Elena Greknjowa, profesor chemii na uniwersytecie w Kursku i jedna ze 144 mln rosyjskich klientów, do których próbują dotrzeć zagraniczne marki, takie jak Apple czy Renault, boleśnie odczuwa skutki kryzysu walutowego w kraju. Na zakupy produktów spożywczych typu jajka, przetwory mleczne, drób i warzywa, co kilka dni wydaje teraz 1 200 rubli. Jeszcze tydzień temu te wydatki były o 20 proc. mniejsze.

„To zaczyna być surrealistyczne. Czy rubel kiedykolwiek przestanie spadać? Może się okazać, że niedługo w ogóle nie będzie już mnie stać na nowy płaszcz, smartfona za 50 dol. czy biżuterię” – mówi

Obawy Rosjanki pokazują, jak wielkie wyzwanie stoi przez zagranicznymi firmami obecnymi na tutejszym rynku. Rekordowo słaby rubel i spekulacje na temat wprowadzenia możliwych kontroli przepływów kapitałowych wywołują w Rosji panikę.

>>> Czytaj też: "Le Monde": Putin przegrał gospodarczą wojnę. To "uderzenie ekonomicznego tsunami"

Podwyżka goni podwyżkę

Zagraniczne spółki podnoszą ceny swoich produktów próbując rekompensować sobie spadek przychodów ze sprzedaży, będący konsekwencją tonącego rubla. Choć na razie żaden wielki koncern nie poinformował o zamiarze wycofania się z rosyjskiego rynku, w środę pierwszy ruch w tym kierunku zrobił amerykański Apple. Spółka wstrzymała internetową sprzedaż swoich produktów w Rosji. Jako powód podała niestabilny kurs tutejszej waluty. Trzy tygodnie wcześniej Apple podniósł cenę swojego najnowszego smartfona iPhone’a 6 o 25 proc. Teraz kosztuje on w Rosji 39 990 rubli. (ok. 1999,5 zł). W przeliczeniu na dolary, wartość iPhone’a 6 spadła jednak do 585 dol. z 847 dol.

>>> Czytaj więcej: Walutowy Majdan dla Putina. W rosyjskich sklepach wybuchła panika

Podobną ścieżką idą inne zagraniczne marki. 3 grudnia McDonald’s podniósł cenę Big Maca o 2,2 proc. do ok. 94 rubli (ok. 4,7 zł). Niewiele to pomogło, bowiem w przeliczeniu na dolary wartość kanapki spadła na początku tygodnia do ok. 1,35 dol. z 1,77 dol.

Od połowy listopada francuski Renault zwiększył ceny swoich samochodów w rosyjskich salonach o ok. 8 proc. Podwyżki wprowadzają też m.in. producent kosmetyków Oriflame, chiński producent aut Geely Automobile Holdings i koncern PepciCo.

Rosjanie gromadzą zapasy

Część Rosjan w obawie przed kolejnymi podwyżkami w pośpiechu robi zapasy produktów. „Mamy wrażenie, że spadamy w otchłań. Byłoby nawet łatwiej, gdyby rubel spadał szybko, tak jak w 1998 roku. Teraz staram się wydać pieniądze, zanim stracą swoją wartość” – mówi Elena Nowgorodowa, 36-letnia menadżerka w jednej z moskiewskich firm z branży chemicznej.

W ciągu ostatniego tygodnia kupiła już 30 kg drobiu, wołowiny i wieprzowiny, 10 paczek kaszy gryczanej i ryżu, dużo ubrań i buty marki Ecco (za 3 500 rubli) dla swojej córki. Robi też zapasy kosmetyków – dwa flakoniki perfum Chanel za 5 000 rubli każda (250 zł) i szminki marki Yves Rocher za 700 rubli (35 zł) za sztukę.

Sytuacja w Rosji może się jeszcze pogorszyć - uważa Sarah Boumphrey, szefowa działu badań gospodarczych w Euromonitor International w Londynie.

„Konsumenci będą zmuszeni dokonywać trudnych wyborów, ponieważ ceny wielu produktów będą dynamicznie rosnąć. Rosja jest zbyt dużym rynkiem, by go ignorować, jednak plany zwiększania inwestycji w tym regionie muszą zostać wstrzymane” – mówi ekspertka.

Właśnie taka strategię przyjął największy niemiecki detalista - Metro AG. Koncern bezterminowo zawiesił ofertę publiczną swojej rosyjskiej sieci na giełdzie- poinformował 16 grudnia dyrektor wykonawczy spółki Olaf Koch. Jego zdaniem, wprowadzenie tej spółki w tej chwili nie ma sensu. „Nie odwołaliśmy planów, ale teraz nad nimi nie pracujemy” – dodał.

We wtorek za jednego dolara płacono ponad 80 rubli. Rosyjska waluta była najsłabsza w historii. Po kolejnych interwencjach rosyjskiego banku centralnego, rubel zaczął się jednak umacniać. Minister gospodarki Aleksiej Uljukajew zaprzeczył, że rząd chce wprowadzić ograniczenia w przepływie kapitału, by powstrzymać Rosjan przed wymienianiem rubli na dolary. W środę na zamknięciu giełdy walutowej w Moskwie za euro płacono 76 rubli, a za dolara ponad 60 rubli.

“Kiedy dowiedziałam się, że rubel znów traci, po prostu zaczęłam się głośno śmiać. Wciąż nie wiem, co w przyszłym roku stanie się z moją pensją i cenami” – mówi profesor Greknjowa.

>>> Czytaj też: Rosja w fazie zmierzchu. Widmo kryzysu lat 90. powróciło

Sklepy znikają z rynku

Zagraniczne marki ograniczają też ilość i powierzchnię sklepów w Rosji. Hiszpański Inditex, największa na świecie sieć odzieżowa, zamknęła w tym miesiącu swój flagowy rosyjski salon przy ulicy Twerskaja w Moskwie. Gdy niemiecki MediaMarkt debiutował w Rosji w 2006 roku, jego ogromne sklepy były na tym rynku przebojem. Teraz ich duży rozmiar stał się problemem.

„Redukujemy powierzchnię sprzedaży i ilość sklepów” – poinformowała 11 grudnia Anna Trofimowa, rzecznik prasowy rosyjskiego oddziału MediaMarkt. W tej chwili w Rosji działa 68 sklepów niemieckiej sieci. Spółka chce się jednak skupić na ekspansji w sprzedaży internetowej.

Teraz, gdy rosyjska gospodarka się chwieje, zagraniczne spółki boją się, że mogą stracić swój majątek, jeśli Putin postanowi zaatakować zachodni biznes w odwecie za sankcje – uważa Rebel Cole, profesor finansów na DePaul University w Chicago.

„Tak naprawdę nie masz żadnej gwarancji, że jutro nadal będziesz w biznesie. To ogromne ryzyko dla tych firm” – mówi Rebel Cole.