Ani pozytywny wynik inspekcji, ani wyroki sądu nie gwarantują firmie, że postępuje zgodnie z przepisami.
Spółka z Pomorza na własnej skórze doświadczyła absurdów polskiego prawa. Nie dość, że po dwóch kontrolach urząd nagle zmienił zdanie i nakazał jej zapłacić wyższy podatek, to jeszcze w sądzie kasacyjnym usłyszała sprzeczne z sobą wyroki.
Chodziło o VAT od pokarmu dla rybek akwariowych. Firma przez lata rozliczała podatek według stawki 3 proc. i dwukrotne kontrole urzędu skarbowego potwierdziły, że postępuje poprawnie – pierwszy raz w 2004 r., potem w 2007 r.
W 2010 r. przyszła kolejna kontrola i ten sam urząd skarbowy nagle stwierdził, że spółka stosowała błędną stawkę VAT – powinna naliczać 22 proc. Na przełomie 2011 r. i 2012 r. naczelnik urzędu wydał decyzje określające spółce kwotę VAT do zapłaty – za pięć lat wstecz. Do tego doszła odpowiedzialność karna za narażenie budżetu na straty.
Władze spółki poszły do sądu. Tłumaczyły, że przecież przez lata urząd nie kwestionował rozliczeń, a dopiero w ostatnim czasie zmienił zdanie. Firma nie może więc odpowiadać za pomyłki urzędu. Sąd w Gorzowie Wielkopolskim uznał jednak inaczej.
Zbawienny dla spółki miał być wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego. W lipcu 2013 r. uchylił on rozstrzygnięcie sądu gorzowskiego dotyczące VAT za 2006 r. – Skoro urząd przez kilka lat się mylił, podatnik nie może za to odpowiadać – orzekł sąd. Niestety w marcu okazało się, że nie wszyscy sędziowie NSA są tego samego zdania. Zapadły właśnie wyroki, z których wynika, że działanie urzędu było zgodne z prawem.