Zajęcie się sprawą frankową przez profesjonalnego adwokata lub radcę prawnego to wydatek z reguły od kilku do kilkunastu tysięcy złotych (w zależności od stopnia skomplikowania). I nie ma gwarancji powodzenia. Alternatywą jest powierzenie sprawy firmom odszkodowawczym. Te z reguły na wstępie życzą sobie niewysoką opłatę, niekiedy kilkusetzłotową. Zachęcają rozważających pozwanie banku tym, że ewentualne wynagrodzenie za prowadzenie sprawy będzie uzależnione od efektu, czyli należne tylko w razie wygranej.

– Docierają do nas sygnały od frankowiczów, że łączne wynagrodzenie po wygraniu standardowej sprawy może sięgać nawet 80 tys. zł. Naszym zdaniem to stawka nijak nieodpowiadająca nakładowi pracy przy prowadzeniu postępowania sądowego – wskazuje Arkadiusz Szcześniak, prezes stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu. I dodaje, że to sprawa dla Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Tym bardziej że wiele wzorców umów jest dla przeciętnego kredytobiorcy niejasnych i o tym, ile naprawdę muszą zapłacić za obsługę prawną, dowiadują się dopiero po podpisaniu umowy.

Większość umów stworzonych przez firmy odszkodowawcze przewiduje ponadto, że kilkudziesięciotysięczne wynagrodzenie należy przekazać przedsiębiorcy co prawda już po uzyskaniu prawomocnego wyroku korzystnego dla kredytobiorcy, ale z reguły jeszcze przed przekazaniem mu pieniędzy przez bank.

Różnica standardów

Większość prawników uważa praktyki firm odszkodowawczych liczących na zarobek na frankowiczach za co najmniej niewłaściwe. A zarazem są one konkurencją dla profesjonalnych pełnomocników. I to konkurencją, do której łatwiej zachęcać potencjalnych klientów.

– Kancelarie odszkodowawcze bardzo często nie są kancelariami prawnymi, a zwykłymi spółkami, a co za tym idzie – nie obowiązuje w ich przypadku etyka zawodowa, w tym ograniczenia związane z marketingiem i wynagradzaniem, dlatego też ustalają wynagrodzenie swobodnie. Często jest ono niewspółmiernie wysokie – twierdzi Martyna Mazankiewicz, radca prawny w kancelarii Głowacki i Wspólnicy. Jej zdaniem wynagrodzenie za świadczenie pomocy prawnej nie powinno być dowolne. Kodeksy etyczne korporacji prawniczych – jak przypomina mec. Mazankiewicz, wskazując na Kodeks Etyki Radcy Prawnego – określają, że wysokość honorarium powinna być ustalana z uwzględnieniem koniecznego nakładu pracy, wymaganej specjalistycznej wiedzy, umiejętności i odpowiedniego doświadczenia, stopnia trudności i złożoności sprawy, jej precedensowego bądź nietypowego charakteru, miejsca i terminu świadczenia usługi lub innych szczególnych warunków wymaganych przez klienta, znaczenia sprawy dla klienta, odpowiedzialności wiążącej się z prowadzeniem sprawy, utraty lub ograniczenia możliwości pozyskania innych klientów oraz rodzaju więzi z klientem. Zarazem niedozwolone jest umówienie się wyłącznie na wynagrodzenie za pomyślny wynik.

– Wynagrodzenie kancelarii powinno być czytelne i uczciwe, a także w dużej mierze uzależnione od sukcesu w sprawie przeciwko bankowi. Kwoty oscylujące w okolicy 90 tys. zł wydają się dość wygórowane i mogą doprowadzić do wzbogacenia głównie kancelarii, a nie klienta – uważa Jacek Borsukiewicz, radca prawny w Grupie Prawnej Togatus. Zaznacza on, że sprawy frankowiczów są z reguły czasochłonne i wymagają specjalistycznej wiedzy prawniczej, co nie zmienia faktu, że posiadacze kredytów powinni wystrzegać się firm oferujących umowy przewidujące niską opłatę wstępną, za to bardzo wysokie wynagrodzenie za wynik.

Bez ustawy

Może więc powinien zareagować ustawodawca? Bądź co bądź frankowicze, najpierw często poszkodowani przez banki, mogą kolejny raz paść ofiarami chciwości: tym razem firm odszkodowawczych. W kończącej się kadencji parlamentu trwały prace nad ustawą o uregulowaniem działalności kancelarii odszkodowawczych, która przewidywała „zwiększenie zakresu ochrony osób, które poniosły szkodę w wyniku czynów niedozwolonych i korzystają z usług kancelarii odszkodowawczych, oraz wyeliminowania nieetycznych praktyk pozyskiwania klientów”. Chodziło głównie o firmy uzyskujące odszkodowania za wypadki komunikacyjne, ale część projektowanych rozwiązań dałoby się zastosować w sprawach frankowych. Projekt jednak utknął w Sejmie.

– Moim zdaniem jeśli umowa przedłożona frankowiczowi jest jasna i nie zawiera niedozwolonych postanowień, nie powinien w tej sprawie interweniować ustawodawca – twierdzi Marcin Warchoł, wiceminister sprawiedliwości. Jego zdaniem prawem kredytobiorcy jest wybór podmiotu, który będzie świadczył obsługę prawną. Jeśli ktoś decyduje się na firmę żądającą co prawda bardzo wygórowanego wynagrodzenia w razie sukcesu, ale za to pobiera niewielką kwotę na wstępie, ma prawo do takiej decyzji.

– Frankowicze w większości przypadków są dobrze poinformowani, jakie są zalety i wady poszczególnych kancelarii i firm reprezentujących ich w sądach. Wydaje się więc, że prymat powinniśmy tu przyznać zasadzie swobody umów – twierdzi Warchoł.

Arkadiusz Szcześniak również uważa, że nie ma sensu zaostrzać przepisów.

– Szybko byłyby one obchodzone. Trudno wyobrazić sobie skuteczne zabezpieczenie przed nieetyczną działalnością firm odszkodowawczych – spostrzega. Jego zdaniem najlepiej więc, gdy poszczególnym wzorom umów przyjrzy się UOKiK.

>>> Czytaj też: Cichy sojusz MON z resortem sprawiedliwości. Błaszczak nowym premierem?