Nagrania Służby Bezpieczeństwa Ukrainy: Igor Striełkow: – Sława, proszę, zrób coś z tym sztywnym. Leży tu i cuchnie. Wjaczesław Ponomariow: – Z ciałem? Tak, tak, chwilę. Kończę z dziennikarzami i zaraz załatwię sprawę z zakopaniem tego cwela.

Striełkow to były oficer rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU i szef ministerstwa obrony Donieckiej Republiki Ludowej. Jak ustaliła SBU, co potem potwierdzili dziennikarze, Striełkow to nazwisko operacyjne, a naprawdę mężczyzna nazywa się Girkin i pochodzi z Moskwy. Ponomariow jest samozwańczym merem Słowiańska, który później skłóci się z Girkinem. Ciało, o którym dyskutują, to Wołodymyr Rybak. Radny Batkiwszczyny. Zwolennik jedności Ukrainy. Ofiara władzy ludowej w mieście. Jest jeszcze czwarty. To Igor Biezler, pseudonim Bies, podpułkownik GRU. Jest mózgiem porwania Rybaka i kolejnym bohaterem taśm ujawnionych przez ukraińskie służby specjalne.

Nie ma papierka, nie ma człowieka

Koniec maja, Kijów. Do stolicy z Gorłówki emigruje Ołena Rybak, żona Wołodymyra. W Donbasie trwa tzw. operacja antyterrorystyczna, technicznie określana skrótem ATO. Ołena nie jest bezpieczna. Wywozi dwójkę dzieci. Pomaga jej jedna z fundacji działających na Ukrainie. Państwo umywa ręce. Trochę pomaga Batkiwszczyna, z ramienia której Wołodymyr był radnym. MSW nie ma czasu, by zajmować się rodziną najgłośniejszej ofiary terroryzmu w Zagłębiu Donieckim.

Pytamy Ołenę o zabójców męża. O tych, którzy przedstawiają się jako władza ludowa w Gorłówce. – Jakieś trzy lata temu w mieście pojawił się Biezler. Najpierw kręcił się wokół wszystkich, którzy mieli coś do powiedzenia. Prowadził firmę. Bratał się z merem. Nie kłócił się. Nie rzucał w oczy. Patrzył. Wiedział, czym i kogo można szantażować. Przez chwilę mer próbował pozbawić go nawet biznesu. Jedyną osobą, która wówczas broniła Biezlera, był mój mąż. Wowa był też jedyną osobą, której Biezler nie mógł kupić.

Reklama

Pod koniec lutego upada Janukowycz. W marcu Ukraina traci Krym. Na wschodzie pojawiają się „koloradzi” z wstążkami św. Jerzego. Wielbiciele Rosji i Putina. Kijów w ekspresowym tempie szuka ludzi, którzy będą wierni rewolucyjnemu rządowi. Cieszących się autorytetem wśród lokalnej ludności. Takich jak Rybak. Mąż Ołeny dostaje awans na szefa milicji w Gorłówce. Nie może jednak formalnie objąć funkcji, bo pod rozkazem wysłanym z Kijowa musi się podpisać szef struktur MSW w Doniecku. Ten zaś sprzyja rebelii. Działa według sprawdzonej zasady: „niet bumagi, niet czełowieka” – nie ma papierka, nie ma człowieka.

Rybak pozostaje aktywistą. Włącza się w walkę o kontrolę nad Gorłówką. Usiłuje zerwać z jednego z zajętych budynków flagę Donieckiej Republiki Ludowej. Jest zagrożeniem dla Girkina i Biezlera. Próbuje organizować lokalny Euromajdan. Biezler rozpoczyna polowanie. Organizuje pięć nieudanych prób porwania radnego. W końcu separatystom się udaje. 17 kwietnia Rybak znika. Jego ciało zostaje odnalezione dwa dni później w rzece Kazennyj Toreć, koło wsi Rajhorodok. Służba Bezpieczeństwa Ukrainy ujawnia taśmy Girkina-Biezlera.

Ołena Rybak: – Gdybym mogła, podałabym do sądu tego, który te nagrania upublicznił. Biezler z nazwiska wymienia mojego męża. Dlaczego dali to na antenę? Dlaczego do mediów idzie przekaz, że mój mąż cuchnie? Dlaczego publicznie mówi się o nim „cwel”? I to idzie w świat. Transmitują to po całym kraju.

Ołena jest w stanie wybaczyć państwu wszystko. Poza pośmiertnym upokorzeniem jej męża. Poza postawieniem kropki na i. Cyniczną dosłownością Girkina i Biezlera i głupotą ukraińskiej bezpieki.

Rosyjscy Bondowie

Po zabójstwie Rybaka w Gorłówce nie ma już zwolenników niebiesko-żółtej Ukrainy, którzy mogą stawić czoła nowym elitom. Ci zmieniają Gorłówkę, Słowiańsk i Kramatorsk. Laboratoria hodowania nowych elit donbaskiej rewolucji. Bolszewickiej klasy panującej w wersji 2.0, która zagrozi interesom potężnych oligarchów, takich jak Rinat Achmetow czy Serhij Taruta. Wielki biznes będzie chciał ich kupić. Wykorzystać do walki po swojej stronie. Do ochrony własnych kombinatów. Jak jednak mówi przysłowie powtarzane przez rosyjskich dyplomatów: „wintowka rożdajet włast” – broń rodzi władzę.

Rebelia zrywa się ze smyczy. Zaczyna żyć własnym życiem. Takich jak Girkin, Biezler, Ponomariow jest więcej. Agenci wywiadu, czyli rosyjscy Bondowie, którzy zamiast popijać wódkę z martini, przez lata – jak Girkin właśnie – działali pod przykryciem kierowników zakładów pogrzebowych. Do tego byli spadochroniarze, niespełnieni politolodzy, dawni korespondenci wojenni z Kaukazu czy krzykacze zarabiający na życie jako św. mikołaje przed centrum handlowym – nagle dostają w prezencie swój październik 1917 roku.

Stają się lokalnymi Che Guevarami. Szaleńcami walczącymi na własny rachunek, niezależnie od tego, co myśli o nich miejscowa ludność. Zamiast sprzedawać trumny w szaroburej rzeczywistości Donbasu czy tkwić na bezrobociu, dostają życiową szansę. Wintowką mogą wywalczyć władzę. – Kto był niczem, tot staniet wsiem. Dziś niczym, jutro wszystkim my – cytuje „Międzynarodówkę” były doradca sztabu Wiktora Juszczenki z okresu pomarańczowej rewolucji Wołodymyr Fesenko.

Powstaje co najmniej kilka typów Che Guevarów Donbasu. Che – weteran desantu, Kozak, wywiadowca, politolog, dziennikarz. Później doszli wzbudzający największą grozę „ochotnicy” z Czeczenii i Inguszetii. Te modele się mieszają. Mutują, rywalizują, walczą między sobą. W samej DRL powstało co najmniej pięć ośrodków władzy. W ługańskiej kolejnych pięć. Różnią się pod względem zasad współpracy z Kremlem, zasobnością portfeli, poziomem cynizmu i niechęci do Kijowa, wolą walki, stopniem anarchizacji, poziomem cwaniactwa i inteligencji.

Korespondent magazynu „Nowoje Wremia” Maksym Butczenko właśnie wrócił z Ługańszczyzny. Przygotowywał materiał o ruchu separatystycznym, jak mówi Maksym – Ługandy. Najważniejszy jest w niej 43-letni Wałerij Bołotow. Były sierżant 103. Gwardyjskiej Dywizji Spadochronowej. Jak sam mówi o sobie, jego „droga wiodła przez Tbilisi, Erywań i Karabach”, by dziś doprowadzić go do stanowiska premiera Ługańskiej Republiki Ludowej. Zanim wszedł do polityki, działał jako weteran desantu. Chruszczowka, żona, czasami wódka, dwójka dzieci.

Wiosną 2014 r. Bołotow narodził się na nowo. Doświadczony spadochroniarz wrócił na swoją drogę. Tak jak w Tbilisi, Erywaniu i Karabachu znów wydaje rozkazy. Polują na niego przeciwnicy, którzy organizują nieudany zamach. Trafia na leczenie do szpitala w Rosji. Gdy wracał, wzbudził co prawda wątpliwości ukraińskich pograniczników, ale grupka uzbrojonych kolegów pomogła im je rozwiać. Jego legenda rośnie. Człowiek, którego nazwisko poznaliśmy wiosną tego roku, staje się celebrytą rosyjskich mediów. Peany o nim pisze wysokonakładowa „Komsomolskaja Prawda”.

Wowa więcej nie przyjdzie

Ani Maksym, ani żaden z naszych rozmówców nie wiedzą o nim nic na pewno. Nie ma go w serwisach społecznościowych. Nie włada państwem ani powiatem. Jego republika nie ma granic. Niby kontroluje lokalną milicję, ale nie na pewno, bo gdy ATO zacznie zwyciężać, milicja przejdzie na stronę silniejszego. Niby ma swoją siatkę szpiegowską, ale ogranicza się ona do opłacanych taksówkarzy, którzy odgrywają rolę separatystycznych stuków i podwożących. Czasami doniosą na kogoś, kto jedzie z dworca lub lotniska. Czasami przewiozą coś lub kogoś z Rosji.

Jak mówił w rozmowie z nami kijowski analityk Andrij Doroszenko, tacy ludzie jak Bołotow to liderzy pierwszego etapu rewolucji. Jeśli nie uda im się utrwalić pozycji, zdobyć serc i umysłów lokalnej ludności, trafią na śmietnik historii. Miłość ludu w ekspresowym tempie może się bowiem zmienić w nienawiść. Bo Cheweteran jest produktem próżni. Oderwania legalnych elit wschodu Ukrainy od ludu. Wyborem bez wyboru donieckiego proletariatu, porzuconego przez regionałów, oligarchów i Janukowycza. Szybko zakwitł i równie szybko może zwiędnąć.

Chewywiadowca jest szczebel wyżej od weterana. Ten typ przywódcy jest największym aktywem Rosji. Według informacji podawanych na konferencjach prasowych Służby Bezpieczeństwa Ukrainy wywiadowcami są zabójcy Wołodymyra Rybaka – Igor Girkin i Igor Biezler. To byli kadrowi oficerowie służb specjalnych. Choć słowo „byli” należy traktować umownie. W tym zawodzie nie odchodzi się na emeryturę. Ci ludzie nie pojawili się w Zagłębiu Donieckim przypadkiem. W tej lidze gra też niejaki Aleksandr Borodaj, rosyjski politolog, samozwańczy premier DRL.

– Zaraz po rewolucji w Kijowie Rosja zaczęła prowadzić na wschodzie Ukrainy operację specjalną. Były nią objęte regiony ługański, doniecki, Charków i Odessa. Stąd tacy ludzie jak Girkin i Biezler – mówi nam Wołodymyr Fesenko. Ich finansowanie nie jest trudne. Są na nich pieniądze. W Słowiańsku czy Gorłówce jeszcze długo po wybuchu rebelii działały bankomaty. Jak twierdzi Fesenko, co najmniej 20 rosyjskich banków jest zaangażowanych w przepływy finansowe dla komendantów klasy Girkina. Wystarczą karty. Płynie również gotówka szmuglowana przez nieszczelną granicę. Fesenko jako osoba zbliżona do obecnych władz ma wiedzę o ludziach działających w Słowiańsku i Gorłówce.

– Girkin i Borodaj byli dziennikarzami, którzy z rosyjskim specnazem relacjonowali wojnę w Czeczenii i Inguszetii. Jest opinia, że finansuje ich zafascynowany prawosławiem i ideą pansłowiańską rosyjski oligarcha Konstantin Małofiejew – opisuje Fesenko. – Po wojnie czeczeńskiej obaj prowadzili interesy, ale doszło między nimi do konfliktu. Dziś nabrali ambicji politycznych. Rewolucje to wstęp do społecznej windy – podsumowuje.

Generałowie, czyli Girkin, Biezler i Borodaj, wybierają sobie poruczników. Najczęściej z lokalnych działaczy. Mechanizm opisała nam Ołena Rybak. – W Gorłówce jest taki ludowy komendant milicji. Ołeh. Były taksówkarz. Złożył przysięgę na wierność republice ludowej. Wciągnął na siebie mundur. Chodził w nim dumny. Puszył się. Nagle stał się kimś ważnym – opowiada. Oficer z przypadku. Później ciężko się już wycofać.

Ołena Rybak: – Matka Wowy leży w szpitalu. On tam ją odwiedzał tak często, jak tylko mógł. Po śmierci poszłam do niej. Syn jej się przyśnił. We śnie Wowa miał jej powiedzieć, że więcej do niej nie przyjdzie. Krzyczała: gdzie Wowa, gdzie Wowa. Wowa umarł.

Wołodymyr Rybak miał być nową elitą Donbasu. Jednak przynajmniej na razie on i Ukraina przegrywają z Che Guevarami Donbasu. Gorłówka, Słowiańsk, Kramatorsk, częściowo Donieck. Na razie to ich teren.