Są oczekiwania, że poziom zysków spadnie – tak Leszek Skiba, prezes Banku Pekao, odpowiedział na pytanie o wpływ zaproponowanych przez rząd rozwiązań, które mają służyć poprawie sytuacji klientów banków. Pekao to drugi co do wielkości bank na polskim rynku. Jego główni właściciele to PZU, kontrolowany przez państwo największy w Polsce ubezpieczyciel, oraz Polski Fundusz Rozwoju, państwowy wehikuł rozwojowy, który miał duży udział w walce z gospodarczymi skutkami pandemii. – Dlatego właśnie w ostatnim czasie ceny akcji banków na warszawskiej giełdzie spadały: wszyscy wiedzą, że zyski powinny się zmniejszyć – wtóruje Skibie wiceprezes jednego z największych banków z udziałem zagranicznego kapitału.
Reklama
Branżowy indeks WIG-Banki od początku roku stracił 30 proc. (stan na 6 maja). To w dużej mierze za sprawą akcji banków WIG20, główny indeks warszawskiej giełdy, spadł w tym czasie o niemal 24 proc. (ze względu na deprecjację złotego w dolarach spadek WIG20 wynosi ok. 30 proc.).
Nowe propozycje rządu to odpowiedź na szybki wzrost stóp procentowych. Po wybuchu pandemii Rada Polityki Pieniężnej dokonała ratunkowych obniżek stóp procentowych. Główna stopa Narodowego Banku Polskiego została zmniejszona do 0,1 proc. Gdy była na tym poziomie, zaciągnięto w Polsce prawie 300 tys. kredytów hipotecznych. Zdecydowana większość z nich to kredyty o oprocentowaniu zmiennym – pośrednio zależnym od krótkoterminowych stóp banku centralnego. Od października 2021 r. Rada Polityki Pieniężnej zwiększyła koszt pieniądza z 0,1 proc. do 5,25 proc. Stawki rynku międzybankowego WIBOR, które są podstawą do wyliczania oprocentowania kredytów, wyraźnie przekraczają 6 proc. Nie brak kredytobiorców, których miesięczne raty w ciągu trzech kwartałów podwoiły się.
Rząd chce wprowadzenia „wakacji kredytowych” przenoszących – za darmo – na później spłatę jednej raty kwartalnie w ciągu najbliższych dwóch lat, powiększenia istniejącego od kilku lat Funduszu Wsparcia Kredytobiorców i zwiększenia jego dostępności (FWK miał początkowo służyć osobom spłacającym popularne w Polsce kredyty we frankach, do niedawna jego wykorzystanie było śladowe), stworzenia dla banków komercyjnych systemu ochrony instytucjonalnej (ang. IPS – institutional protection scheme) podobnego do tych, jakie funkcjonują w sektorach spółdzielczych w krajach UE, oraz zastąpienia w hipotekach WIBOR-u przez nową stawkę opartą na międzybankowych depozytach overnight (w związku z oczekiwaniami na dalsze podwyżki stóp procentowych trzy-, sześciomiesięczny WIBOR znacznie przekraczają stawki overnight, są wyższe nawet niż stopa lombardowa NBP).
Koszt wszystkich nowych rozwiązań sam rząd szacuje na 5 mld zł w skali roku. W pierwszych dwóch miesiącach 2022 r. zysk całego sektora bankowego wyniósł niespełna 4,2 mld zł.
Problemy banków są jednak większe niż tylko te koszty. – Dziś banki komercyjne nadmiernie korzystają z rosnących stóp procentowych. Dziś, mam nadzieję, że we wszystkich bankach komercyjnych prowadzone są pilne analizy dotyczące podniesienia stóp procentowych na depozyty dla ludzi i dla firm – mówił, prezentując założenia pomocy dla kredytobiorców, premier Mateusz Morawiecki. – Nie czekajcie dłużej, ponieważ jest to nadmierny zysk, który pojawia się w waszych portfelach, niesprawiedliwy zysk – apelował do banków premier, w przeszłości prezes Banku Zachodniego WBK należącego najpierw do irlandzkiej grupy Allied Irish Banks, a po globalnym kryzysie finansowym do hiszpańskiego Santandera.
Powolne podnoszenie oprocentowania depozytów w połączeniu z natychmiastową indeksacją kredytów pozwoliło polskim bankom w ostatnim czasie na wyraźne zwiększenie dochodów. W Banku Pekao wynik odsetkowy był w I kw. 2022 r. o ponad połowę większy niż rok wcześniej. Zysk urósł ponad trzykrotnie. W Santander Bank Polska – to trzeci w ogóle, a pierwszy wśród kontrolowanych przez kapitał z zagranicy na polskim rynku – dochody odsetkowe były w I kw. 2022 r. o ponad 60 proc. wyższe niż rok wcześniej, a zysk netto urósł przeszło sześciokrotnie.
Teraz banki chwalą się podnoszeniem oprocentowania lokat. Urosło ono z praktycznie zera jesienią 2021 r. do 2–3 proc. Przedstawiciele rządu nadal grożą jednak instytucjom depozytowym wprowadzeniem ustawowych rozwiązań, które miałyby rozwiązać problem – jak to ujął rzecznik rządu Piotr Müller – „nieprawidłowej relacji pomiędzy wysokością odsetek od kredytów a lokatami”.
Swoje pomysły ma również opozycja. Platforma Obywatelska, na czele której stoi Donald Tusk, były szef Rady Europejskiej, a wcześniej premier polskiego rządu, chciałaby zamrożenia oprocentowania hipotek na poziomie sprzed podwyżek stóp przez RPP.
Polskie banki jeszcze w pierwszej połowie poprzedniej dekady osiągały średnio stopę zwrotu z kapitału rzędu 10 proc. Później zyskowność stopniowo się obniżała. Jeszcze za rządów Platformy Obywatelskiej ustawowo ograniczono wysokość prowizji od transakcji kartami płatniczymi. To był pierwszy przykład odbierania instytucjom finansowym części dochodów z myślą o wsparciu klientów (ceny w sklepach nie obniżyły się; skorzystały raczej sieci handlowe, a nie kupujący, ale niższe prowizje sprzyjały rozwojowi płatności bezgotówkowych). Niedługo potem przyszły kolejne.
Skok kursu franka szwajcarskiego ze stycznia 2015 r. jest w Polsce określany mianem „czarnego czwartku”. Związany z tym wzrost rat hipotek walutowych rozpoczął dyskusje na temat rozwiązania „problemu frankowego”. Rozwiązanie tej kwestii było jedną z obietnic, dzięki którym Andrzej Duda wygrał w 2015 r. wybory prezydenckie. Było kilka prób ustawowych, bez powodzenia. Od paru lat sprawy biorą w ręce sami klienci – składając w sądach pozwy, w których domagają się unieważniania umów zawartych kilkanaście lat temu (krótko po wybuchu globalnego kryzysu finansowego nadzór de facto zakazał udzielania kredytów w walutach innych niż zarobki klientów). Do jesieni 2019 r. w większości tego typu spraw wygrywały banki. Później – za sprawą wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE – karta się odwróciła i dziś do wyjątków należą sytuacje, w których sądy uznawałyby racje banków.
– Do listopada wygrywaliśmy 70 proc. spraw. Od listopada ten trend się bardzo mocno odwrócił, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. W orzecznictwie dominuje pogląd, że kredyt frankowy sam w sobie jest nieważny – mówił niedawno Artur Klimczak, prezes Getin Noble Banku. To największa w kraju instytucja do prywatnego krajowego kapitału i jeden z banków najmocniej zaangażowanych w kredyty frankowe. Jego głównym właścicielem jest Leszek Czarnecki, swego czasu numer jeden na liście najbogatszych Polaków. Na przełomie 2020 i 2021 r. wobec należącego do niego Idea Banku zastosowano przymusową restrukturyzację (ang. resolution). Getin Noble w ostatnich sześciu latach był pod kreską. W 2021 r., w dużej mierze z uwagi na rezerwy na tzw. ryzyko prawne kredytów walutowych, stracił ponad miliard złotych (w I kw. 2022 zanotował niespełna 20 mln zł zysku).
Od 2016 r. piętno na wynikach całego sektora bankowego wywiera podatek od instytucji finansowych. Banki są jego głównym płatnikiem, choć obejmuje też firmy ubezpieczeniowe czy firmy pożyczkowe. Przedstawiciele sektora bankowego argumentowali, że wprowadzenie takiego obciążenia byłoby uzasadnione, gdyby wpływy z daniny były przekazywane na Bankowy Fundusz Gwarancyjny, który – podobnie jak w innych krajach UE – chroni depozyty do równowartości 100 tys. euro. Wzrost składek na BFG to kolejny problem, z kolei podatek bankowy idzie jednak na bieżące wydatki budżetu. Równocześnie nie jest kosztem podatkowym, w efekcie podnosi efektywną stawkę CIT. W 2021 r. wyniosła ona 41 proc. (nominalnie CIT wynosi 19 proc.).
Na początku poprzedniej dekady w polskim sektorze bankowym działało niemal 50 banków komercyjnych, 576 spółdzielczych i ponad 20 oddziałów banków z zagranicy. Dysponowały one łącznie ponad 14 tys. placówek i zatrudniały 176 tys. osób. W połowie minionej dekady banków komercyjnych było już mniej niż 40, liczba spółdzielczych zmniejszyła się do ok. 560, a liczba oddziałów zwiększyła się do 27 tys. Przybyło kilkaset placówek, ale zatrudnienie zmniejszyło się do niewiele ponad 170 tys. Według ostatnich dostępnych danych banków z krajową licencją jest 30 (w tym kilka wyspecjalizowanych banków hipotecznych – to właściwie jedyny rodzaj instytucji, jakie pojawiały się na rynku, ale służą głównie refinansowaniu kredytów hipotecznych udzielanych de facto przez spółki matki – dużych graczy na naszym rynku). Banków spółdzielczych zostało niewiele ponad 500 (na palcach jednej ręki można policzyć te, które płacą podatek bankowy – dotyczy on instytucji z aktywami przekraczającymi 4 mld zł, stosowane są wyłączenia dla zaangażowań w obligacje skarbowe), za to liczba oddziałów urosła do 36 (choć nadal stanowią one margines sektora). O tym, co działo się w sektorze, najlepiej świadczą jednak dane dotyczące liczby placówek i zatrudnienia: tych pierwszych jest już niespełna 10,7 tys., a pracowników sektora bankowego zostało 142,5 tys.
– Polski sektor bankowy jest jednym z bardziej efektywnych, jeśli chodzi o wskaźnik koszty do dochodów. Jesteśmy tu o kilka, kilkanaście punktów procentowych lepsi od banków z Europy Zachodniej. Jeśli weźmiemy zatem pod uwagę bank ze wskaźnikiem C/I (koszty/dochody) na poziomie 40 proc., to trudno go istotnie poprawić – ocenia Przemysław Paprotny, partner i lider sektora finansowego w PwC Polska.
W ostatnich latach na polskim rynku nie pojawił się żaden znaczący gracz. Więcej było przypadków wychodzenia z Polski. Kilka najważniejszych to sprzedaż przez UniCredit udziałów w Banku Pekao (głośny przypadek tzw. repolonizacji lub też udomowienia), pozbycie się podstawowej działalności przez Deutsche Bank i Raiffeisen Bank International i rezygnacja z działalności detalicznej przez Societe Generale. Deutsche i Raiffei sen w ograniczonej formie nadal funkcjonują na polskim rynku, głównie ze względu na konieczność utrzymywania portfela frankowego. Wyjście jednych było okazją do wzmocnienia się dla innych. Biznes Deutsche Banku (z wyłączeniem franków i obsługi największych firm) przejęła spółka córka Santandera, a Raiffeisena – lokalna filia BNP Paribas. Sprzedawany przez SocGen Euro Bank trafił w ręce Banku Millennium, kontrolowanego przez portugalski Millennium BCP. Citigroup wystawiła na sprzedaż – podobnie jak na innych europejskich rynkach – swój biznes detaliczny (Citi praktycznie nie ma zaangażowania w hipoteki walutowe). Transakcja, w której możliwość przeprowadzenia wielu wątpi (polskie przepisy pozwalają na podział banku, ale według prawników wydzielaną część może kupić tylko spółka obecna na lokalnym rynku), właśnie została odroczona. Oficjalnie – przez geopolitykę.
– Od paru już lat mówię głośno, że Polska to nie jest kraj dla wszystkich banków – deklarował w trakcie niedawnej dyskusji szefów największych banków w DGP Brunon Bartkiewicz, prezes ING Banku Śląskiego, należącego do holenderskiej grupy ING, jednego z niewielu, któremu w ostatnich latach udawało się uzyskiwać ROE przekraczające 10 proc. (w 2020 r. stopa zwrotu z kapitału wyniosła niespełna 8 proc.). I dodawał: – Jeśli patrzymy na rentowność naszego sektora, to wiadomo, dlaczego chętnych, aby podjąć się próby prowadzenia tego interesu w Polsce, jest mało. Do niedawna mniejsze banki, które miały pewną wizję działania, mogły liczyć na to, że znajdą inwestora. Teraz tego nie ma. ©℗