Losy Jima Simonsa to prawdziwy American dream. Prawdziwy – w znaczeniu takim, jaki spotykamy w rzeczywistym świecie, a nie w filmach. Simons, choć zaliczył w życiu epizod pracy polegającej na zamiataniu podłóg w sklepie ogrodniczym, to jednak start miał łatwiejszy niż przeważająca większość ludzi. Pochodził z dość zamożnej rodziny, był matematycznym geniuszem, doktorat obronił w wiek 23 lat, pracował dla tajnej jednostki badawczej amerykańskiego wywiadu, zbudował własny wydział matematyki, publikował przełomowe i nagradzane prace naukowe.

Największym osiągnięciem w karierze głównego bohatera książki jest jednak firma inwestycyjna Renaissance Technologies oraz najsłynniejszy z zarządzanych przez nią funduszy – Medallion. Medallion, który osiągnął zawrotną stopę zwrotu: 66,1 proc. Rocznie. Przez ponad 30 lat. Porusza to wyobraźnię nie tylko osób zainteresowanych inwestowaniem. Wygląda na to, że Simons rzeczywiście znalazł rynkowy kamień filozoficzny.

Czytelnik rusza zatem na poszukiwanie tej receptury. Gregory Zuckerman, nagradzany pisarz i dziennikarz ekonomiczny The Wall Street Journal, w kolejnych rozdziałach pokazuje etapy odkrywania formuły, która pozwala zamieniać transakcje w powtarzalne zyski. Strona po stronie poznajemy losy Simonsa, jego osiągnięcia (mnogie) i porażki (sporadyczne), a dość wartką narrację przerywają jedynie dygresje o współpracownikach głównego bohatera.

Nie wiem, dlaczego planety okrążają Słońce. Ale to nie oznacza, że nie potrafię przewidzieć ich ruchu.

Z czasem galeria postaci drugoplanowych rozrasta się, a sam Simons momentami znika nawet z głównego wątku. Członkowie jego zespołu wywodzili się z wielu różnych środowisk – do firmy Simonsa trafiali akademicy, matematycy, informatycy, statystycy – jednak nie było wśród nich ludzi związanych z rynkiem finansowym. Odkryli oni zupełnie inny sposób na handel instrumentami finansowymi niż reszta Wall Street. Oparli swoje decyzje inwestycyjne na analizie danych, szukaniu korelacji, ekstrapolacji historycznych trendów – czyli na tym, co dzisiaj nazywamy quantitative investing. „Nie wiem, dlaczego planety okrążają Słońce. Ale to nie oznacza, że nie potrafię przewidzieć ich ruchu” – powiedział Simons. I to właśnie dzięki takiemu podejściu Renaissance Technologies udało się wygrać z rynkiem.

Reklama

Człowiek, który rozszyfrował rynki finansowe… nie jest – moim zdaniem – opowieścią o rynkach finansowych. Owszem, są one tłem dla całej historii, jednak o sukcesie przesądził nie geniusz matematyczny Jima Simonsa, ale jego umiejętność zarządzania geniuszem innych. Firma inwestycyjna, której powstawanie opisuje Zuckerman jawi się jako połączenie najlepszych cech życia akademickiego i biznesu. Genialnym umysłom pozwala się na realizowanie własnych projektów, na szukanie rozwiązań poza schematami, a nawet na „tworzenie” problemów. Wszystko po to, by zaprząc w jak największym stopniu do pracy ich wybitne umysły. Jednocześnie jednak, w przeciwieństwie do świata naukowego, pracownicy Renaissance Technologies mogą liczyć na sowite wynagrodzenie za swój wkład.

Fundusz Medallion – Święty Graal inwestorów – jest dostępny jedynie dla wybranych, czyli dla pracowników firmy. Dość szybko bowiem zarządzający odkryli, że jego wielkość musi być ograniczona, w przeciwnym wypadku jego masa zacznie zaburzać mechanizmy rynkowe – a więc i algorytmy nim rządzące działałyby mniej skutecznie. Jednak ci, którzy zostaną dopuszczeni do uczestnictwa we współtworzeniu Renaissance Technologies wiedzą, że pracują we własnym interesie. Każde usprawnienie, każdy gram przewagi konkurencyjnej, który wniosą do puli wiedzy – przekłada się na ich bogactwo.

Robi wrażenie fragment, który opowiada o próbach rozszyfrowania przez Simonsa i jego zespół rynku akcji. Początkowo fundusze Renaissance handlowały – z powodzeniem – surowcami, walutami i obligacjami. Algorytm, tworzony przez lata przez Boba Mercera, uznanego informatyka (a wiele lat później jednym z głównych inwestorów w niesławnej spółce Cambridge Analytica), który miał wskazywać optymalny portfel akcji, nie działał i nikt nie wiedział dlaczego – choć w teorii wszystko się zgadzało. Dopiero David Magerman, młodszy programista i z zamiłowania haker, postanowił przejrzeć setki tysięcy linii i odkrył drobny, ale fatalny w skutkach błąd – wartość indeksu S&P 500 została wpisana jako liczba statyczna, a nie jako aktualizująca się zmienna. A na tej wartości opierały się dalsze obliczenia. Najbardziej znamienne jest to, że mógł pójść ze swoim znaleziskiem do najwyższych przełożonych, wskazać im ich błąd i zostać za to docenionym.

Książka Zuckermana to świetna opowieść o niezwykłych ludziach i o tym, jak karkołomnym zadaniem jest zbudowanie z grupy wybitnych indywidualności zespołu ukierunkowanego na wspólny cel. Ale i o tym, że gdy się to uda, możliwe staje się właściwie wszystko. Choć traktuje o skomplikowanych sprawach – jak matematyka, instrumenty finansowe, algorytmy – nie przytłacza fachową wiedzą. Tak jak już tutaj wspominano – to opowieść o ludziach, a nie o inwestycjach. Autor nie ucieka nawet od potocznego języka, chwilami jednak amerykańska swoboda wypowiedzi zgrzyta nieco w polskim tłumaczeniu. Na pewno jednak jest to wartościowa pozycja dla czytelników zainteresowanych rynkiem finansowym, zarządzaniem, ale także polityką, gdyż wielkie pieniądze dają władzę, a miliardy, które zarobiła firma Simonsa odegrały istotną rolę w ostatnich wyborach prezydenckich w USA.

Rozczarowani będą jednak ci, którzy szukają w tej książce receptury na zyskowne inwestycje. Zuckerman nie ujawnia tajnych algorytmów. Sam zresztą zaznaczył w wywiadach promujących tę publikację, że nawet gdyby je poznał – pewnie by ich do końca nie zrozumiał. Autor podkreśla także, jak trudne było zebranie materiałów na temat Renaissance Technologies – firma i ludzie z nią związani nie są skłonni do zwierzeń, a sam Jim Simons również ceni sobie prywatność. Tym bardziej więc warto skorzystać z uchylonego rąbka tajemnicy do świata wielkich umysłów i wielkich pieniędzy.

Maciej Jaszczuk

Źródło nieznane