Nie dość, że ciężko je wydobyć, to ich nazwy są trudne i niejasne. Braki te nadrabiają jednak swoim geopolitycznym znaczeniem. Metale ziem rzadkich.

Metale ziem rzadkich do najpopularniejszych tematów nie należą. Nie dość, że ciężko jest je wydobyć, to ich nazwy są bezwstydnie niejasne. Do klasycznych już błędów nowicjuszy poruszających się w tym temacie należy np. mylenie itru z iterbem. Trudne nazwy są jednak nadrabiane przez użyteczność i wszechobecność zastosowania metali ziem rzadkich: substancje te są kluczowe przy produkcji takich urządzeń, jak np. turbiny wiatrowe, smartfony, systemy uzbrojenia oparte o wysokie technologie czy szpulki wędkarskie.

Choć był czas, gdy to Stany Zjednoczone były głównym dostawcą metali ziem rzadkich, to od lat 90. XX wieku to Chiny wiodą pod tym względem prym. Sprawia to, że metale ziem rzadkich są czymś więcej niż tylko surowcami – są przykładem tego, jak wiążą się ze sobą chińskie ambicje gospodarcze i dyplomatyczne. Co więcej, Państwo Środka pokazało już, że nie odda tak łatwo rynku rzadkich surowców.

W 2013 roku Chiny odpowiadały za 86 proc. światowej podaży metali ziem rzadkich, zaś chińscy przywódcy nie kryli, że chcą wykorzystać swój monopol.

W 2009 roku w wywiadzie dla chińskiej agencji Xinhua starszy funkcjonariusz z Mongolii Wewnętrznej (autonomiczny region w północnych Chinach – przyp. tłum.) powiedział, że kontrola eksportu metali ziem rzadkich była zaprojektowana w ten sposób, aby „przyciągnąć tu zarówno zagranicznych jak i chińskich inwestorów”. Innymi słowy przekaz był prosty: jeśli chcecie mieć stały dostęp do metali ziem rzadkich, przenieście swoje fabryki do Chin.

We wrześniu 2010 roku Chiny nagle zablokowały eksport rzadkich surowców do Japonii po tym, jak Japonia zatrzymała chińskich rybaków na wodach, do których prawa roszczą sobie zarówno Pekin jak i Tokio. Dopiero po tym, jak rybaków uwolniono, eksport metali ziem rzadkich został odblokowany.

Warto pamiętać, że Japonia i USA – dwóch największych i najbardziej wartościowych klientów na metale ziem rzadkich – to jednocześnie dwóch największych geopolitycznych rywali Chin. Dlaczego Chiny miałyby oddzielać cele gospodarcze od celów politycznych?

>>> Czytaj też: Koniec dominacji USA na Pacyfiku? Chiny uzbroją okręty podwodne w broń atomową

Ówczesna sekretarz stanu USA Hillary Clinton decyzję Chin o zablokowaniu eksportu metali ziem rzadkich do Japonii nazwała „wezwaniem do przebudzenia”.

W pewnym sensie wezwanie to przyszło zbyt późno. Do 2011 roku poszczególni zagraniczni klienci Chin na metale ziem rzadkich już przenieśli swoją produkcję do tego kraju – wynika z danych New York Timesa. W tym samym czasie strach i spekulacje napędzały ceny rzadkich surowców. Na przykład cer – metal często używany w aluminium i stopach żelaza – podrożał z 6 dol. za funt w 2008 roku do poziomu 77 dol. w sierpniu 2011 roku.

Popyt, zarówno polityczny jak i gospodarczy, na alternatywne wobec Chin źródła metali ziem rzadkich, doprowadził wkrótce do zmian na rynku. Sposobów na alternatywne pozyskiwanie surowców było wiele, począwszy od recyklingu, przez otwieranie nowych kopalń, wykorzystywaniu alternatywnych surowców, aż po przemyt. W lipcu 2010 roku, działająca w Kolorado firma Molycorp uzyskała na debiucie giełdowym 393,8 mln dol., ponieważ ogłosiła plan ponownego otwarcia kopalni metali ziem rzadkich, którą zamknęła dekadę wcześniej.

Japonia z kolei wyznaczyła sobie cel, aby do 2018 roku 60 proc. dostaw metali ziem rzadkich pochodziło spoza Chin.

Do połowy 2011 roku, połączenie wykorzystania starych kopalń metali ziem rzadkich, otwieranie nowych i używanie alternatywnych surowców doprowadziły do zjazdu cenowego metali ziem rzadkich. Sytuacja taka zmusiła Chiny do zmiany kursu – w chiński Nowy Rok Pekin, zgodnie z zasadami WTO, podniósł limity eksportowe metali ziem rzadkich.

Byłoby jednak naiwnością sądzić, że Chiny porzucą praktykę handlowego merkantylizmu bez walki. W istocie – popyt na metale ziem rzadkich spadł tak bardzo, że podniesienie limitu eksportowego na te surowce nie miało dużego znaczenia. Podczas pierwszych 11 miesięcy 2014 roku Chiny wyeksportowały 24,866 ton metali ziem rzadkich – to o wiele mniej niż wynosi limit eksportowy – 30,611 ton. Zatem gdy WTO w marcu 2013 roku orzekła, że limity eksportu na rzadkie surowce naruszają reguły światowego handlu, Pekin nie przejął się tym za bardzo.

>>> Polecamy: Strategiczna walka o Afrykę. Czy Chiny zdominują USA w Afryce?

Co więcej, zamiast porzucić pewne plany związane z metalami ziem rzadkich, Chiny zaczęły realizować plan alternatywny, który polega na konsolidacji całego przemysłu rzadkich surowców w dwa państwowe konglomeraty. Konsolidacja taka ma rozwiązać jeden z podstawowych problemów rynku wewnętrznego – istnienie małych, prywatnych kopalń i nielegalnych producentów, którzy przemycają rzadkie surowce.

Decyzję taką wyjaśniano szczególnie wysoką szkodliwością prywatnych kopalń dla środowiska, ale wydaje się oczywiste, że prawdziwym motywem tych działań była chęć utrzymania monopolu na rynku metali ziem rzadkich. Jak wyjaśniano w chińskim magazynie „Caixin”, „ruch ten pozwoli Chinom w lepszy sposób zarządzać cenami metali ziem rzadkich”.
Pytaniem otwartym pozostaje to, czy chińska polityka przemysłowa będzie zdolna do utrzymania dominacji Państwa Środka na rynku rzadkich surowców oraz czy poprzez konsolidację tego przemysłu zdoła utrzymać wysokie ceny surowców.

Jeśli celem Chin jest utrzymanie geopolitycznej przewagi, Pekin prawdopodobnie nie będzie już musiał nic robić. Jak bowiem w grudniu 2013 roku donosił „Wall Street Journal”, nawet jeśli Chiny nie będą dominowały na rynku metali ziem rzadkich, to będą miały przewagę jeśli chodzi przetwarzanie rzadkich surowców (chodzi o brudne, niebezpieczne, pochłaniające wiele energii i kosztów procesy, które przekształcają metale ziem rzadkich w coś użytecznego).

Nawet Molycorp – amerykańska nadzieja na większą niezależność w obszarze metali ziem rzadkich – wysyła niektóre surowce do Chin, aby je tam przetworzyć. Nic nie wskazuje na to, aby miało się to zmienić.

Cena akcji Molycorp w 2011 roku, gdy ceny metali ziem rzadkich były bardzo wysokie, wynosiła 77,54 dol. W ostatni piątek cena akcji wyniosła tylko 0,60 dol. Jeśli nie nastąpi dramatyczna zmiana cen metali ziem rzadkich w krótkim okresie, nie ma żadnej gwarancji, że Molycorp będzie miała wystarczająco dużo środków, aby dotrwać do końca roku, a tym bardziej, aby rozwinąć drogi przemysł przetwarzania rzadkich metali. W takiej sytuacji chińskie konglomeraty, mające państwowe poparcie, będą utrzymywać dominację na rynku metali ziem rzadkich.