Jak przekonywała Ursula von der Leyen, uzgodniony tuż przed wejściem w życie sufit cenowy dla rosyjskiej ropy ograniczy rosyjskie przychody z eksportu, a jednocześnie pomoże ustabilizować światowe rynki energii. Przyjęte rozwiązanie oznacza bowiem, że – inaczej, niż zakładały sankcje w pierwotnie uzgodnionym kształcie – dominujące w swoich sektorach firmy z państw UE będą mogły w dalszym ciągu obsługiwać dostawy rosyjskie płynące w innych kierunkach, w tym ubezpieczać je, pod warunkiem że będą one realizowane w cenach poniżej ustalonego maksimum. Na sankcje będą narażone także podmioty pozaeuropejskie, które będą realizować dostawy powyżej założonego limitu – przyłapane na tym firmy będą za każdym razem narażone na czasowy zakaz działalności.
Reklama

Rosyjska ropa będzie mogła być dostarczana na starych zasadach rurociągiem Przyjaźń

Najważniejsi pozaeuropejscy odbiorcy rosyjskiej ropy i produktów, na czele z Chinami i Indiami, nie zgłosili akcesu do mechanizmu. Mogą natomiast być jego pośrednimi beneficjentami, zyskując dodatkowy argument w negocjacjach cen paliw.

Elementem unijnego kompromisu jest możliwość dostosowywania limitu do sytuacji na rynkach w ramach podejmowanych co dwa miesiące przeglądów. Pierwszy ma się odbyć już w połowie stycznia. Zgodnie z ustaleniami koalicji UE, G7 i Australii pułap ma być wyznaczany co najmniej 5 proc. poniżej średniej rynkowej ceny rosyjskich paliw, co może oznaczać ich obniżenie już w styczniu. Kolejny ważny etap przyjdzie na początku lutego – za dwa miesiące sankcje mają objąć bowiem produkty naftowe.
Tak jak zakaz importu ropy do UE, limit obejmuje wyłącznie dostawy morskie, co oznacza, że rosyjska ropa będzie mogła być dostarczana na starych zasadach rurociągiem Przyjaźń, którym płyną dostawy m.in. dla węgierskiego MOL, Orlenu i dwóch rafinerii niemieckich. Jest to ukłon w stronę odbiorców ropy z południowej nitki ropociągu: Węgier, Słowacji i Czech.
Według informacji DGP stolicą, która jako ostatnia cofnęła swój sprzeciw wobec pułapu 60 dol. za baryłkę, była Warszawa. Polska, Litwa i Estonia naciskały, by ustalić maksymalny pułap cen jak najbliżej kosztów produkcji. Udało im się ugrać tylko nieznaczne obniżenie limitu – z proponowanych 65–70 dol.

Rozczarowanie wyraził prezydent Ukrainy

Nasz rząd zabiegał ponadto, by limity stały się częścią kolejnego pakietu sankcji – zwiększając w ten sposób prawdopodobieństwo jego sprawnego przyjęcia. Warszawa, jak słyszymy nieoficjalnie, chciała, żeby w kolejnym pakiecie wrócić także do kwestii dostaw lądowych. Są one kłopotem zwłaszcza dla Polski i Niemiec, które złożyły deklaracje polityczne odejścia od paliw ze Wschodu do końca roku, choć odbiorców w obydwu krajach wiążą długoterminowe kontrakty z rosyjskimi koncernami. W związku z wyłączeniem z limitów dostaw Drużbą będą też narażone na konkurencję z firmami, które, jak MOL, zamierzają nadal korzystać z rosyjskiego surowca. KE nie przedstawiła jeszcze sankcyjnych propozycji, jednak – jak powiedział nam jeden z dyplomatów – zobowiązała się, że rozpocznie nad nimi prace.
Rozczarowanie w związku z kształtem mechanizmu cenowego wyraził prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. Według niego próg 60 dol. nie będzie wystarczająco odczuwalny dla Kremla, a do rosyjskiego budżetu będzie wpływać nadal ok. 100 mld dol. rocznie z handlu paliwami.
– Nie zgodzimy się na ten „sufit” – oświadczył rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow. Moskwa rozważa, w jaki sposób zareagować. Prawdopodobne jest wydanie przez Władimira Putina dekretu, który pozwoli na arbitralne wstrzymywanie dostaw ropy – analogicznego do mechanizmu stosowanego w przypadku płatności za gaz w rublach. Rosja zamierza też omijać sankcje, m.in. obsługując dostawy własnymi tankowcami. Według „Financial Timesa” zakupiła ponad 100 używanych statków. Analitycy twierdzą jednak, że choć ta flota pozwoli Moskwie złagodzić skutki sankcji, nie będzie w stanie wyeliminować ich całkowicie. Międzynarodowa Agencja Energii spodziewa się, że Rosja nie będzie mogła obsłużyć dostaw rzędu od 750 tys. do 1,5 mln baryłek dziennie.
Ewentualne retorsje Rosji na limit będą prawdopodobnie – obok ożywienia gospodarczego w Chinach, które stopniowo uchylają lockdowny w największych miastach – czynnikiem windującym notowania ropy. Dlatego też grupa OPEC+ postawiła na stabilizację i utrzymanie planów wydobycia na wcześniej ustalonych poziomach. Kartel poczeka z decyzjami o cięciach produkcji, które uderzyłyby w borykające się z inflacją gospodarki Zachodu, lub jej zwiększaniu na skutki sankcji. ©℗
Współpraca