Co naprawdę płacimy w rachunku za wodę?

Wbrew powszechnemu przekonaniu rachunek za wodę nie dotyczy wyłącznie tego, co zużywamy w kranie. Kluczową częścią opłat są koszty związane z odbiorem i oczyszczaniem ścieków – i to one w największym stopniu kształtują końcową kwotę na fakturze.

Dane przywoływane przez serwis biznes.info pokazują, że już w 2024 roku w wielu miastach i aglomeracjach cena za metr sześcienny wody wraz z odprowadzaniem ścieków przekroczyła 15 zł. W niektórych regionach poziom ten jest jeszcze wyższy – na przykład w województwie śląskim stawki zbliżają się do 25 zł za metr sześcienny, a miejscami nawet przekraczają tę granicę.

Rząd zmienia zasady gry

Jak informuje money.pl, rząd przygotował projekt nowelizacji przepisów regulujących zatwierdzanie taryf za wodę i ścieki. Jednym z głównych założeń jest powrót do modelu sprzed 2018 roku, w którym większą rolę w ustalaniu cen odgrywały samorządy.

Gminy ponownie miałyby decydować o taryfach, choć państwowy regulator – Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie – nie zniknie z systemu całkowicie. Zachowa on funkcję nadzorczą, jednak jego ingerencja ma być ograniczona w porównaniu z obecnym stanem.

Projekt zakłada także możliwość wprowadzenia tzw. taryf progresywnych. W takim modelu cena wody rosłaby wraz ze wzrostem zużycia. Co istotne, rozwiązanie to miałoby charakter fakultatywny – samorządy same zdecydują, czy je wdrożyć.

Jak będą ustalane nowe taryfy?

Nowe przepisy szczegółowo opisują procedurę zatwierdzania stawek. Jak wyjaśnia money.pl, cały proces rozpoczyna przedsiębiorstwo wodociągowo-kanalizacyjne, które składa wniosek taryfowy do wójta, burmistrza lub prezydenta miasta.

Następnie organ wykonawczy gminy analizuje dokument pod kątem zgodności z przepisami i przygotowuje rekomendację. Ostateczna decyzja należy do rady gminy.

Nowe taryfy mają obowiązywać maksymalnie przez trzy lata, choć przewidziano możliwość skrócenia tego okresu, jeśli zajdzie taka potrzeba.

Wody Polskie zachowają prawo do interwencji w przypadku znaczących podwyżek – konkretnie wtedy, gdy wzrost taryfy wyniesie co najmniej 15 proc., przy uwzględnieniu średniej inflacji z trzech poprzednich lat.

Projekt otwiera również drogę do wdrażania taryf progresywnych, ale ich wprowadzenie zostanie odsunięte w czasie. Wydłużone vacatio legis ma pozwolić samorządom na przygotowanie odpowiednich regulacji i systemów rozliczeń.

Samorządy: to nie rozwiązuje problemów

Propozycje rządu spotkały się z krytyką części środowisk samorządowych. Związek Miast Polskich wskazuje, że projekt nie odpowiada na wieloletnie postulaty gmin. Money.pl przytacza stanowisko organizacji przyjęte podczas lutowego posiedzenia.

- Związek od wielu lat konsekwentnie postulował dokonanie zasadniczych zmian w tym zakresie, wskazując na liczne problemy praktyczne wynikające z obecnych regulacji prawnych. Wskazywał w szczególności na brak realnego uwzględnienia uwarunkowań lokalnych, ograniczenie samodzielności jednostek samorządu terytorialnego oraz nadmierne wydłużanie i komplikowanie procesu taryfowego, co negatywnie wpływa na stabilność finansową przedsiębiorstw wodociągowo-kanalizacyjnych – uważają samorządowcy.

Ich zdaniem nowe przepisy nie upraszczają systemu, lecz utrwalają jego dotychczasowe słabości. Szczególne kontrowersje budzi pomysł taryf progresywnych.

- To nie jest tak, że jeden metr sześcienny wody będzie gratis i jak ktoś zużywa tylko tyle, to nie dostanie faktury – tłumaczy cytowany przez money.pl Arkadiusz Chęciński, wiceprezes Związku Miast Polskich i prezydent Sosnowca. – Przecież jej dostarczenie, uzdatnianie też kosztuje. To bardzo populistyczne rozwiązanie, które oceniamy źle i według nas jest to niesprawiedliwe wobec mieszkańców.

Są plusy, ale mieszkańcy i tak zapłacą

Nie wszystkie propozycje spotkały się jednak z krytyką. Związek Gmin Wiejskich RP pozytywnie ocenia m.in. wprowadzenie mechanizmu rozliczania średniego zużycia wody w przypadku awarii wodomierza oraz możliwość obciążenia odbiorcy kosztami kontroli, jeśli reklamacja okaże się bezzasadna.

Jednocześnie organizacja zwraca uwagę, że nowe regulacje mogą zwiększyć obciążenia organizacyjne po stronie gmin.

Kluczowa pozostaje jednak jedna kwestia: niezależnie od zmian w systemie, koszty funkcjonowania gospodarki wodno-kanalizacyjnej ostatecznie poniosą mieszkańcy. A to oznacza jedno – wyższe rachunki za wodę i ścieki mogą być tylko kwestią czasu.