O godz. 08:47 za euro trzeba było zapłacić 4,5995 zł, szwajcarski frank kosztował 4,2425 zł, a dolar drożał o 0,6 gr do 3,9370 zł.

Obserwowane od ostatniego czwartku korekcyjne umocnienie polskiej waluty powinno dobiegać już końca. Nie jest wykluczone, że powrót słabego złotego nastąpi już dziś. Sugeruje to ilość negatywnych czynników czających się na obrzeżach rynku, poczynając od kryzysu energetycznego i szybujących cen gazu, a na zbliżającym się kolejnym shutdownie w USA kończąc.

Do tego trzeba dołożyć pozostające w mocny krajowe czynniki stojące za wrześniową przeceną złotego. Tym głównym jest niechęć Rady Polityki Pieniężnej (RPP) do działania, pomimo najwyższej od 20 lat inflacji w Polsce. I to mimo, że inflacja najprawdopodobniej na początku 2022 roku wyraźnie przekroczy poziom 6 proc., a inne banki centralne w regionie, które również zmagają się z wysoką inflacją, już kilka miesięcy temu podjęły stosowne kroki jej obniżenia.

Innym czynnikiem przemawiającym przeciwko złotemu jest napięta sytuacja na linii Warszawa-Bruksela, co jeżeli nawet nie przyczyni się do zablokowania środków europejskich dla Polski, to spowoduje opóźnienie w ich napływie.

Złotemu ciąży również pogarszający się bilans płatniczy, jak również nieco przyhamowująca dynamika popandemicznego odbicia w gospodarce. W tym kontekście spory wpływ na notowania będą miały publikowane w drugie połowie tygodnia dane o bilansie płatniczym Polski w II kwartale i wrześniowy odczyt indeks PMI dla przemysłu. Uzupełnieniem dla nich będzie raport o wrześniowej inflacji w Polsce (prognoza: 5,5% R/R) i przegląd ratingu przez agencję S&P.