Mocne słowa ministra sprawiedliwości w liście otwartym do unijnego komisarza. Zbigniew Ziobro zarzuca Guentherowi Oettingerowi, który ostatnio krytykował rządy PiS, że milczał, gdy poprzedni rząd wpływał na media czy inwigilował dziennikarzy.

Kilka dni temu unijny komisarz zasugerował możliwość uruchomienia mechanizmu kontroli praworządności i objęcia Polski nadzorem przez Komisję Europejską. Powodem miałyby być choćby zmiany w ustawie medialnej.

Zbigniew Ziobro ripostuje i przytacza przemilczane przez kilka dni w niemieckich mediach seksualne napaści, do których doszło w sylwestrową noc, między innymi w Kolonii. "Cenzurowanie tych informacji przez niemieckie media wprawiło w osłupienie opinię publiczną na świecie" - pisze polski minister sprawiedliwości, dodając, że nie doczekał się reakcji komisarza Oettingera na "tak rażące naruszenie prawa obywateli do informacji".

>>>Czytaj więcej: Policja: 379 przypadków przemocy seksualnej w Kolonii

Reklama

Zdaniem Zbigniewa Ziobry, unijnemu komisarzowi łatwiej przychodzi mówić o "fikcyjnych zagrożeniach dla wolności mediów w innych krajach niż piętnować cenzurę w swojej ojczyźnie".

Odnosząc się do zapowiedzi unijnego komisarza o ewentualnym objęciu Polski nadzorem Komisji Europejskiej, Zbigniew Ziobro stwierdził, że tego rodzaju słowa "budzą wśród Polaków jak najgorsze skojarzenia". Polityk dodał, że podziela takie obawy. "Jestem wnukiem polskiego oficera, który w czasie II wojny światowej walczył w podziemnej Armii Krajowej z „niemieckim nadzorem”" - napisał Zbigniew Ziobro.

W swoim liście szef resortu sprawiedliwości przypomina również komisarzowi Oettingerowi wydarzenia z okresu afery podsłuchowej w czerwcu 2014 roku. Wówczas agenci służb specjalnych weszli do redakcji tygodnika "Wprost", który ujawnił podsłuchane rozmowy polityków PO i szefów instytucji państwowych. "Gdzie pan był kiedy agenci służb specjalnych (...) szarpali się z redaktorem naczelnym, żeby wydrzeć mu przenośny komputer z nagraniami kompromitującymi ówczesny rząd, na czele którego stał obecny szef Rady Europejskiej Donald Tusk?!" - pyta unijnego komisarza Zbigniew Ziobro, przypominając, że podobne zdarzenia w redakcji tygodnika "Der Spiegel" w 1962 roku doprowadziły do upadku rządu.

Minister sprawiedliwości wspomina o ujawnionym niedawno fakcie inwigilacji 80 polskich dziennikarzy i prawników. Pisze również o też o outsorcingu pracowników TVP. "Czy znajdzie Pan usprawiedliwienie dla zwolnienia pół tysiąca pracowników Telewizji Polskiej i zmuszenia ich do zatrudnienia się w zewnętrznej firmie na upokarzających warunkach dokonane za czasów rządów PO-PSL?! Te partie to przecież Pana koalicjanci w EPL w Parlamencie Europejskim" - pisze Zbigniew Ziobro.

W kontekście mediów przypomniał również zwolnienia dziennikarzy w "Rzeczpospolitej" i "Uważam Rze" po artykule Cezarego Gmyza o znalezieniu śladów materiałów wybuchowych na wraku tupolewa, który rozbił się w Smoleńsku.

Zbigniew Ziobro zarzuca niemieckiemu komisarzowi UE, że nie protestował, gdy Tomasz Lis jako redaktor naczelny "Newsweeka" brał udział i przemawiał podczas antyrządowej demonstracji KOD. "Milczałby Pan, gdyby szef największego niemieckiego tygodnika „Der Spiegel” Klaus Brinkbaumer demonstrował w centrum Berlina, domagając się usunięcia, przez masowe protesty, rządu Angeli Merkel?!" - dodaje minister sprawiedliwości.

W liście do Guenthera Oettingera Zbigniew Ziobro powołuje się na - jak pisze - funkcjonujące w Niemczech powiedzenie "czyja władza - tego radio". "Sprowadza się do prostej zasady, że szefów publicznych rozgłośni i telewizji wyznaczają politycy sprawujący aktualnie władzę" - zauważa minister, dodając, że w przygotowywanej dużej ustawie medialnej przewidziano "bardziej demokratyczna rozwiązania".

Jak pisze szef resortu sprawiedliwości, Radę Narodową Mediów będą wybierać prezydent i obie izby parlamentu.

"Nie mam Pańskiego tupetu, żeby pouczać Niemców, by przyjęli podobne zasady" - konkluduje minister sprawiedliwości. Zbigniew Ziobro zaapelował też, by unijny komisarz zachował większą powściągliwość i obiektywizm.