W Kanadzie od dekad rośnie zadłużenie gospodarstw domowych i firm. Wiosną 2019 roku koszt obsługi ich długu osiągnął rekordowy poziom. Zjawisko to zostało wzmocnione przez działanie tamtejszego drapieżnego rynku nieruchomości.

Pandemia i powstały w jej wyniku pakiet rządowego wsparcia dały jedynie krótką ulgę znajdującym się w dużych finansowych tarapatach zadłużonym osobom z klasy robotniczej. Działania rządu nie zmieniły jednak ponurych długoterminowych perspektyw dla najsłabszych ekonomicznie Kanadyjczyków i strukturalnych problemów, z jakimi zmaga się ta część gospodarki. Kryzys zadłużeniowy łagodziły niskie stopy procentowe. Ich wzrost może spowodować, że duża część społeczeństwa zacznie „tonąć”.

Reklama

Autor podkreśla, że wzrost zadłużenia to długotrwały proces, który zaczął się w Kanadzie już w latach 80. poprzedniego stulecia. To, że zadłużenie gospodarstw domowych rośnie dopiero od kilku dekad to nie przypadek. W czasie tzw. „złotego wieku” po zakończeniu II wojny światowej wysokie płace w sektorze produkcyjnym i umiarkowany poziom uzwiązkowienia sprawiły, że oszczędności gospodarstw domowych stabilnie rosły. Wszystko zmieniła globalizacja, która zdaniem Michaela Robertsa doprowadziła w latach 80. do stagnacji płac w produkcji. Zdaniem Darraha problemy pracowników fizycznych mają charakter polityczny, a nie „osobisty”.

Finansjalizacja gospodarki

Nadmierna finansjalizacja gospodarki doprowadziła do tego, że kapitał przeniósł się do tzw. sektorów FIRE (finansów, ubezpieczeń czy nieruchomości), czyli w dużej mierze fikcyjnych, nie wnoszących nic do realnej produkcji dóbr i usług. Doświadczyliśmy rynkowej plagi różnej maści finansowych produktów i działań, takich jak instrumenty pochodne, fuzje, obligacje, skup akcji czy zbywalne produkty finansowe. Jednym z negatywnych skutków finansjalizacji gospodarki jest ogromny wzrost zadłużenia korporacji na całym świecie. Zadłużenie to jest następnie „utowarowiane” i sprzedawane dalej za pomocą instrumentów finansowych. Ciąg niewypłacalności firm wywołałby efekt domina i był niszczący dla całych gospodarek.

Pazerność sektora prywatnego niosła ze sobą falę spekulacji na rynku mieszkaniowym, które doprowadziły do wielkich kryzysów tego sektora (między innymi w Kanadzie i USA). Życie w Ameryce Płn. (mieszkania) stało się bardzo drogie. Jednocześnie powstała klasa rentierów, czyli osób i podmiotów posiadających i kontrolujących aktywa, które nie wnoszą nic innowacyjnego i przedsiębiorczego do realnej gospodarki. Co zadziało się w „realu”? Firmy brutalnie rozprawiły się z pracownikami. Począwszy od lat 80. związki zawodowe i robotnicy na Zachodzie szybko zaczęły tracić swoją pozycję. Odczuwamy to także w Polsce, w której poziom uzwiązkowienia w sektorze prywatnym należy do najniższych w UE.

Zyski, które firmy osiągnęły na skutek neoliberalnych reform, popłynęły w górę społecznej drabiny. Zamiast inwestować w sektory produkcyjne, tworzyć miejsca pracy lub podnosić płace, gigantyczne zyski firm trafiały do kieszeni akcjonariuszy. Dywidendy i skup akcji własnych stanowiły 91 procent zysków przedsiębiorstw w USA w latach 2004-2014.

Era długu

Neoliberalizm to era długu. Tylko zadłużanie się pozwoliło przetrwać najuboższym osobom – pisze Darrah. Widmo niewypłacalności grozi też jednak firmom. To proces obserwowany nie tylko w Kanadzie, ale też w USA i Wielkiej Brytanii. Jak napisała Grace Blakeley:

Wkraczamy w okres kapitalizmu zombie, w którym jest niewiele miejsca na zaciąganie nowego długu, który ma napędzać wzrost, ale nie ma także wystarczająco dużo produktywnej działalności gospodarczej, by spłacić stary dług. W tej sytuacji tylko wydłużanie okresu skrajnie niskich stóp procentowych może utrzymać gospodarkę w ruchu.

Darrah ma nadzieję, że pandemia może wprowadzić Zachód w nowy gospodarczy paradygmat. Agenda Joe Bidena obiecuje, że USA zaczną powoli odchodzić od polityki zaciskania pasa i ortodoksyjnego neoliberalizmu. Współczesne zachodnie gospodarki oparte na długu zaczynają jawić się jako kolosy na glinianych nogach. Jak przeciwdziałać nadchodzącej katastrofie? Zdaniem autora musimy znaleźć sposób, by przekierować monumentalne zyski z sektora finansowego do realnej gospodarki i najgorzej radzących sobie pracowników.