białoruś. Z Bydgoszczy na podbój Wschodu?

Na Białoruś dostarczyliśmy właśnie pierwszy z trzech spalinowych szynobusów. Od grudnia 2012 r. tramwaj Swing jeździ po ulicach Kaliningradu, zbierając bardzo dobre opinie, w związku z czym spodziewamy się kolejnych zamówień. Pojazdy sprzedaliśmy m.in. na Litwę i do Kazachstanu. Nasz największy kontrakt wschodni, z którego jesteśmy najbardziej dumni, to umowa na 120 tramwajów Fokstrot dla Moskwy, którą zrealizujemy w konsorcjum z UralTransMasz. Cztery pojazdy przyjadą do Moskwy w marcu 2014 r.

Czemu rynki wschodnie otworzyły się akurat teraz?

Bo stosunki między naszymi krajami stały się normalniejsze – to pierwsza przyczyna. Po drugie, przykład wejścia Pesy do Niemiec i Włoch spowodował, że Rosjanie zwrócili na nas baczniejszą uwagę. Dostrzegają w Polakach, z jednej strony, potencjał technologiczny, a z drugiej – konkurencyjność wobec zachodnich koncernów.

Wymagania rosyjskie są wyśrubowane?

Zamawiający ma wysokie oczekiwania związane z trwałością taboru w trudnych warunkach klimatycznych, np. w temperaturze do -40 st. C. Konstrukcja musi zostać specjalnie zabezpieczona na wypadek mrozu, intensywnego zasolenia itd. Rosjanie zażyczyli sobie też rozbudowanego monitoringu, np. nagrywania zachowań motorniczego, czego w Polsce się nie stosuje. Fokstroty to będzie pierwszy – oprócz pilotażu w Kaliningradzie – niskopodłogowy tramwaj w historii Rosji.

Kurs rubla spadł do najniższego poziomu w historii. Dla Pesy to niedobrze?

Kurs rubla nie ma znaczenia dla rentowności naszego kontraktu. Zawarliśmy go w euro, w związku z czym nie wzięliśmy na siebie ryzyka kursowego związanego z rublem.

To wasza pierwsza przymiarka do rynku rosyjskiego?

Już w latach 90. modernizowaliśmy dla Kolei Rosyjskich wagony osobowe. Ale wtedy doszło do politycznych napięć między naszymi krajami, w wyniku czego relacje ekonomiczne też się popsuły. Straciliśmy kontrakty, bo wtedy Rosja odwróciła się od nas plecami. Współpraca biznesowa i wygrywanie kontraktów na Wschodzie są możliwe, ale wymagają pragmatyzmu.

A są w ogóle jakiekolwiek perspektywy na kolejne kontrakty w Rosji?

Tak. W 2018 r. Rosja będzie organizatorem piłkarskich mistrzostw świata. We wszystkich ośmiu miastach gospodarzach mundialu istnieją sieci tramwajowe, w związku z czym pojawią się gigantyczne potrzeby taborowe. A my od kolejnego dużego kontraktu uzależniamy otwarcie fabryki w Rosji. Odległości są zbyt duże, żeby na dłuższą metę opłacało się transportować pojazdy z Polski. Poza tym Rosja stosuje preferencje przetargowe, które są impulsem do otwierania zakładów w tym kraju.

W 2012 r. Pesa podpisała umowę na dostawy do 470 dieslowskich szynobusów dla Deutsche Bahn. Jak się robi interesy z Rosjanami w porównaniu z Niemcami?

Wymagania Rosjan są tak samo wysokie, ale szybsze decyzje. Na początku panowała nieufność, która wynikała z tego, że obie strony się wzajemnie poznawały. Po jej przełamaniu współpraca przebiega sprawnie.

>>> Czytaj więcej o kontrakcie Pesy dla Deutsche Bahn

Wygraliście właśnie przetarg dla PKP Intercity na 20 składów, które będą uzupełniały flotę Pendolino. Czy jest pan na pewno gotowy do takiej kumulacji zleceń?

Portfel zamówień Pesy urósł w tym roku do 2 mld zł. W ciągu dwóch lat osiągniemy 3 mld zł obrotu, co będzie stanowić rekord w historii zakładu. Przygotowywaliśmy się od lat do tego skoku. Hale produkcyjne mają wciąż rezerwy powierzchniowe. Wspólnie ze spółką zależną ZNTK Mińsk Mazowiecki zatrudniamy prawie 3,8 tys. osób i będziemy zwiększać zatrudnienie w ciągu następnych dwóch lat. 

>>> Czytaj więcej o przetargu dla PKP Intercity

Narzekał pan w ubiegłym roku, że politycy nie wspierają polskich przedsiębiorców w pozyskiwaniu kontraktów. Coś się zmieniło?

Od tamtego czasu nastąpiła duża poprawa, w szczególności ze strony ministerstw gospodarki i spraw zagranicznych, które zaczęły reprezentować nasze interesy za granicą, np. zmieniły się zasady rozliczania placówek dyplomatycznych. Otrzymujemy też pomoc ze strony prezydenta RP, co może zaowocować nowymi kontraktami.

Czy Pesa pójdzie na giełdę podobnie jak największy polski konkurent Newag?

Nie chcemy się sprzedać ani nie potrzebujemy dodatkowego kapitału. Nasz przychód ze sprzedaży za 2013 r. to ponad 1,6 mld zł. Zysk netto od lat przekracza 100 mln zł rocznie. Ale nie przejadamy zysków, więc wystarcza nam środków na rozwój wewnętrzny.

Były próby podkupienia Pesy przez większych, światowych graczy?

Wszystkie duże koncerny składały nam takie propozycje. Nawet w tym roku przyszły oferty, z Wall Street i od Rosjan. Ale z mojego punktu widzenia nie jest frajdą, żeby szybko sprzedać firmę, np. na giełdzie, zarobić duże pieniądze, a potem już tylko konsumować. Satysfakcję daje mi tworzenie i rozwijanie biznesu z perspektywą wielu lat naprzód. Z moich obserwacji wynika, że pojawia się nowe pokolenie polskich menedżerów – to Pesa, ale też np. spółki Fakro i Solaris – którzy myślą podobnie. Polska przedsiębiorczość zaczęła dojrzewać.

>>> Zobacz, jak do 2020 r. będzie wyglądać sieć polskich torów