- Na giełdzie paryskiej w ciągu niespełna dwóch tygodni pszenica i kukurydza podrożały prawie o 40 proc. - mimo i tak już wysokiego poziomu. O 15 proc. skoczyły ceny rzepaku - mówi Grzegorz Rykaczewski, analityk sektorowy Santander Bank Polska. - Wzrost cen odnotowano też na rynku soi, na giełdzie amerykańskiej - dodaje. Jeszcze przed wybuchem wojny globalnie było drogo. - Ceny zbóż były o ok. 50-60 proc. wyższe niż przeciętnie w latach 2014-2020, a olejów roślinnych (rzepakowego, sojowego, palmowego) niemal dwukrotnie wyższe - tłumaczy Jakub Czugała, analityk Sektora Food and Agri w Banku BNP Paribas.
Ceny zbóż będą rosły dalej, także z powodu sankcji podejmowanych wobec agresora. Rosja to bowiem największy światowy producent pszenicy. Eksperci podkreślają, że w ostatnich latach Rosja mocno reglamentowała eksport. Teraz ten proces może przybrać na sile, a nie - jak można byłoby oczekiwać - poluzowania w celu pozyskania dodatkowych wpływów. - Gospodarka Rosji podupada z powodu wojny. Stopy procentowe rosną, tak jak ceny w sklepach. Presja na ochronę rynku wewnętrznego może być w związku z tym jeszcze większa niż dotychczas. Stąd niewykluczone dalsze ograniczenia w eksporcie zbóż - uważa Grzegorz Rykaczewski.
Reklama
Jakub Olipra, ekonomista Credit Agricole Bank Polska, także spodziewa się, że Rosja będzie ograniczać eksport, próbując stabilizować ceny na rynku wewnętrznym. Inną kwestią jest to, czy odbiorcy i konsumenci nie będą rezygnować z produktów i towarów z Rosji oraz Białorusi.
Polska wprawdzie jest dużym producentem i eks porterem zbóż, jednak głównym czynnikiem kształ tującym ceny w kraju są notowania na rynku europejskim i amerykańskim. Już w ostatnich dwóch latach, mimo rekordowych zbiorów w Polsce, ceny w kraju rosły w podobnym tempie jak za granicą.
- Wyższe ceny surowców rolnych, takich jak zboża czy rzepak, będą miały wpływ nie tylko na ceny pieczywa, mąki czy oleju. Zboża i oleiste to główne składniki pasz, więc wzrost ich cen ma bezpośrednie przełożenie na koszty produkcji mięsa, nabiału i jaj. Wzrost cen zbóż i roślin oleistych w latach 2020-2021 był głównym czynnikiem, który wpływał na inflację cen drobiu (o 30 proc. r/r w grudniu 2021 r.), wołowiny (o 19 proc.) czy nabiału i jaj (o 10 proc.). Rosyjska inwazja na Ukrainę może doprowadzić do dalszych wzrostów w tych kategoriach - mówi Jakub Czugała.
- Łańcuch dostaw śruty słonecznikowej, która jest importowana do Polski w ponad 90 proc. z Ukrainy i Rosji, został zerwany - mówi Monika Piątkowska, prezes Izby Zbożowo-Paszowej (IZP). A to powoduje, że dostęp do produktów jest ograniczony. - Większość tłoczni śrut wraz z większymi podmiotami handlującymi zbożami wycofała wszystkie oferty sprzedaży, co było pokłosiem dużych wzrostów cen na giełdach. W takiej sytuacji handel zamarł - dodaje.
Już drożeje nie tylko wieprzowina, która do tej pory była dosyć tania, ale też wołowina i drób, których ceny już wcześniej szybko rosły. Tylko w skali tygodnia cena tucznika w kraju poszła w górę o 1,4 zł/kg i dziś przekracza 7 zł. Sytuację na giełdach odczujemy wkrótce w dynamice cen pieczywa i produktów zbożowych oraz olejów i tłuszczów.
Podwyżki spotęguje słaby złoty. - Ceny surowców rolnych w Polsce zależą od notowań na głównych giełdach, gdzie płaci się w euro lub w dolarach. Stąd obserwowane obecnie osłabienie złotego będzie prowadzić do podwyżek - mówi Jakub Olipra. Dodatkowym czynnikiem podbijającym ceny są dramatycznie drożejące paliwa, co przekłada się na koszty produkcji i dostaw.
Efekty będziemy oglądać na półkach sklepowych. Eksperci podkreślają, że kumulacja wzrostów cen może zbiec się z końcem obniżki stawek VAT na żywność, jaką wprowadził polski rząd. Byłby to cios dla konsumentów, bo mogłaby oznaczać nawet dwucyfrowe podwyżki.
Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności, tłumaczy, że wzrosty cen żywności, które teraz widzimy w sklepach, to efekt podwyżek kosztów produkcji, które nastąpiły pod koniec 2021 r. i w styczniu 2022 r. Można się więc spodziewać, że drożyzna będzie coraz większa. Jak wylicza branża, za żywność trzeba dziś płacić w zależności od produktu od kilku do kilkunastu procent więcej niż przed rokiem. W połowie roku to może być kilkadziesiąt procent. - Inflacja producencka jest trzy razy wyższa od konsumenckiej. Wytwórcom skończyły się już możliwości przejmowania jej części na siebie. Choćby dlatego, że skończyły się zapasy surowców. A dostawy nowych partii są po wyższej cenie. Do tego ceny paliwa ciągle idą w górę - dodaje Andrzej Gantner.