Handlujący energią prężą muskuły. Zarząd Towarowej Giełdy Energii zapowiada osiągnięcie w tym roku całkowitego obrotu na wszystkich rynkach, na których handluje się energią elektryczną, na poziomie ponad 200 TWh. - W pierwszej połowie roku było to 85 TWh, co oznacza wzrost o 17,6 proc. w skali roku. A drugie półrocze jest z reguły istotniejsze dla osiągnięcia wyniku – mówi Ireneusz Łazor, prezes TGE.

To byłby kolejny rekord. W ubiegłym roku łączna wartość zawartych na TGE transakcji w obrocie energią elektryczną wyniosła ponad 176 TWh. To oznaczało wzrost prawie o jedną trzecią. A handel na parkiecie stanowił 108 proc. krajowej produkcji i ponad 111 proc. ogólnego zużycia prądu w Polsce.

Polska to siódmy w UE największy rynek energii elektrycznej. Jednocześnie rynek numer osiem we Wspólnocie w handlu gazem ziemnym (roczna konsumpcja gazu to u nas 16,6 mld metrów sześc.). Od 2007 r. Polska jest też najszybciej rosnącym rynkiem pod względem rocznego wzrostu konsumpcji energii elektrycznej i gazu.

>>> Czytaj też: Polskie Inwestycje Rozwojowe chcą zainwestować 1,6 mld zł w wiatraki

Jeśli porównamy tzw. wolumen kontraktów rocznych, to w regionie wyprzedza nas niemiecka giełda energii EEX, ale w tyle pozostaje czeska PXE i węgierska HUPX. A pod względem obrotów na rynku terminowym - z fizyczną dostawą energii - TGE jest drugim największym w Europie po giełdzie skandynawskiej NASDAQ OMX.

I to nie koniec, bo TGE zapowiada dalsze wzmacnianie pozycji w regionie. W 2015 r. Giełda zamierza uruchomić rynek finansowy i zaoferować kontrakty futures na indeks cen energii elektrycznej. Na czym polega różnica? To będą kontrakty finansowe rozliczane pieniężnie, a nie tylko w formie dostaw jak obecnie.

Cel to możliwość zabezpieczenia cen energii elektrycznej w dającej się przewidzieć przyszłości. Dzięki temu będą możliwe transakcje zabezpieczające, arbitrażowe i spekulacyjne. - Takie były oczekiwania podmiotów obecnych na rynku – powiedział nam prezes Łazor z TGE.

Jak podkreśla, w krajach skandynawskich rynek energetycznych instrumentów finansowych od czterech do sześciu razy przekracza wielkość konsumpcji. I jest to punkt docelowy, do którego rynek finansowy TGE powinien dojść.

Przewidywany termin uruchomienia rynku to pierwsza połowa 2015 r. Pomysłodawcy zastrzegają, że zależy to od kilku warunków, m.in. uzyskanie licencji Ministerstwa Finansów. W połowie marca TGE złożyło wniosek do Ministerstwa Finansów o udzielenie zgody na prowadzenie rynku finansowego. Teraz Komisja Nadzoru Finansowego prowadzi w tej sprawie postępowanie.

W planach jest też wprowadzenie nowych kontraktów futures na gaz i zielone certyfikaty. Rynek gazu, który przechodzi właśnie fazę liberalizacji, to bardzo obiecujący segment: obroty w pierwszej połowie 2014 r. są ponad 10 razy większe niż rok wcześniej. Obrót tym paliwem w pierwszym półroczu wyniósł 5,2 TWh wobec 465 Mwh rok wcześniej.

I jest jeszcze jedna nowość: - Rozważamy projekt uruchomienia parkietu węglowego, ale nie określiliśmy na razie żadnej daty – usłyszeliśmy w TGE.

>>> Polecamy: Oto trzy powody, dla których ceny paliw na stacjach będą w wakacje rosły

Giełda ma 59 członków, wśród których są elektrownie, spółki obrotu i domy maklerskie. Cena energii spada. Dzisiaj średnioważony kurs miesięczny wynosi ok.170 zł za 1 MWh. Dla porównania: w kwietniu było to niespełna 197 zł.

TGE jest częścią grupy kapitałowej Giełdy Papierów Wartościowych. Funkcjonuje od 15 lat. Przedmiotem obrotu jest nie tylko energia elektryczna, gaz i emisje. Oprócz tego Giełda ma za zadanie bilansowanie zapotrzebowania. Jak to działa? Jeżeli dystrybutor zakupił zbyt małą ilość energii na tzw. rynku dnia następnego, może dokupić brakującą ilość na rynku bilansującym.

Działalność TGE to wynik przemian w sektorze energetycznym, które nastąpiły w latach 90. Przed transformacją dominował pogląd, że energia elektryczna to dobro, które każdemu się należy. Od 1999 r., kiedy ruszyła TGE, w Polsce zaczęliśmy traktować prąd jako produkt, który podlega też zasadom panującym na wolnym rynku.

>>> Czytaj również: Czasy taniej energii już nie wrócą. Prąd będzie coraz droższy