Pomimo, że militaryzacja kosmosu rozpoczęła się już dawno temu, to dopiero ostatnie dekady rozwoju technologicznego pokazały, że proces ten przyspieszył. Motorem militaryzacji kosmosu jest dominacja USA i strategiczna zależność tego kraju od orbity okołoziemskiej. W tej sytuacji rywale Waszyngtonu pracują nad rozwojem i rozmieszczeniem broni skierowanej przeciw satelitom (powszechnie znanej jako ASAT). Technologia ta, której początek datuje się na czasy zimnej wojny, w ciągu ostatniej dekady stała się polem intensywnej rywalizacji największych potęg militarnych świata.

Dla USA bycie liderem w obszarze wojskowych technologii kosmicznych oznacza istnienie głębokich przewag konkurencyjnych. Jednocześnie poleganie na tych technologiach w zbyt dużym stopniu niesie za sobą pewne ryzyka. Obecna zbyt duża zależność od przestrzeni sprawia, że USA obawiają się ataku na amerykańską infrastrukturę na orbicie. Waszyngton zatem wzmacnia swoje przewagi w tym obszarze, licząc się z tym, że przyszły konflikt może rozegrać się w kosmosie.

Wraz z postępem procesu militaryzacji przestrzeni kosmicznej, USA będą się skupiały na polityce odstraszania. Wojna w kosmosie mogłaby być dla wszystkich wielce niszcząca, zatem chęć unikania takich wydarzeń może przyczynić się do realizacji celów Waszyngtonu.

>>> Czytaj też: Polska Dolina Lotnicza zamieni się w Dolinę Lotniczo-Kosmiczną? "To nasza ambicja"

Nierówna zależność

Reklama

Uzależnienie USA od infrastruktury kosmicznej jest odbiciem dominacji tego kraju w kosmosie. Ograniczenia związane z czasem i odległościami zmniejszają możliwości USA jeśli chodzi o potencjalne rozmieszczenie swoich wojsk w różnych miejscach globu, ale dominacja w przestrzeni kosmicznej może pomóc Waszyngtonowi w pokonaniu tych ograniczeń, pozwalając jednocześnie na powiększenie projekcji sił. W efekcie armia USA w dużej mierze polega na swoich orbitalnych zasobach, które umożliwiają nawigację, zbieranie informacji wywiadowczych, precyzyjne namierzanie, komunikację, wczesne ostrzeganie i inne tego typu, kluczowe działania.

Ogromne przewagi konkurencyjne, jakie Stany Zjednoczone zyskują dzięki kosmicznej infrastrukturze sprawiają, że kraj ten nie może być niezauważony przez swoich potencjalnych przeciwników. Chiny i Rosja także korzystają z urządzeń orbitalnych, ale zależą od nich już w znacznie mniejszym stopniu niż USA. Po pierwsze, żaden inny kraj na świecie nie ma tyle sprzętu na orbicie, co USA. Dodatkowo, ponieważ Chiny i Rosja kładą znacznie większy nacisk na regiony bliskie im geograficznie, to mogą osiągać swoje cele przy użyciu konwencjonalnych metod. Przykładowo Pekin, gdyby doszło do konfliktu na Tajwanie, dzięki geograficznej bliskości może polegać na naziemnych radarach. USA z kolei, aby odpowiedzieć na taką sytuację, musiałyby już używać satelitów.

Pomimo, że to USA posiadają znaczną przewagę w przestrzeni kosmicznej i mogłyby łatwo uderzyć we wrogie obiekty na orbicie – np. w grupę satelitów – to potencjalni przeciwnicy Waszyngtonu wiedzą, że pozbawienie USA dostępu do przestrzeni kosmicznej mogłoby w bardzo poważny sposób osłabić możliwości Stanów Zjednoczonych. I choć to USA pozostają najbardziej sprawnym państwem na świecie jeśli chodzi o wykorzystanie orbitalnej machiny wojennej, to mają także swoje ograniczenia. Satelity orbitalne poruszają się po łatwych do przewidzenia torach, mają ograniczoną mobilność i są trudne do obrony w przypadku ataku.

Nie ma wątpliwości, że kinetyczne uderzenie w amerykańskie satelity, które spowodowałoby zniszczenia fizyczne, sprowokowałoby poważną odpowiedź ze strony Waszyngtonu. Ale taktyka obliczona na ograniczenie możliwości satelitów, zamiast ich zniszczenia, byłaby mniej ryzykowna i być może dlatego bardziej warta podjęcia ryzyka. Do takich działań zaliczałoby się np. zagłuszanie sygnałów, cyberatak na oprogramowanie czy oślepianie lub stałe wyłączenie czujników. Potencjalni przeciwnicy USA biorą pod uwagę ryzyko, jakie wiązałoby się z kinetycznym uderzeniem na amerykańskie satelity. Ze względu na fakt, że USA są w dużym stopniu uzależnione od urządzeń orbitalnych, to odpowiedź Waszyngtonu na taki atak mogłaby prowadzić do znacznej eskalacji konfliktu.

>>> Polecamy: Kopalnie w kosmosie. Niezwykłe plany małego kraju z Europy

Wzmacnianie odstraszania

Jeśli USA chcą utrzymać swoją dominację w przestrzeni kosmicznej w obliczu rosnącego zagrożenia, Waszyngton musi rozwijać strategie odstraszania i zniechęcania do ataku na obiekty orbitalne.

Pierwszym krok na drodze budowy strategii odstraszania musi polegać na właściwym przypisaniu: USA nie mogą obarczać odpowiedzialnością swoich wrogów w sytuacji, gdy nie wiadomo, kto dokonał danego ataku. Ogrom przestrzeni kosmicznej i trudność w uzyskiwaniu fizycznych dowodów ataku na satelity sprawia, że odpowiedzialność danego państwa za atak trudno jest udowodnić.

Aby sprostać temu wyzwaniu, USA rozwijają system obserwacyjny drugiej generacji, zwany Space Fence („kosmiczne ogrodzenie”), który ma śledzić satelity oraz inne obiekty. System ten ma uzyskać operacyjność w 2018 roku. Dzięki zainstalowanym na Ziemi radarom, Space Fence jest w stanie zwiększyć możliwości wykrywania 10-krotnie względem swojego poprzednika – systemu Air Force Space Surveillance System. Dodatkowo Waszyngton pracuje nad systemem Self-Awareness Space Situational Awareness, który ma umożliwiać lokalizację źródła lasera, który nakierowano na danego satelitę.

Takie rozwiązania mogą także zmniejszyć ograniczone próby ataków na mniejsze satelity. Z kolei atak na duże konstelacje satelitów jest sam w sobie zbyt ryzykowny. Atak taki w niewielkim stopniu uszkodziłby możliwości USA, a prowokowałby odwet ze strony Waszyngtonu.

Dodatkowo USA pracują także nad możliwością szerokiego zastosowania odpornych na zakłócenia i ataki anten.

Wreszcie Waszyngton mógłby także współpracować z partnerami na całym świecie i przekonywać, że wojna na orbicie okołoziemskiej mogłaby oznaczać zniszczenie satelitów, a to byłoby szkodliwe dla całej ludzkości. Wzmacnianie tej świadomości oraz przekonania o nieuniknionej odpowiedzi USA na potencjalny atak mogłyby przyczynić się do skutecznego odstraszania przeciwników Stanów Zjednoczonych od takich zamiarów.

>>> Zobacz również: Rakieta ILR-33 "Bursztyn". Polska myśl techniczna poleci w kosmos [WIDEO]

Zapobieganie wojnie w kosmosie

Oprócz tego, że Waszyngton chce zniechęcić potencjalnych przeciwników do wrogich aktów w przestrzeni kosmicznej – po części po to, aby zachować tam przewagę – to pracuje także nad planami na wypadek wybuchu wojny w przestrzeni kosmicznej. Amerykański Departament Obrony wyznaczył sekretarza sił powietrznych USA, którego zadaniem jest koordynacja działań związanych z przestrzenią kosmiczną.

Pod koniec ubiegłego roku USA powołały również połączone centrum ds. operacji kosmicznych (Joint Interagency Combined Space Operations Center) przy bazie lotniczej Schriever Air Force Base w Kolorado. Centrum na ułatwiać wymianę informacji pomiędzy różnymi podmiotami oraz uruchomiło już kilka scenariuszy gier wojennych, co umożliwia symulację konfliktu na orbicie okołoziemskiej.

Dodatkowo Pentagon zwiększył budżet programów kosmicznych o 5 mld dol. do poziomu 27 mld dol. w 2016 roku. Budżet przewiduje m.in. prace nad technologiami i taktyką, które pomogą USA sprostać i podnieść się z potencjalnego ataku na amerykańskie obiekty orbitalne. Jedno z działań (prowadzone przez Operationally Responsive Space Office obejmuje prace nad rozwojem i wykorzystaniem małych satelitów, które mogą zostać zbudowane i wyrzucone w przestrzeń szybko i stosunkowo tanio. Obecna flota amerykańskich satelitów składa się z wielkich, wyrafinowanych konstrukcji, których koszt opiewa na miliardy dolarów, zaś ich budowa trwała latami.

W ramach tego przedsięwzięcia trwają również prace nad rozwojem i budową standardowych, ale jednocześnie modułowych konstrukcji satelitów, co pozwoli na wiele wariantów użytkowych. W efekcie przemysł osiągnie większą elastyczność oraz niższe koszty i krótszy czas budowy tego typu obiektów.

Rozwój tańszych i bardziej efektywnych metod konstrukcji, które będą mogły zastąpić zniszczone lub uszkodzone systemy, to kolejny krok.

Mając to na uwadze, amerykańskie Operationally Responsive Space Office pracuje nad nowym systemem wyrzutu rakiet SPARK (Spaceborne Payload Assist Rocket-Kauai), pozwalającym na wysyłanie miniaturowych satelitów na niską orbitę okołoziemską. Amerykańska armia swoimi działaniami mającymi na celu opracowanie systemów umożliwiających tani wyrzut rojów zminiaturyzowanych satelitów, chce zainteresować prywatny sektor. Firmy, takie jak Virgin Galactic (z wyrzutnią LauncherOne) i Rocket Lab (z Elektron Vehicle) wyraziły już zainteresowanie tymi działaniami.

Rewolucja małych satelitów daje nadzieję na szybkie zastępowanie uszkodzonych obiektów w razie potencjalnego ataku, co teoretycznie powinno zabezpieczyć możliwość korzystania przez armię USA z infrastruktury orbitalnej. Małe satelity nie są oczywiście kluczowym elementem, gdyż najważniejsze funkcje satelitarne wciąż będą zależały od wielkich i złożonych systemów, takich jak niezwykle ważne satelity dowódczo-kontrolne. Wiele z tych systemów wykorzystuje twarde anteny i znaczne źródła energii.

Biorąc pod uwagę potencjalny fakt, że dostęp do orbity w czasie wojny w przestrzeni kosmicznej może być ograniczony, USA pracują także nad alternatywnymi metodami wykorzystywania pewnych funkcji, za które dziś odpowiadają satelity. W tym przypadku latające na dużych wysokościach drony stanowią najlepszą alternatywę. Jednakże gdy weźmie się też pod uwagę ich większą podatność na ataki powietrzne, ich mniejszą wytrzymałość i ograniczony zasięg, to byłoby to rozwiązanie tylko czasowe.

Ogólnie rzecz biorąc, USA traktują coraz poważniej zagrożenie wojną w przestrzeni kosmicznej. Inwestycje w nowe technologie są coraz większe, zaś budowa odpowiedniej infrastruktury na wypadek takiego zagrożenia trwa. Wciąż jednak w tym wyścigu między tarczą a mieczem nie ma żadnej gwarancji, że systemy wymierzone w satelity (ASAT) nie okażą się na tyle skuteczne, że w czasie potencjalnego konfliktu w przestrzeni zdołają zablokować krytyczny dostęp USA do orbity.

>>> Polecamy: Eksperci: polski podbój kosmosu potrzebuje uregulowań prawnych

Wysoki koszt wojny w przestrzeni kosmicznej

Zwiększona konkurencja w przestrzeni kosmicznej ożywia lęki przed wojną, zaś ta mogłaby mieć katastrofalne konsekwencje. Ludzkość w dużej mierze zależy od systemów orbitalnych, choćby w obszarze komunikacji, eksploracji, nawigacji, czy innych ważnych funkcji dla dzisiejszego świata. Co więcej, przyszłe rewolucje mogą zachodzić właśnie w przestrzeni kosmicznej, w obszarach, takich jak np. lepsze wykorzystanie energii słonecznej, składowanie odpadów radioaktywnych czy pozaziemskie wydobywanie surowców.

Wojna w przestrzeni kosmicznej doprowadziłaby do zniszczenia pewnej części kluczowych satelitów, zaś szczątki po nich mogłyby stanowić istotne zagrożenie dla pewnych obszarów orbitalnych. Szkody dla światowej gospodarki także byłby ogromne. Pod względem dotkliwości, skutki wojny w przestrzeni kosmicznej byłby porównywalne do skutków wojny atomowej. Co gorsza, zniszczenie niektórych konstelacji satelitów, które wysyłają wczesne sygnały ostrzegawcze, mogłyby stać impulsem do wykorzystanie broni jądrowej.

Podczas gdy USA i inne kraje podejmują już kroki mające na celu lepsze przegotowanie się na potencjalną wojnę w przestrzeni kosmicznej, nacisk Amerykanów będzie położony głównie na strategie odstraszania. To bardzo ważny czynnik, który powinni brać pod uwagę nie tylko potencjalni wrogowie USA, ale także same Stany Zjednoczone.

Na przykład łatwo sobie wyobrazić, że postęp technologiczny w nadchodzących dekadach pozwoli USA na szybsze podniesienie się po konflikcie w przestrzeni kosmicznej niż w przypadku Chin czy Rosji, które wówczas byłby jeszcze bardziej uzależnione od infrastruktury orbitalnej. W takim scenariuszu koszty, jakie niosłaby ze sobą wojna w przestrzeni kosmicznej dla całego świata byłyby wystarczająco duże, aby odwieść Waszyngton od przeprowadzenia własnego ataku.

Tekst opublikowano za zgodą ośrodka Stratfor.

"Avoiding a War in Space” is republished with permission of Stratfor.