Osiecki: Bismarck wiecznie żywy

Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
7 października 2014, 03:15
Wynalazcą nowoczesnych ubezpieczeń emerytalnych był niemiecki Żelazny Kanclerz.

Kiedy były wprowadzane w końcówce XIX stulecia, wiek emerytalny wynosił 65 lat. Co oznaczało, że nieliczni szczęśliwcy dożywali ich przyznania. Dziś sytuacja jest zgoła odmienna. Większość z nas ma gwarancję znalezienia się na emeryturze. Jak wynika z danych GUS w tablicach dalszego trwania życia, przeciętny trzydziestolatek dożyje 76 lat. Z kolei osoba, której uda się przejść na emeryturę w wieku 67 lat, będzie przeciętnie żyła ponad 82 lata. Czyli będzie emerytem ponad 15 lat. To z jednej strony bardzo dobrze, bo każdemu, sobie także, życzę jak najdłuższego życia.

Ale jednak skłania to do niewesołych wniosków. Bo skoro liczba emerytów będzie rosła, a pracujących malała, to opłacanie emerytury będzie coraz większym kosztem dla gospodarki, i to nawet jeśli mamy system zdefiniowanej składki, który dla finansów publicznych jest tańszy od innych. To oznacza, że musimy albo sami zadbać o więcej dzieci, albo jak Tomek Sawyer sprawić, by inni malowali u nas płot, czyli pracowali na nas. Inaczej czeka nas rzeczywistość jak z Bismarcka, tyle że wiek emerytalny nie będzie wynosił 65, a 85 lat.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj