Nowe drogi, oświetlenie, kolorowe fasady domów, zrewitalizowane tereny zielone. Zamiast przaśnych geesowskich sklepów spożywczych – duże markety. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie ci palący opony rolnicy. Ile jest prawdy w tym opisie?

Oczywiście znaczna część tego, co pan powiedział, jest prawdą: infrastruktura techniczna i zabudowa zmieniły się nie do poznania, w każdej gminie zobaczymy nowe chodniki i drogi asfaltowe. Taki wizerunek polskiej wsi stanowi integralną część debaty publicznej od wielu lat, szczególnie po wejściu Polski do Unii Europejskiej. Media przez lata podtrzymywały przekonanie, że piękne fasady domów są wskaźnikiem rozwoju polskiej wsi i sytuacji materialnej jej mieszkańców. Obraz ten jest jednak niepełny.

Gdzie zatem prowadzą nas te nowe asfaltowe drogi?

Do miejsc, które doświadczyły ogromnego spustoszenia w wielu wymiarach. Na pierwszy rzut oka trudno dziś to dostrzec, zwłaszcza mając w pamięci, jak jeszcze niedawno wyglądała polska wieś. Przyjrzyjmy się jednak skutkom reformy oświaty, w ramach której zamknięto tysiące szkół będących centrami życia społecznego w niewielkich miejscowościach. Stanowiły one połowę wszystkich zlikwidowanych placówek. Podobnie wygląda sytuacja w obszarze ochrony zdrowia. Oprócz zamknięcia wielu przychodni i poradni zniknęły także apteki. Nie muszę chyba tłumaczyć konsekwencji tych zmian, jeśli weźmiemy pod uwagę, jak bardzo nasze społeczeństwo się starzeje. Obraz robi się jeszcze bardziej ponury, gdy dodamy kwestie dochodów, a więc wskaźniki minimum egzystencji i minimum socjalnego, które pokazują, jakie warunki życiowe mają mieszkańcy wsi. Według danych GUS w 2017 r. co dziesiąty rolnik żył w skrajnym ubóstwie. Trzeba też wziąć pod uwagę skutki emigracji zarobkowych i rozbicia rodzin, problem wzrostu samobójstw wśród rolników czy braku zaufania. Powiem coś, co może być odebrane jako radykalna teza, ale moim zdaniem wieś po 1989 r. uległa społecznej dezintegracji.

>>> Czytaj też:  100 zł do tucznika. Jarosław Kaczyński zapowiedział wsparcie dla rolników 

Jak do tego doszło?

Pierwszą rzeczą, jaką zrobiły elity podczas transformacji, było przerzucenie jej kosztów na wieś. Proszę sobie przypomnieć, co się działo z chłoporobotnikami wyrzuconymi z nierentownych, dużych przedsiębiorstw państwowych. Znaczna część tych osób trafiła z powrotem na wieś, która i tak już miała nadmiar siły roboczej. W nowej gospodarce znalazło się miejsce dla wykwalifikowanych robotników, ale cała reszta, a więc głównie chłoporobotnicy, dosłownie walczyła w latach 90. o fizyczne przetrwanie. Po II wojnie światowej na wsi dokonał się duży postęp, a w latach 70. miała tam miejsce rewolucja technologiczna. Gdyby państwo polskie aktywniej pomagało naszym rolnikom w konkurowaniu na europejskich i globalnych rynkach żywnościowych, to odnieśliby większe korzyści z tych przemian.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP