Gdy pozwany o zapłatę kwestionuje wynik pomiaru urządzenia pomiarowego niespełniającego norm, na powodzie ciąży obowiązek wykazania, że dokonany pomiar był prawidłowy. Stwierdził tak Sąd Rejonowy w Tczewie w prawomocnym już orzeczeniu. To raptem jeden wyrok korzystny dla lokatorów, ale wiele wskazuje na to, że może być przełomowy.

– Sąd słusznie podkreślił, że skoro są pewne ustawowe oraz wynikające z rozporządzeń wymogi co do właściwości urządzeń pomiarowych, to za ich niespełnienie konsekwencje powinna ponosić spółka wodociągowa jako właściciel urządzenia, a nie obywatele, do których doprowadzona jest woda –wskazuje Adam Rymski z warszawskiego Stowarzyszenia „Razem dla Targówka”, które zajmuje się m.in. pomocą ludziom narzekającym na zbyt wysokie rachunki za zużycie wody.

Bez pomiaru

Sprawa, która trafiła do tczewskiego sądu, dotyczyła kwoty stanowiącej różnicę pomiędzy kwotą wynikającą z pomiaru szacunkowego a pomiaru rzeczywistego uwidocznionego na liczniku zużycia wody. Chodziło o ponad 1,6 tys. zł. Kłopot wziął się stąd, że właścicielka nieruchomości, do której dostarczano wodę, nie wpuszczała przez ponad pięć lat inkasenta, który mógłby sprawdzić stan licznika. Zdaniem kobiety – zależało jej na tym, by umówić się z przedstawicielem firmy wodociągowej na konkretny dzień i konkretną godzinę, gdyż właścicielka nie ma możliwości przebywać przez wiele godzin w domu w oczekiwaniu na inkasenta. Zdaniem spółki – to była zwykła złośliwość. Dopiero w 2017 r. pracownikowi powodowej spółki udało się wejść na teren nieruchomości kobiety, przeprowadzić odczyt realnego zużycia wody oraz dokonać wymiany wodomierza, jako że upłynął już termin tzw. legalizacji.

Reklama

Wówczas okazało się, że realne zużycie wody było większe niż to szacunkowe, na podstawie którego zakład wystawiał faktury. Przedsiębiorca zażądał więc dopłaty. Klientka odmówiła. Wskazała m.in., że wyliczenia zużycia są niejasne, a poprawność wskazań wodomierza była wątpliwa ze względu na upływ terminu legalizacji.

Sprawa trafiła zatem do sądu. Ten zaś stanął po stronie pozwanej kobiety.

„W chwili dokonania odczytu licznika okres ważności jego legalizacji już upłynął. Nie sposób w tych okolicznościach odeprzeć zarzutu pozwanej, iż wodomierz ten mógł nie spełniać niezbędnych wymagań dla urządzenia pomiarowego. W sytuacji kiedy strona pozwana kwestionuje wynik pomiaru urządzenia niespełniającego norm, to na powodzie ciąży obowiązek wykazania, że dokonany pomiar był prawidłowy. W toku procesu powód nie podjął jednak w tym zakresie żadnej inicjatywy dowodowej” – wskazał sąd w opublikowanym kilka dni temu uzasadnieniu. Odniósł się on do art. 8 ustawy – Prawo o miarach (t.j. Dz. U. z 2020 r. poz. 140 ze zm.) – zgodnie z którym przyrządy pomiarowe wprowadzane do obrotu lub do użytkowania, stosowane przy pobieraniu opłat, podatków i innych należności budżetowych oraz ustalaniu opustów, kar umownych, wynagrodzeń i odszkodowań, a także przy pobieraniu i ustalaniu podobnych należności i świadczeń, po dokonaniu oceny zgodności z zasadniczymi wymaganiami podlegają w użytkowaniu prawnej kontroli metrologicznej. W przypadku wodomierzy standardy kontroli określone są w załącznikach do stosownego rozporządzenia. I dla wodomierza, który był zainstalowany u pozwanej, okres ważności legalizacji wynosi pięć lat. Zresztą powód nie kwestionował, że urządzenie, z którego dokonano odczytu, na podstawie którego naliczono opłatę, nie spełniało już wymogów narzuconych przez prawodawcę.

Wizyta inkasenta

Sąd uznał za niezasadny argument powoda o tym, że pozwana nie chciała dopuścić do przeprowadzenia odczytów oraz legalizacji urządzenia.

„W sprawie nie wykazano, aby pozwana kiedykolwiek odmówiła inkasentowi wstępu na teren swojej posesji. Brak dostępu do pomieszczenia z wodomierzem wynikał wyłącznie z faktu nieobecności domowników w trakcie dokonywania odczytów” – zauważył sąd. I spostrzegł, że co prawda spółka wystosowała do pozwanej cztery wezwania do udostępnienia pomieszczenia z wodomierzem, ale na żadnym z nich nie było ani daty, ani godziny. Co więcej, powód nie zaprzeczył twierdzeniom pozwanej, która zapewniła, że telefonowała na numer wskazany w wezwaniach i próbowała umówić indywidualną wizytę inkasenta. W odpowiedzi usłyszała jednak, że inkasenci odwiedzają konsumentów w godzinach swojej pracy, zgodnie z przyjętym harmonogramem, który nie jest podawany do wiadomości konsumentów.

Rozstrzygnięcie sądu podoba się Adamowi Rymskiemu. Twierdzi on, że niedopuszczalna byłaby sytuacja, w której z jednej strony prawodawca określił pewne wymogi techniczne dla urządzeń pomiarowych, a z drugiej ich pominięcie mogłoby negatywnie odbić się na odbiorcach wody. Z jakiegoś powodu bowiem – zdaniem Rymskiego – urzędnicy zdecydowali się na pięcioletni okres ważności. Skoro podjęli taką decyzję, to należy zakładać, że po upływie terminu urządzenie może przekłamywać realne zużycie.

Więcej wątpliwości ma radca prawny Łukasz Ozga, wspólnik w kancelarii Płonka Ozga.

– Często umyka nam sedno spraw, którymi zajmują się sądy. Powinno chodzić przecież o to, czy ta pani zużyła wodę, za którą otrzymała rachunek, czy też nie, a nie o stricte proceduralne kwestie legalizacji. Moim zdaniem sąd się pospieszył. Wydaje mi się, iż w sprawie można było powołać biegłego, który by ocenił, czy konkretne urządzenie było sprawne – wskazuje mec. Ozga. ©℗

orzecznictwo

Wyrok Sądu Rejonowego w Tczewie z 9 sierpnia 2019 r., sygn. akt I C 643/19. www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia