Stan wojenny w energetyce. Strajk włoski miał swoje skutki

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
13 grudnia 2021, 13:01
Ceny prądu do wynagrodzeń
<p>Ceny prądu do wynagrodzeń</p>/Wysokie Napięcie
W 1981 roku "Solidarność" nie zdecydowała się na strajk w elektrowniach. Wygrała odpowiedzialność za dostawy energii choćby do szpitali. Doszło jednak do strajku włoskiego, który miał swoje skutki. Wraz z ogłoszeniem stanu wojennego do elektrowni od razu weszło już wojsko, część pracowników przez wiele dni nie wyszła z pracy. W Krajowej Dyspozycji Mocy długo urzędowali żołnierze z bronią.

Po 13 grudnia 1981 r. w elektrowniach nie doszło do żadnej tragedii, takiej jak w kopalni "Wujek". Energetycy przyjęli wprowadzenie stanu wojennego spokojnie, zresztą elektrownie od razu zajęte zostały przez żołnierzy. – W grudniu 1981 r. elektrownia Dolna Odra była pełna wojska, przez kilka dni nie mogliśmy wyjść. Dostaliśmy materace i kartki do stołówki – opowiada w książce "Wiek energetyków", wydanej przez WysokieNapiecie.pl Jadwiga Boral, która była wtedy wiceprzewodniczącą energetycznej Solidarności i specjalistką od BHP w Dolnej Odrze.

Jerzy Dudzik, długoletni dyrektor Krajowej Dyspozycji Mocy, który zaczynał pracę w 1978 r., wspomina, że w Państwowej Dyspozycji Mocy na stałe rezydowała grupa żołnierzy z bronią.

"Solidarność" zresztą już wcześniej świadomie zrezygnowała z najostrzejszej broni, jaką mogła użyć przeciw komunistycznym władzom - strajku w elektrowniach. Nie brakowało radykałów, którym wydawało się, że taki strajk może zmusić władze do ustępstw. – Tłumaczyłem, że energetyka nie może strajkować i koniec. Nie będę uzasadniał rzeczy oczywistych, takich jak działanie szpitali etc. – mówi Marek Gudima, szef energetycznej "Solidarności" w latach 80, współtwórca rynku energii po upadku PRL. Przy ówczesnej militaryzacji pracy w energetyce rozpoczęcie strajku byłoby zresztą problematyczne.

Przestrzegamy przepisów, brakuje mocy

Najostrzejszą formą protestu, na którą pozwolili sobie energetycy w karnawale "Solidarności", był „strajk włoski” w maju 1981 r. – Postanowiliśmy dokładnie przestrzegać wszystkich przepisanych prawem i regulaminami procedur oraz nie brać nadgodzin – mówi Gudima.

Co ciekawe, nawet partyjna „Trybuna Ludu” nie potępiła protestujących w ten sposób energetyków, którzy domagali się przede wszystkim poprawy warunków pracy. „Pracują w hałasie, zapyleniu i ogromnych temperaturach w zasiarczonym powietrzu przy słabo działającej wentylacji, na dużych wysokościach”.

Ile godzin miesięcznie pracowali zatrudnieni w elektrowniach? Co udało się osiągnąć protestującym? Kiedy PRL osiągnął swoje „elektroenergetyczne maksimum”? Co „Seksmisja” miała wspólnego z Blackoutem? O tym w dalszej części artykułu na portalu WysokieNapiecie.pl

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: wysokienapiecie
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj