Drony zaatakowały rafinerię w Kiriszy
Miasto Kiriszy leży około 100 km na południowy wschód od Petersburga. Miejscowa rafineria należy do największych w Rosji. Specjalizuje się w rafinacji ropy naftowej oraz produkcji benzyny, oleju napędowego, oleju opałowego i paliwa lotniczego. W nocy z 25 na 26 marca zaatakowały ją ukraińskie drony.
Gubernator obwodu leningradzkiego Aleksander Drozdenko napisał na Telegramie, że nad regionem zestrzelono w nocy ponad 20 dronów. Potwierdził – w stylu kremlowskiej propagandy – że "odnotowano szkody" na terenie strefy przemysłowej w Kiriszy. Dodał, że w ataku nikt nie został ranny.
Te "szkody" to olbrzymi pożar na terenie rafinerii, którego skalę wyraźnie widać na zdjęciach z systemu NASA FIRMS (Fire Information for Resource Management System).
Poprzedni ukraiński atak na tę rafinerię miał miejsce w październiku 2025 r.
Eksport rosyjskiej ropy ograniczony o 40 proc.
To już kolejny atak na rosyjskie instalacje naftowe w obwodzie leningradzkim. W nocy z niedzieli na poniedziałek drony zaatakowały terminal naftowy w porcie w Primorsku. Z kolei z wtorku na środę uderzyły w zakłady naftowe oraz terminal w porcie w Ust-Łudze. Poza tym na początku marca zaatakowali też terminal naftowy na południu Rosji, w Noworosyjsku nad Morzem Czarnym. Efekt?
Według Reutersa eksport rosyjskiej ropy – odbywający się głównie drogą morską – został ograniczony o około 40 proc., czyli o ok. 2 mln baryłek dziennie.
Wykorzystują rozproszenie uwagi USA. Nakładają sankcje kinetyczne
Priorytetem Kijowa jest ograniczenie wpływów do skarbca wojennego Putina. Dlatego już od zeszłego roku Ukraińcy prowadzą intensywną kampanię nalotów na rosyjskie instalacje naftowe. Byli za to czasem krytykowani przez administrację Donalda Trumpa.
"Wydaje się, że Ukraińcy mogli dojść do wniosku, że na tę chwilę – kiedy uwaga Amerykanów jest zwrócona gdzie indziej, a rynek ropy zmaga się z o wiele poważniejszymi zakłóceniami – można przystąpić do intensyfikacji ataków na infrastrukturę eksportową (Rosji – red.)" – czytamy we wpisie Filipa Rudnika, eksperta Ośrodka Studiów Wschodnich.
"Wcześniej rodziło to konflikty z amerykańską administracją, która krytykowała Kijów za te działania, tłumacząc to złym wpływem na rynek. Teraz jednak rynek jest tak rozregulowany, że ataki nie za wiele zmienią – a przynajmniej tak można przyjąć (czy słusznie to inna kwestia)" – zauważył.
I zaznaczył: "Jednocześnie, ze względu na wysokie ceny ropy, ukraińskie 'sankcje kinetyczne' stanowią jeden z niewielu skutecznych obecnie sposobów na ograniczenie nadzwyczajnej zwyżki zysków z rosyjskiego eksportu (efektywność sankcji maleje przez ograniczenie podaży na skutek blokady Ormuzu)".
Przypomnijmy: według agencji Bloomberg średnie dochody Kremla z eksportu ropy wzrosły w ciągu trzech tygodni marca do 270 mln dol. dziennie. To aż dwukrotnie więcej niż w styczniu 2026 r. i najwięcej od tego samego okresu w 2022 r.