Codziennie klikamy w ogrom linków, wchodzimy w aplikacje, wysyłamy maile. Mało kto myśli o tym, że każde kliknięcie generuje emisje. Dopiero od niedawna kryptowaluty przestały być traktowane jako ekologiczny środek płatności. Co obecnie jest najbardziej problematyczne w cyfrowej infrastrukturze?

Joanna Murzyn: Gdy mowa o internecie, ludzie z reguły wyobrażają sobie coś niematerialnego, pływającego w przestrzeni. Każda rozmowa online, każde kliknięcie i polubienie – to krążący między serwerami bit. Ich obsługa oraz transport konsumuje energię, a to właśnie ogromne zapotrzebowanie na energię jest największym problemem w ekosystemie technologii informacyjno-komunikacyjnych.

Polska staje się Bangladeszem Europy

Co jest najbardziej energożerną technologią?

Najwięcej energii potrzebują centra danych oraz produkcja hardware’u. Centra danych rosną na potęgę – to obecnie najszybciej rozwijający się obszar technologii. W Polsce sporo w nie inwestuje Microsoft i inne amerykańskie korporacje. Można powiedzieć, że stajemy się cyfrowym śmietniskiem, Bangladeszem Europy. Bez żadnej refleksji przyjmujemy nowe inwestycje, upatrując w nich postęp i potencjalne miejsca pracy – nie widzimy zaś dalekosiężnych konsekwencji tych rozwiązań. Sporo centrów danych jest umiejscowionych w Warszawie. Są nawet w Marriotcie.

serwery Simon Dawson/Bloomberg / Bloomberg / Simon Dawson

Dlaczego centra danych wzbudzają kontrowersje?

Wymagają wysokiego zapotrzebowania na energię. W lutym pobiliśmy krajowy rekord zapotrzebowania energetycznego. Nie wygenerowaliśmy niezbędnej nadwyżki, tylko kupiliśmy od Niemiec. To uwidacznia, że ta infrastruktura jest słabo zorganizowana. Według spekulacji centra danych w Warszawie konsumują tyle samo energii, co jedna dzielnica. Warto wziąć pod uwagę fakt, że 70 proc. energii w Polsce jest generowane ze źródeł nieodnawialnych.

Najbardziej energożerne jest wideo

Co w internecie emituje najwięcej emisji CO2?

Najbardziej energożerne są treści w formacie wideo. To ogromny loadset danych: 10 godzin wideo w wysokiej rozdzielczości można porównać do wszystkich tekstów na Wikipedii w języku angielskim. Problemem wideo jest również to, że konsumujemy je na potęgę. YouTube jest drugą najbardziej popularną wyszukiwarką informacji. Bardzo dużo dzieci ogląda wideo online, co jest niebezpieczne z perspektywy psychologicznej. Taki rodzaj przyswajania treści nie zostawia przestrzeni na refleksję czy wyobraźnię. Jest zero-jedynkowe. Warto przeanalizować swoją relację z technologią i zastanowić się, jak z niej korzystać w sposób bardziej ekologiczny i etyczny. Na marginesie – ok. 26 proc. całego ruchu wideo w sieci to porno.

Jak w tym kontekście zapatrujesz się na rozwój sieci 5G?

Na 5G składa się kilka różnych technologii. Jedna z nich to fale milimetrowe, które z racji, że mają bardzo słabe możliwości łącznie dwóch urządzeń, potrzebują nadajników w bliskiej odległości, około 250 metrów od siebie. Według wyliczeń, jeżeli chcielibyśmy podłączyć cały Nowy Jork do sieci 5G, to ilość małych komórek (nadajników i odbiorników) idzie w miliony. Badania potwierdzają, że narażenie na ekspozycję promieniowania pochodzącego z takich wieży szkodzi np. ptakom i pszczołom. Dlatego trzeba zachować proporcje: to wspaniała technologia dla przemysłu, medycyny, smartcities. Ale nie potrzebujemy jej do mobilnego stremowania wspomnianego porno w wirtualnej rzeczywistości. Dostęp do prędkości 5G już posiadamy na łączu światłowodowym. Pojawia się więc pytanie, czy naprawdę potrzebujemy w telefonie tak szybkiego połączenia?

Co możemy zmienić w swoich cyfrowych nawykach?

Brak świadomości ekologicznej ujawnia się w codziennych rzeczach, np. gdy puszczamy wideo – zamiast po prostu plików dźwiękowych – w tle, podczas pracy na komputerze. Jeśli oglądamy wideo na telefonie, to niekoniecznie potrzebujemy wersji HD. Można zmniejszyć jakość, przez co przesył danych też będzie mniejszy. To od nas, konsumentów, wszystko zależy. Gdy bezrefleksyjnie klikamy i oglądamy, korporacje dzięki nam mają więcej danych i coraz łatwiej skupiają i manipulują naszą uwagę.

Jak zwiększyć swoją cyfrową świadomość?

Gorąco wierzę w edukację i mechanizmy oddolne. Powinniśmy zacząć się zastanawiać, czy to wszystko, co jest nam serwowane – nowe aplikacje i funkcjonalności – są nam potrzebne. Te rozwiązania są zaprojektowane w taki sposób, by nas od siebie uzależnić. Loopy, strzały dopaminy towarzyszące powiadomieniom, element przypadkowości na wzór jednorękich bandytów – to mechanizmy, które są wysoko uzależniające. Tzw. „infinite scroll” stosowanych na stronach, czy w aplikacjach sprawia, że coraz bardziej się w niego angażujemy, nie potrafimy sobie powiedzieć „stop”. Tymczasem firmy nie mają interesu w tym, byśmy postawili sobie jakiekolwiek ograniczenia.

Jeden mail generuje 4g CO2

Dlaczego – oprócz kwestii zdrowia psychicznego – powinniśmy sobie stawiać granice?

Chodzi o ilość wysyłanych przez nas danych. Według wyliczeń jeden mail generuje 4g CO2. To nie jest dużo, ale w skali globalnej to już około 300 miliardów maili wysłanych w jeden dzień, z czego 60 miliardów to spam. Kwestia skali przekłada się na całą naszą obecność w sieci. Korzystamy z niej bez żadnego limitu. Jestem wielką fanką ograniczeń – moim zdaniem powinny być one determinowane poprzez możliwość naszych zasobów naturalnych. W sierpniu 2019 roku, a w roku 2020 we wrześniu przekroczyliśmy dług ekologiczny, żyjemy na kredyt przyszłych pokoleń.

Kuni Takahashi/Bloomberg / Bloomberg / Kuni Takahashi

Czy jest szansa na to, by technologia stała się bardziej zielona?

Powinniśmy zastanowić się, czy chcemy, by rozwój technologiczny szedł w tym kierunku – progres jest zdominowany przez wizję białych mężczyzn w golfach, skazanych na sukces, traktowanych jak gwiazdy rocka. Ciężko w jakikolwiek sposób ich skrytykować, zmienić myślenie o technologiach. Spójrzmy na Elona Muska – wszyscy mu przyklaskują. A chociażby rozwój jego projektu Starlink ma spore wady. Wysłanie na orbitę 42 tys. satelitów ma umożliwić łączenie się do sieci z każdego miejsca na świecie, ale są obliczenia, w których naukowcy ostrzegają, że 1 na 40 satelitów może nie działać. To oznacza, że nie będziemy ich w stanie kontrolować w żaden sposób – satelity staną się niebezpiecznymi elektrośmieciami.

Starlink już spotkał się z krytyką naukowców. Satelity Muska zakłócają obserwacje astronomiczne.

To też cena dostępu do internetu. Elektrośmieci na orbicie to jedna sprawa, a druga to oplatające ziemię kable. Internet w 96 proc. płynie do nas właśnie przez kable pod ziemią, na dnie oceanów. Ich układanie i eksploatacja to proces, który ingeruje i zaburza całe ekosystemy m.in. w rafy koralowe czy ławice ryb.

Podwodne kable generują pole elektromagnetyczne, co jest niebezpieczne dla np. rekinów.

Rekiny komunikują się, wykorzystując fale elektromagnetyczne – skuszone polem, gryzą podwodne kable. Dlatego też zostały one owinięte najbardziej wytrzymałym materiałem, jaki stworzył człowiek – kevlarem, sztucznym włóknem, które cechuje się wysoką wytrzymałością i stosowane jest m.in. w kamizelkach kuloodpornych. Jeden kilometr kabla w takim oporządzeniu waży ok. półtorej tony. Naturalnie w cyklu życia, staną się odpadem i będą musiały zostać poddane recyklingowi, a aktualnie ten proces idzie nam bardzo słabo. Produkujemy 53 mln ton elektro-odpadów rocznie, a tylko 17 proc. jest poddawana jakiejkolwiek przeróbce.

Kuni Takahashi/Bloomberg / Bloomberg / Kuni Takahashi

Co się dzieje z resztą?

Elektro-odpady składowane są w krajach rozwijających się – w Indiach, w krajach afrykańskich, ale też w Chinach. Byłam na wysypisku elektrośmieci w Indiach, tego widoku się nie zapomina. Dzieci, zamiast siedzieć w szkole, na wysypisku rozkręcają telefony. Rozbijają je na części, żeby wyciągnąć z nich elementy plastikowe, kamerki, płytki PCB. Nie ma tam żadnej infrastruktury do odpowiedzialnego przetwarzania odpadów elektronicznych. Na wysypiskach sprzęty są palone albo zatapiane w kwasie, by wyciągnąć z nich minerały, które można następnie sprzedać. Podczas tego procesu rtęć i inne niebezpieczne substancje przedostają się do ziemi, pośrednio zatruwając też pracujących na wysypisku.

Co dzieje się z elektrośmieciami, które są przetwarzane?

Są trzy poziomy recyklingu. Pierwszy zakłada, że możesz oddać sprzęt, który zostanie usprawniony i wykorzystany. Przykładowo, masz stary, ale wciąż działający komputer, i chcesz jednocześnie pomóc dzieciom wykluczonym technologicznie. Polecam organizację Uwolnić Złomka, która przyjmuje stare komputery, naprawia je, wymienia części, by nadawały się do ponownego użytku.

Drugi poziom recyklingu to przetwarzanie części sprzętu, m.in. kamerek z telefonów, elementów z płytek PCB. Często komplikacje występują już w procesie projektowania hardware’u. Producenci na przykład sklejają elementy w taki sposób, że ciężko jest wyciągnąć poszczególne komponenty i je dalej przerobić lub wymienić. Zwyczajnie nikomu to się nie opłaca, prościej jest kupić nowe elementy.

Trzeci poziom recyklingu polega na przeróbce i wydobyciu minerałów. To tzw. „modern mining”. Można w ten sposób wydobywać m.in. złoto, srebro, nikiel.

recykling elektroodpadów w Zachodnim Bengalu Sanjit Das/Bloomberg / Bloomberg / Sanjit Das

Co możesz polecić użytkownikom i użytkowniczkom, które chcą zadbać o bardziej świadome korzystanie z technologii?

Na początek wystarczy używać plug-inu Green Web Foundation, który pokazuje, czy strony są zasilane energią odnawialną – dzięki temu można wybierać tych dostawców, którzy korzystają z zielonych serwerów. Przede wszystkim zaś polecam odłączać się od ekosystemu GAFAM (Google, Amazon, Facebook, Apple, Microsoft). Modele biznesowe tych korporacji oparte są na danych. Im mniej informacji jest o nas zbieranych, tym infrastruktura potrzebna do przechowywania danych będzie mniejsza. Istnieją alternatywy, które działają w założeniach opensource – transparentnego, otwartego oprogramowania. Można je przerabiać, kopiować, rozwijać. Opensource zbiera mniej danych użytkowników, potrzebne są one tylko po to, by monitorować bugi w systemach działania. Tu też pojawiają się założenia self-hostingu: jeżeli tworzymy produkty cyfrowe, możemy stworzyć swój własny serwer.

Radzę zmienić przeglądarkę, przykładowo na Brave – ta przeglądarka szanuje prywatność i blokuje skrypty śledzące.

Kolejnym krokiem jest cyfrowy detoks. Warto mieć świadomość, że nie musimy być zawsze online. Można odinstalować aplikacje społecznościowe z telefonu, sprawdzać je tylko na komputerze. Spędzajmy niedziele offline.

Jesteś optymistką technologii przyszłości czy może sądzisz, że zmierzamy w kierunku tzw. „internet of shit”?

Wierzę w człowieka. Gdy podniesie się nasza świadomość i przejdziemy odpowiednią edukację, będziemy w stanie odwrócić rozwój technologii – by ona służyła nam, a nie my jej. Kocham technologię. Uważam, ze jest wspaniała, ale trzeba umieć z niej korzystać. Niestety, człowiek ma to do siebie, że funkcjonuje podobnie jak bakterie, które żyją dopóki nie zjedzą swojego żywiciela. Jeżeli nie będzie granic – odpłyniemy. Sądzę, że limity determinowane poprzez środowisko są słusznym kierunkiem.

Czym powinna zająć się technologia, by służyć nam bardziej odpowiedzialnie?

Powinniśmy skoncentrować się na myśleniu o zasobach naturalnych. Przykładowo, do chłodzenia centrów danych potrzebna jest woda. Polska energetyka pochłania jej bardzo dużo. Tymczasem w zeszłym roku woda dołączyła do takich zasobów jak złoto czy ropa na giełdy Wall Street. To pierwsze oznaki dystopijnych wizji, w których będziemy musieli walczyć o podstawowe prawa i zasoby.

Kolejną ważną kwestią jest zdrowie psychiczne i ogólnie dobre samopoczucie. Technologie nie powinny nas uzależniać, ale być uzależnione od nas. Szczególnie łatwo w uzależnienia wpadają osoby z deficytami emocjonalnymi – a social media działają tak, że wzbudzają w ludziach dodatkowe kompleksy.

Jesteś zaangażowana w inicjatywy takie jak promowanie polofuturyzmu i ruch Radicalzz. Na czym polegają te działania?

Polofuturyzm jest metanarracją w kontrze do kompleksów wobec Zachodu. My, Polki i Polacy, często próbujemy nadgonić innych, nie zatrzymując się tu i teraz, nie potrafimy cieszyć się z tego, co mamy. A mamy wspaniałe predyspozycje do tego, by sami na własnym poletku wprowadzać zmiany. Polofuturyzm jako zaletę traktuje np. polskie kombinatorstwo – to wspaniały zaczyn do tego, by nauczyć się funkcjonowania w oparciu o założenie gospodarki cyrkularnej. Jesteśmy zdolni, ale często o tym zapominamy, bo wiecznie się porównujemy. Polofuturyzm ma na celu zakorzenienie w nas i w naszej kulturze nadziei i zainspirować do działań. Swój przekaz kierujemy m.in. do młodych osób w przedziale wiekowym 15-22. To osoby, które wychowały się w świecie cyfrowym, gdzie wszystko jest tymczasowe. Nie mają poczucia własnej tożsamości, a ciężko jest im się odnaleźć w lansowanych dziś konserwatywnych kanwach kulturowych. Chcemy unowocześnić narrację o Polsce; pokazać, że możemy być dumni, że jesteśmy stąd.

Zaś Radicalzz to grupa radykalnych marzycielek i marzycieli, polofuturystek i polofuturystów. Jesteśmy grupą specjalistów z różnych dziedzin. Wspólnie budujemy nowy ład. Przeszliśmy etap buntu, bo złość musiała znaleźć swoje ujście, ale teraz weszliśmy na etap tworzenia. Tworzymy lokalnie, w założeniach otwartego oprogramowania, ze świadomością ekologiczną.

Rozmawiała Marta Mitek