Elon Musk i Twitter. Może nie taki wielki król dramatu

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
11 września 2022, 14:07
Elon Musk hamletyzował w sprawie zakupu Twittera tak długo, że stanie za to przed sądem. Tymczasem ze spółki wyciekły dane, które pokazują, że miliarder mógł mieć rację, przekonując, iż serwis jest opanowany przez boty.

Proces rozpocznie się 17 października: zarząd Twittera pozwał Elona Muska za to, że ten wycofał się z planów przejęcia społecznościowej platformy. Na początku roku grał na to, by TT stał się - obok The Boring Company, Tesli i SpaceX - jego kolejnym klejnotem. 4 kwietnia ogłosił, że kupił większościowy pakiet akcji spółki. To jednak mu nie wystarczyło - odmówił wejścia do zarządu TT i postanowił dokonać wrogiego przejęcia. Złożył przy tym ofertę nie do odrzucenia - chciał kupić wszystkie akcje, co miało go kosztować ponad 40 mld dol. Szefowie medium społecznościowego początkowo się bronili, ale ostatecznie ofertę przyjęli i 25 kwietnia podpisano umowę.

Już w maju miliarder zaczął się wahać, argumentując, że władze Twittera nie podają prawdziwych danych o odsetku nieautentycznych kont. Ta informacja jest kluczowa dla wyceny serwisu, bo pozwala przewidzieć zyski: inną wartość ma internetowa agora, gdzie dyskutują prawdziwi użytkownicy, inną - miejsce, gdzie interakcje owszem są, ale między automatami. Ponieważ Muska nie zadowalały udzielane przez spółkę wyjaśnienia, zdecydował się na zerwanie umowy. Teraz w myśl porozumienia powinien zapłacić TT odszkodowanie - okrągły 1 mld dol.

Jednak pod koniec sierpnia do sieci wyciekły dokumenty, które mogą sprawić, że nie stanie się uboższy. Dane dostarczone przez sygnalistę wskazują, że zarząd serwisu nie ma żadnego interesu w tym, by ograniczać liczbę nieautentycznych kont. Przeciwnie - jest rozliczany ze wzrostu liczby użytkowników, a to, czy są oni robotami, nie ma żadnego znaczenia. A to tylko wierzchołek góry lodowej problemów, które ma ten serwis społecznościowy.

Legendarny haker

Głównym bohaterem najnowszego odcinka sagi o przejęciu Twittera jest Peiter Zatko - do stycznia tego roku szef bezpieczeństwa serwisu. Ściągnął go jeszcze poprzedni prezes Twittera Jack Dorsey. Zatko, znany jako „Mudge”, miał rozwiązać problemy, które serwis miał z bezpieczeństwem.

CAŁY TEKST W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP I NA E-DGP

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj