Osoby poszukujący azylu, które przybędą do Australii nielegalnie na pokładzie łodzi, nigdy nie otrzymają zgody na osiedlenie się – te słowa wypowiedział w 2013 roku Kevin Rudd, premier Australii. Okazało się, że to nie tylko deklaracja, ale twarde prawo, które jest egzekwowane z pomocą wojska, policji i służb imigracyjnych.

Kluczem do sukcesu w walce z nielegalną imigracją w Australii był Pacific Solution wdrażany w latach 2001-2007 i następnie ponownie od 2012 roku. Jest program rządowy którego zadaniem było wyłapywanie łodzi z nielegalnymi uchodźcami, którzy pojawiali się w pobliżu wybrzeży australijskich. Z czasem pojęcie „pobliżu’ się znacznie rozszerzyło, bo jednostki floty zatrzymywały przewoźników coraz dalej na oceanie. Osoby znajdujące się na łodziach były wysyłane do obozów przejściowych na wyspie Nauru, wyspie Manus, która należy do Papui Nowej Gwinei oraz Wyspie Bożego Narodzenia, która jest pod jurysdykcją rządu w Canberze.

Wyspy te tylko na pozór przypominają rajskie widoki jakie znamy ze zdjęć z uroczych zakątków Pacyfiku. Nie ma tu wygód, do jakich przywykli uchodźcy w Europie. Na pewno nie można naładować smartfonów i dostawać wysokich zasiłków. Za tymczasowy dom służą namioty, zapewnione jest tylko minimum egzystencji dla człowieka.

Dlaczego Australia może zsyłać ludzi do obozów na wyspach należących do innych państw? Bo owe państwa potrzebują pieniędzy, a rząd w Canberze dobrze płaci. I tak koszt „wynajęcia” wyspy od Papui Nowej Gwinei to 400 mln dol. australijskich (300 mln dol. amerykańskich). Za przyjmowanie uchodźców pieniądze dostaje też Kambodża. Jednak na razie tylko 5 osób zostało przesiedlone do tego kraju, a koszty sięgnęły 55 mln dolarów australijskich. Natomiast zaletą Wyspy Bożego Narodzenia jest położenie w połowie drogi między Sri Lanką a Australią.

Fatalne warunki pobytu na wyspach wzbudziły oburzenie ze strony wielu aktywistów oraz ONZ. Tymczasowi mieszkańcy w 2013 roku doprowadzili nawet do buntu na Nauru.

Australia twardo broni swojego kursu wobec przypływu uchodźców. Zgodnie z prawem nielegalni imigranci nigdy nie otrzymają prawa do osiedlenia się w Australii. Jedyne co ich czeka, to pobyt na wyżej wymienionych wyspach lub powrót do kraju z którego rozpoczęli podróż do Australii.

>>>Czytaj więcej: Rosjanie nie chcą u siebie uchodźców. Odradzają ich przyjmowanie innym krajom

Skąd przypływają nielegalni imigranci?

Główne „porty” nielegalnego przerzutu ludzi znajdują się właśnie na Sri Lance, gdzie docierają zdesperowani ludzie z Afganistanu. Drugim szlakiem skąd zaczyna się podróż do wymarzonego kraju to liczne wyspy Indonezji.

Pacific Solution wraz z dojściem do władzy partii lewicowej w 2007 roku został zawieszony. Efektu nietrudno było się domyśleć. Skokowy wzrost liczby nielegalnych imigrantów. O ile w 2008 roku zanotowano ich tylko kilkuset. O tyle w latach 2011 - 12 było to już 7300 osób, a 2012-13 już ponad 18 tys.

Los chciał, że to partia premiera Kevina Rudda tego samego, który wygasił Pacific Solution w 2007 roku, już kilka lat później pod wpływem presji społecznej w 2012 roku przywróciła ścisłe kontrole statków i obozy na wyspach. A on sam zmienił radykalnie zdanie w kwestii rozwiązania kwestii uchodźców.

W 2013 roku wybory wygrała partia prawicowa na czele z premierem Tony Abbotem. Pomogły jej w tym zapowiedzi jeszcze ostrzejszej polityki antyimigracyjnej.

Władze postanowiły dać społeczeństwu nowego wroga, bo o ile do nielegalnych imigrantów można było odczuwać współczucie, a w obozach także dochodziło do protestów, o tyle do ludzi czerpiących z tego korzyści finansowe i bogacących się na krzywdzie innych już nie. Przemytnicy, bo o nich mowa stali się głównymi wrogami w walce z nielegalnym napływem uchodźców.

We wrześniu 2013 rozpoczęto operację Sovereign Borders. Tym razem do walki z przemytnikami rzucono także wojsko. Celem jednostek marynarki stało się zawracanie łodzi z uchodźcami, tak aby nie dotarły w pobliże Australii. Zdawano sobie bowiem sprawę, że ludzie znajdujący się w obozach stają się problemem. Poza tym, że trzeba ich ubrać i wyżywić, to jeszcze istnienie obozów ich przeciwnicy porównują do gett. A tu skojarzenia nie są już pozytywne. Walka z gangami przemytników jest głównym celem dla ochrony przed napływem imigrantów.

Z drugiej strony Australia prowadzi akcje informacyjne w krajach, skąd pochodzi najwięcej uchodźców. Specjalne broszury mają uświadomić potencjalnym chętnym, że nie ma sensu wybierać się nielegalnie do Australii, bo nigdy nie uda się tam dotrzeć.

Jakie metody stosuje wojsko jak zatrzyma przemytnika na morzu? Jedni powiedzą, że skuteczne, inni że kontrowersyjne, a jeszcze inni że nielegalne.

Już sam fakt zatrzymywanie łodzi na pełnym morzu jest nielegalny, bo jest to złamanie międzynarodowego prawa morskiego, nikt nie ma prawa jurysdykcji i każda jednostka pływająca może sobie płynąć dokąd chce.

Wojsko "odstawia" przemytników wraz z nielegalnymi pasażerami w okolice Indonezji, gdzie pozostawia ich z niewielka ilością paliwa, akurat tyle aby dotrzeć do pobliskich wybrzeży.

Inna metoda to zatapianie łodzi służącej do przemytu i dyslokacja uchodźców wraz z przemytnikami do specjalnych łodzi przygotowanych przez marynarkę wojenną i dalej procedura wygląda jak wyżej. Małe zapasy żywności, jeszcze mniej paliwa i odholowanie w pobliże wysp Indonezji.

Przemytnika można też przekupić ponownie, tak aby zabrał z powrotem swoich pasażerów do portu macierzystego. O tak kontrowersją metodę oskarżani są australijscy urzędnicy. A skoro przemytnik może zarobić, to dlaczego nie wziąć pieniędzy drugi raz za to samo.

Czytaj więcej: Jedna trzecia Niemców pozwoliłaby strzelać do uchodźców

Tak radykalne działania przynoszą efekty. Od początku 2014 roku liczba nielegalnych imigrantów ma zbliżać się do zera. Maleje też liczba przymusowych mieszkańców obozów na wyspach.

Australia prowadzi bardzo restrykcyjną politykę imigracyjną. Ale utożsamia się z problemami uchodźców. We wrześniu 2015 roku premier Tony Abbot ogłosił, że Australia przyjmie na pewien czas zwiększoną liczbę uchodźców z Iraku i Syrii oraz wspomoże organizacje międzynarodowe zajmujące się problemem imigrantów. Już w 2014 roku rząd w Canberze przyjął 4,5 tys. osób z regionu Bliskiego Wschodu.

Kiedy pojawia się problem nielegalnej imigracji?

Jeśli istnieją obok siebie dwa kraje, które drastycznie różni poziom życia. Nielegalne przekraczanie granicy między USA a Meksykiem, łodzie płynąca z Kuby do USA w poszukiwaniu lepszego życia, są tego najlepszym przykładem. To samo zjawisko istnieje na Antypodach, jak i w Unii Europejskiej.

Imigranci są potrzebni w każdej wysokorozwiniętej gospodarce. Stały napływ siły roboczej napędza gospodarkę, ktoś musi wykonywać pracę, których nie chce podjąć się czy to Niemiec, czy to Anglik, czy Amerykanin. Imigranci wykonują najgorzej płatne prace. Wystarczy pójść do McDonald’sa w zachodniej Europie, a osób o urodzie aryjskiej za kasą nie zobaczymy. Podobnie jak sprzątaniem placów i ulic zajmują się osoby o ciemniejszej karnacji skóry.

Problem pojawia się wtedy, kiedy rośnie liczna imigrantów i nie zamierzają oni pracować, a czerpać korzyści z systemu socjalnego.

Stąd też taki sprzeciw w Australii wobec konieczności utrzymywania uchodźców. Kraju, gdzie w zasadzie każdy pochodzi z rodziny imigrantów, bo autochtoniczna ludność to niewielki procent społeczeństwa. Ale społeczeństwo uważa, że nie ma nic za darmo, że trzeba pracować.

Czy to jak sobie poradziła Australia z nielegalnymi uchodźcami może być receptą dla UE?

Liczba uchodźców w Australii to góra kilkadziesiąt tysięcy osób, w porównaniu z kilkoma milionami w UE. Ale Australia liczy ponad 23 mln mieszkańców, a w UE ponad 507 mln. Jeśli więc weźmiemy pod uwagę udział procentowy to wychodzi podobnie.

Uchodźcy do Australii dostać się mogą tylko morzem, do UE mają do wyboru też drogę lądową – przez Bałkany lub Gibraltar.

Rząd w Canberze jest jeden, a w UE mamy ich 28. Wspólne deklaracje są problemem, a co dopiero wspólne prawo przeciwko nielegalnemu napływowi imigrantów.

Kluczem do sukcesu rządu w Canberze było „zero tolerancji” dla nielegalnych imigrantów. Każdy złapany na próbie dostania się na kontynent już nigdy nie otrzyma prawa pobytu. Nie tylko prawo, ale także ścisłe trzymanie jej jego litery.

O tym, że polityka imigracyjna jest bardzo surowa może świadczyć fakt, że w ostatnim czasie Kościoły w Australii zaproponowały, że przyjmą osoby ubiegające się o azyl, którym grozi odesłanie do centrum przetrzymywania imigrantów na wyspie Nauru na Pacyfiku. Jednak Sąd Najwyższy Australii uznał, że polityka taka władz jest zgodna z konstytucją i nie wyraził zgody.

Drugą przyczyną powodzenia były akcje wojska, które uderzyły w przemytników. Liczne łodzie z imigrantami na Morzy Śródziemnym to częsty obraz z informacji telewizyjnych. Jeśli UE uderzy w organizatorów przemytu, to skończą się tragedie na morzu.

Jeśli uchodźcy trafialiby do obozów przejściowych położonych w pobliżu granic Unii Europejskiej i tam oczekiwali w nie najbardziej komfortowych warunkach na decyzję, to być może większa część imigrantów ekonomicznych zrezygnowałaby z przyjazdu.

Czytaj więcej: Będzie kolejna fala uchodźców na granicach UE? Turcja pomoże?

Problemem w UE jest już bardzo duża grupa imigrantów, którzy przebywają już legalnie. Wielkie skupiska ludzi obcych europejskiej cywilizacji tworzących własne getta jak w Niemczech, Francji czy Szwecji, którzy żyją z zasiłków przyznawanych im przez państwo gospodarza. Może rację ma premier Cameron domagający się likwidacji zasiłków dla imigrantów i może ubocznym skutkiem będzie odejście w UE od dotowania latami imigrantów?