Pracownicze Plany Kapitałowe działają już ponad trzy lata. W jakim momencie rozwoju tego produktu jesteśmy?

Bartosz Marczuk wiceprezes zarządu, Polski Fundusz Rozwoju S.A. / Fot. materiały prasowe
Reklama

Doświadczenia międzynarodowe uczą, że tego typu systemy tworzy się latami, a budowa zaufania do nich musi potrwać. Najistotniejsze, że uczestników programu stale przybywa – a pamiętajmy, że to zawsze są indywidualne decyzje i pieniądze osób, które decydują się na oszczędzanie. Budowa systemu PPK przebiegała etapami – najpierw przystępowały największe firmy, później średnie i mniejsze oraz sfera budżetowa. Gdy w połowie ubiegłego roku robiliśmy podsumowanie tych etapów, w programie oszczędzało 2 mln 160 tys. osób. Dziś mówimy już o 2,5 mln, czyli 340 tys. osób więcej niż przeszło rok temu. To potwierdza, że ludzie przekonują się do tej formy oszczędzania. Rosną też aktywa, które w listopadzie po raz pierwszy przekroczyły 11 mld zł, a dzisiaj zbliżają się do 12 mld. Obecnie mówimy o partycypacji w programie na poziomie 33 proc., a w największych firmach przekroczyła ona 50 proc. W Wielkiej Brytanii podobny program startował z pułapu 50-50 proc., by dojść do blisko 90 proc. Także u nas trzeba czasu, żeby coraz więcej ludzi przekonywało się do PPK.

Część uczestników PPK niejako testuje program, wypłacając pieniądze już teraz, pozostając jednak w nim. Jak przedstawia się to w praktyce?

Możliwość wypłaty środków w każdym momencie to bardzo ważny element bezpieczeństwa programu, choć oczywiście co do zasady jest to produkt długoterminowy, skierowany na jesień życia. Nikomu nie zależy na tym, aby ludzie odkładali pieniądze tylko krótkoterminowo. Jednak po doświadczeniach z OFE, które są podstawową przyczyną nieufności wielu ludzi do PPK, ustawodawca zdecydował, że w każdej chwili można wypłacić pieniądze – także te wpłacane dodatkowo przez pracodawcę. W mojej ocenie, ludzie, którzy wypłacają pieniądze, ale jednak zostają w PPK, stają się swoistymi ambasadorami tego projektu, ponieważ mogą realnie powiedzieć innym: to są moje, twoje, nasze, realne pieniądze - wystarczy jedno kliknięcie w moim TFI i za kilka dni te środki są na naszym koncie bankowym. Dlatego z jednej strony należy rozważnie podchodzić do wypłacania, gromadząc raczej środki na przyszłą emeryturę, z drugiej – wypłata staje się dodatkowym elementem zachęty i przełamywania nieufności tkwiącej w naszych głowach po zawirowaniach z OFE.

Jak dużo jest przedsiębiorstw, które miały obowiązek wdrożenia PPK, ale dotąd tego nie zrobiły?

Liczbowo jest ich sporo – kilkaset tysięcy z 900 tys. firm, które mają obowiązek podpisania umowy z jedną z instytucji finansowych na zarządzanie PPK, żeby umożliwić ludziom oszczędzanie. Trzeba jednak pamiętać, że zgodnie z ustawą, firmy zatrudniające do 9 osób, gdzie wszyscy zrezygnują z uczestnictwa w PPK, mogą nie podpisywać takiej umowy. Drugim dużym wyjątkiem są firmy prowadzące Pracownicze Programy Emerytalne. Wiemy, że umów nie podpisały zwykle mikrofirmy, a ponad 80 proc. pracowników jest zatrudnionych w przedsiębiorstwach, które wprowadziły PPK. Tym samym niemożność oszczędzania w tym systemie nie dotyczy dużej liczby pracowników. Właśnie rozpoczęliśmy kolejną akcję wzywania przedsiębiorców, którzy dotąd nie podpisali z instytucjami finansowymi umów o zarządzanie PPK, aby to zrobili.

W przyszłym roku przed nami pierwszy tzw. autozapis do PPK, po tym, gdy z końcem lutego wygasną deklaracje rezygnacji z udziału w programie. Jakie związane z tym obowiązki będzie miał pracodawca?

Przypomnę, że aby ułatwić pracownikom zapisanie do PPK, program skonstruowano tak, że w domyśle wszyscy jesteśmy jego uczestnikami, zaś jeśli tego nie chcemy – składamy deklaracje o rezygnacji. Jednocześnie co cztery lata następuje tzw. autozapis – pierwszy już na początku przyszłego roku. Dlatego do końca lutego pracodawcy mają obowiązek poinformować pracowników o tym, że jeżeli w marcu nie złożą deklaracji o rezygnacji, z ich kwietniowej wypłaty potrącona zostanie wpłata do PPK za marzec. Zachęcamy wszystkich, żeby bardzo mocno zastanowili się, czy warto rezygnować. Uważam, że nie ma najmniejszej przesady w sformułowaniu, że każdy, kto wypisuje się z PPK, robi sobie finansową krzywdę – rezygnuje z tego, że do każdego 100 zł odkładanego na prywatnym, indywidualnym, dziedziczonym rachunku, pracodawca i państwo dopłaca drugie 100 zł. Nie ma w Polsce drugiej, tak korzystnej formy oszczędzania. W pierwszych miesiącach możemy odczuwać dyskomfort, bo maleje nasza pensja netto, natomiast później z reguły o tym nawet nie pamiętamy, a nasze aktywa w relacji do tego, co wpłacamy, rosną bardzo szybko.

Jak przekonać do PPK tych, którzy swoją niechęć do systemu tłumaczą słabością polskiej giełdy i obowiązkiem inwestowania zgromadzonych w PPK środków w spółki na polskim parkiecie?

PPK to program długoterminowy. Jeżeli wierzymy, że polska gospodarka będzie się rozwijać – a chyba wszyscy w to wierzymy i takie są nasze doświadczenia – to również długoterminowo te aktywa będą rosnąć. Spokojnie patrzmy więc na przeceny i dekoniunkturę. Po drugie, pamiętajmy, że w indeksie WIG 20 są czempiony polskiej gospodarki – jeżeli gospodarka będzie się rozwijać, to również wycena tych spółek będzie rosła. Po trzecie, przy różnego rodzaju zawirowaniach rynku, jeżeli oszczędzamy długoterminowo i regularnie, w momentach dekoniunktury mamy okazję kupowania tanich aktywów, których wartość później rośnie. Wreszcie pamiętajmy, że w PPK mamy tzw. fundusze zdefiniowanej daty – to znaczy, że nie wszystkie oszczędności lądują w jednym koszyku. Fundusze to instrument, który w zależności od naszego wieku tak konstruuje politykę inwestycyjną, że im jesteśmy starsi, tym więcej mamy oszczędności w bardziej bezpiecznych aktywach. Tym samym sposób inwestowania zgromadzonych w PPK środków nie powinien być powodem do obaw.
MBŁ

Skrócony zapis rozmowy wideo przeprowadzonej przez Pawła Czuryłę, zastępcę redaktora naczelnego DGP