Porównywalne z reparacjami korzyści mogłyby powstać dzięki zorganizowanej współpracy gospodarczej, połączonej z polityką dialogu i przebudowy pamięci historycznej obu narodów. Chodzi o to, by w Przemysłowym Cesarstwie Niemieckim zająć lepsze miejsce w łańcuchach produkcji i wartości dodanej, dzięki czemu mogłaby się dokonać reindustrializacja naszej gospodarki. Dziecinadą jest koncepcja Trójmorza. Nie widać tłoku państw, które by chciały za plecami Rosji i Niemiec tworzyć koalicję pod przewodnictwem Polski i przy wsparciu USA.

Jednak PiS, uwięziony w fantazmatach geopolitycznych II RP, nie docenia roli polsko-niemieckiej symbiozy ekonomicznej. Nasza gospodarka jest sprzężona z wielką machiną przemysłową Niemiec, ta zaś jest konkurencyjna i ma nadwyżki, dzięki m.in. unii walutowej. Na dodatek PiS obawia się UE jak kiedyś szlachta królewskiego absolutum dominium, zamiast traktować Wspólnotę jako przestrzeń kształtowania europejskiej polityki, także gospodarczej. Do tego potrzeba i woli, i mocy.

Źródła sukcesu

Nową koniunkturę w światowej gospodarce wyznaczają Chiny, w których przemysł stanowi już około połowy wartości dodanej gospodarki, w UE – 20 proc., a w USA – 13 proc. Niemcy jako jedyni mają dodatni bilans handlowy z Państwem Środka, a to dzięki eksportowi specjalistycznych maszyn i towarów luksusowych, zwłaszcza samochodów. Z tej koniunktury możemy skorzystać, stając się częścią kompleksu przemysłowego zorganizowanego wokół gospodarki niemieckiej.

>>> CAŁY TEKST W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP