Po dużych spadkach na początku tygodnia, w środę rosyjska waluta zaczęła zyskiwać na wartości.

Jest zbyt dużo niewiadomych - mówi Kuczyński i wymienia kolejne wątpliwości: nieokreślona przyszłość rosyjskiego kryzysu, nieznany wpływ nowych sankcji Zachodu i odpowiedź na nie ze strony Kremla, czy kwestia ewentualnej reakcji Rosji na perspektywy integracji Ukrainy i NATO. Kluczowe znaczenie dla wartości rubla i moskiewskich indeksów giełdowych ma jednak według analityka cena ropy, która taniała ostatnio z kilku powodów: walki ekonomicznej z Rosją, gry funduszy spekulacyjnych, gry Arabii Saudyjskiej która chciała osłabić Amerykanów, a także stosunku podaży do popytu, co było w opinii Kuczyńskiego najmniej istotnym powodem. Dalszy przebieg sytuacji jest według eksperta nie do przewidzenia.

>>> Czytaj też: Walutowy Majdan dla Putina. W rosyjskich sklepach wybuchła panika

Jak mówi Kuczyński - inwestowanie w rubla bądź rosyjskie akcje jest obciążone potężnym ryzykiem. Bankructwo jednak na razie Rosji nie grozi, bo rezerw powinno starczyć na 2-3 lata - ocenia analityk.

Ekspert zwraca uwagę, że niektóre platformy wymiany walut wstrzymały już detaliczny obrót rublem. Kuczyński podkreśla też, że nie sankcje i działania rosyjskich banków, a dalsze ceny ropy będą miały teraz największe znaczenie dla wartości rosyjskiej waluty i sytuacji na moskiewskiej giełdzie. Dlatego też Bank Centralny Rosji lepiej by zrobił, gdyby zamiast ratować kurs rubla, przekierował te same finanse na rynek kontraktów na ropę, co umożliwiło by zapewnienie bezpiecznych dla Rosji cen paliwa - podsumowuje Kuczyński.

>>> Polecamy: Tonący rubel topi Rosjan. Tak wygląda życie codzienne w upadającym imperium

Wzrost wartości rubla nie uwiarygadnia ani rosyjskiej waluty, ani moskiewskiej giełdy - uważa doktor Katarzyna Pisarska ze Szkoły Głównej Handlowej. W opinii ekonomistki sytuacja jest zbyt złożona, by opierać się na samym kursie rubla - zbyt wiele rzeczy zraziło w ostatnim czasie inwestorów, by decydowali się na jakiekolwiek działania w Federacji Rosyjskiej.

Doktor Pisarska wymienia jako oczywiste czynniki sankcje Zachodu i niskie ceny ropy, ale w jej opinii to nie jedyne problemy. Chodzi nie tylko brak o reform, ale zauważalne jest odwracanie reform ekonomicznych w Rosji - uważa ekonomistka. Wskazuje na coraz wyraźniejsze głosy o konfiskacie, bądź też zatrzymywaniu zachodniego kapitału siłą w Rosji, co automatycznie odstrasza inwestorów. W efekcie dodatkowemu osłabieniu ulega też rubel. Kolejnymi problemami Rosji są według Pisarskiej pełna oligarchizacja i korupcja, które zniechęcają skutecznie ostatnich inwestorów, którzy byli zainteresowani inwestycjami.

Utrzymanie się cen ropy naftowej na zbliżonym poziomie może mieć dla Rosji drastyczne efekty - ekonomistka przewiduje możliwość skurczenie się w przyszłym roku rosyjskiej gospodarki nawet o 5 proc., a w efekcie nawet jej załamanie. Rosja nie upadnie jednak z dnia na dzień - ma wciąż rezerwy walutowe, które jednak szybko się kurczą - wydawane są na stabilizację rubla. Utrzymanie się sytuacji może doprowadzić do poważnego kryzysu gospodarczego, możliwe że nawet poważniejszego od tego w roku 1998 - uważa Pisarska.