Mayer: Najświętsza Panienka już nie czuwa nad giełdą

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
27 czerwca 2014, 03:16
Bartłomiej Mayer
Bartłomiej Mayer/Forsal.pl
Warszawska giełda była dotychczas szczęśliwie wyłączona z politycznych układów i walk personalnych. Jak mawiał przed laty Krzysztof Lis – nieżyjący już współtwórca rynku kapitałowego w Polsce – zawdzięczać to można tylko opiece Najświętszej Panienki.

Wiesław Rozłucki, pierwszy prezes warszawskiej giełdy, kierował nią przez piętnaście lat (od 1991 do 2006 r.). Kolejny szef, Ludwik Sobolewski, stał na czele GPW przez siedem lat (od 2006 do 2013 r.). Adam Maciejewski, który dokończył kadencję poprzednika, zaniżył średnią, był bowiem prezesem GPW tylko przez 1,5 roku (czas jego rządów właśnie się kończy). Mimo to przeciętnie na każdego z tych menedżerów przypada prawie ośmioletni okres kierowania warszawską giełdą. Jak na spółkę, w której decydujący głos ma Skarb Państwa (posiada 51,7 proc. głosów na WZA), to naprawdę ewenement.

I właśnie tej stabilności rządów – w opinii bardzo wielu komentatorów – GPW zawdzięcza swój wieloletni rozwój oraz obecną pozycję niekwestionowanego lidera na środkowoeuropejskim rynku. Oczywiście zadziałało tu znacznie więcej czynników, jednak bez owej stałości w kwestiach personalnych o w miarę spokojny, systematyczny rozwój GPW byłoby znacznie trudniej.

Obawiam się, że te spokojne czasy właśnie odchodzą w przeszłość. Akcjonariusze giełdy – głównie głosami Skarbu Państwa – postanowili, że nowym prezesem zostanie były wiceminister Paweł Tamborski. To bez wątpienia fachowiec, człowiek, który świetnie zna rynek kapitałowy i to nie tylko z naszej, polskiej perspektywy.
Został wybrany na czteroletnią kadencję. Czy dotrwa do jej końca? Wątpię. Postawiłbym nawet tezę, że wybór Tamborskiego jest początkiem całego cyklu następujących jedna po drugiej roszad personalnych.

GPW przestaje bowiem być postrzegana jak instytucja, która wymaga specjalnego traktowania i owej stabilności, która towarzyszyła jej rozwojowi przez ponad 20 lat. Giełda staje się kolejną spółką skarbu państwa, która może być polityczną zdobyczą, jak Orlen, PGE, PGNiG itd. Na próby odbicia fotela prezesa GPW nie będziemy musieli zapewne długo czekać. Najpóźniej w przyszłym, a być może jeszcze w tym roku odbędą się wybory parlamentarne, a z dużą dozą prawdopodobieństwa można przewidywać, że premierem po nich nie będzie już Donald Tusk.

Niebezpieczeństwo politycznych nacisków jest realne. Dostrzega je coraz więcej osób interesujących się rynkiem kapitałowym. Zgłoszoną niedawno przez zasiadających w Radzie Giełdy Wiesława Rozłuckiego i prof. Leszka Pawłowicza propozycję dotyczącą strategii właścicielskiej wobec GPW można zinterpretować jako próbę przeciwdziałania temu niebezpieczeństwu (autorzy postulują utworzenie Polskiego Funduszu Runku Kapitałowego, który w miejsce MSP stałby się głównym akcjonariuszem giełdy). Jednak czy ta propozycja spotka się z wystarczającą aprobatą i zdoła zapobiec przekształceniu GPW w polityczną zdobycz?

Gdyby stało się inaczej, byłaby to bardzo zła wiadomość dla samej giełdy i dla rynku kapitałowego w Polsce.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: DGP/forsal.pl
Tematy: giełda
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj