- Punkty „w zawieszeniu”
- Gra na czas. Ile można zyskać?
- Przeczekać albo skorzystać z kursu
- Czy system faktycznie sprzyja kierowcom?
- „No nie tak to działa”
Czy można uniknąć natychmiastowego „dobicia” punktów karnych? Jak opisuje bezprawnik.pl, niektórzy kierowcy decydują się na ruch, który formalnie jest zgodny z prawem. Po prostu odmawiają przyjęcia mandatu i kierują sprawę do sądu.
W takiej sytuacji punkty karne nie są dopisywane automatycznie. Trafiają na konto kierowcy dopiero wtedy, gdy zapadnie prawomocny wyrok i sąd uzna jego winę. Co więcej, istnieje również możliwość cofnięcia zgody na mandat już po jego przyjęciu – kierowca ma na to siedem dni.
Punkty „w zawieszeniu”
Jak wskazuje bezprawnik.pl, standardowa procedura jest prosta: przyjmujesz mandat – punkty pojawiają się natychmiast w ewidencji. Odmowa zmienia jednak mechanizm działania systemu.
Punkty karne nie znikają, ale zostają oznaczone jako tymczasowe i trafiają niejako do „poczekalni”. Do czasu prawomocnego rozstrzygnięcia sprawy nie są brane pod uwagę przy ocenie aktualnego stanu konta kierowcy. Dla osób, które balansują na granicy limitu, może to mieć kluczowe znaczenie.
Gra na czas. Ile można zyskać?
Stan zawieszenia punktów może trwać zaskakująco długo. Jak zauważa bezprawnik.pl, w praktyce są to często miesiące, a czasem nawet lata – wszystko zależy od tempa postępowania sądowego.
To właśnie tutaj pojawia się potencjalna korzyść. W czasie, gdy sprawa czeka na rozstrzygnięcie, wcześniej naliczone punkty mogą wygasnąć. Zgodnie z przepisami dzieje się to po 12 miesiącach od zapłacenia mandatu.
Przeczekać albo skorzystać z kursu
- Jeśli więc kierowca wstrzyma przypisanie nowych punktów i jednocześnie ‘przeczeka’ przedawnienie starych, może uniknąć przekroczenia limitu – opisuje bezprawnik.pl tę strategię na przeczekanie .
Zyskany czas można wykorzystać także w inny sposób. Kierowcy mają możliwość – raz na pół roku – wzięcia udziału w specjalnym kursie w wojewódzkim ośrodku ruchu drogowego, który pozwala zmniejszyć liczbę punktów o sześć. Dla, tych, którzy znajdują się tuż przy granicy 24 punktów może to być rozwiązanie pozwalające uniknąć przekroczenia limitu.
Czy system faktycznie sprzyja kierowcom?
Jak podkreśla bezprawnik.pl, przewlekłość postępowań sądowych w Polsce bywa w praktyce korzystna dla kierowców łamiących przepisy. Zanim zapadnie prawomocny wyrok, część punktów może zniknąć z ewidencji.
W teorii oznacza to, że przy odpowiednim „zarządzaniu czasem” można uniknąć przekroczenia limitu i konsekwencji z tym związanych. Problem w tym, że taka strategia nie daje żadnej gwarancji sukcesu.
„No nie tak to działa”
- Do sądu trafia wniosek o ukaranie kierowcy. Można by wywnioskować, że mandat i co najwyżej nałożone w drodze mandatu karnego, na przykład 1000 zł, zostanie najwyżej odblokowane po kilku latach. No nie tak to działa - tłumaczy były policjant drogówki.
Z chwilą odmowy przyjęcia mandatu karnego, do czego każdy ma prawo, do sądu kierowany jest wniosek o ukaranie kierowcy – podkreśla i dodaje, że oprócz grzywny jaką określi sąd w praktyce to zawsze jest wyższa kwota, dochodzą koszty postępowania sądowego, które mogą sięgać nawet kilku tysięcy złotych, bo na przykład powołano biegłego z danej dziedziny albo i dwóch.
Postępowanie sądowe toczy się latami? Nie wszędzie
Co ważne – zauważa - nie każdy kierowca mieszka w dużym mieście, gdzie postępowanie toczy się latami. - W miastach powiatowych, a właśnie w takim mieszkam i tam pełniłem służbę, to maksymalnie kilka miesięcy. W skomplikowanych sprawach przy udziale biegłych sądowych i konieczności wykonania dodatkowych czynności może się to wydłużyć. Ale zwykłe wykroczenia jakimi najczęściej jest przekroczenie dozwolonej prędkości jazdy czy korzystanie z telefonu podczas jazdy to idzie błyskawicznie, bo to banalnie proste sprawy – konkluduje były policjant drogówki.