Iran podwaja zyski ze sprzedaży ropy

Według wyliczeń brytyjskiego tygodnika "The Economist" Iran eksportuje obecnie 2,4–2,8 mln baryłek ropy i produktów naftowych dziennie, w tym 1,5–1,8 mln baryłek samej ropy. Jest to poziom zbliżony do ubiegłorocznego, ale ceny surowca są znacznie wyższe.

W efekcie reżim z Teheranu zarabia dziennie dwukrotnie więcej niż przed rozpoczęciem amerykańsko-izraelskiej kampanii nalotów pod koniec lutego. Ten lukratywny handel jest w coraz większym stopniu kontrolowany przez Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), elitarną formację wojskową reżimu, a konkretnie ich zagraniczne ramię – Brygady Al-Kuds. "The Economist" szacuje, że kontrolują one już 25 proc. wydobycia ropy.

Kto nadzoruje handel irańską ropą?

Za tym wynikiem stoi rozbudowany i zdecentralizowany system sprzedaży surowca. Formalnie eksport prowadzi państwowy koncern National Iranian Oil Company (NIOC), jednak w praktyce ropa została rozdzielona między różne instytucje państwa.

Poszczególne resorty, służby oraz fundacje religijne otrzymują przydziały baryłek, które następnie sprzedają poprzez własne sieci pośredników. Nad całością systemu czuwa około 20 wpływowych oligarchów, którzy obracają surowiec w gotówkę poza oficjalnym systemem finansowym.

Wśród osób powiązanych z tym mechanizmem wymienia się środowisko Mojtaby Chameneiego – syna najwyższego przywódcy, który zginął pierwszego dnia wojny – a także ludzi związanych z duchownym Gholamhosejnem Mohseni-Eże’im. Znaczącą rolę odgrywa również rodzina zmarłego Alego Szamchaniego, którego syn Hossein kieruje rozległą siecią handlowo-transportową. Według firmy Vortexa to właśnie podmioty powiązane z IRGC odpowiadają za większość wzrostu eksportu w ostatnim czasie. Istotną rolę odgrywają też syn i zięć Mohsena Rezaeiego, byłego dowódcy IRGC, którzy mają kontrolować znaczną część sprzedaży.

Podwyższona gotowość tankowców. Surowiec trafia do Chin

Drugim elementem systemu jest logistyka morska, nad którą również dominującą kontrolę sprawują Strażnicy Rewolucji. IRGC nadzoruje ruch w Cieśninie Ormuz oraz znaczną część infrastruktury transportowej w Zatoce Perskiej. Przewozy organizują formalnie prywatne firmy powiązane z aparatem wojskowym, m.in. Sahand, Sahara Thunder, Pasargad czy Admiral.

Pojedynczy transport ropy może być wart 150–200 mln dolarów, dlatego tankowce objęto szczególnymi procedurami bezpieczeństwa. Kluczową rolę odgrywa wyspa Chark, skąd w normalnych warunkach wypływa około 90 proc. irańskiej ropy.

Obecnie statki cumujące przy najbardziej wysuniętych nabrzeżach działają w trybie podwyższonej gotowości i mogą natychmiast opuścić port w razie zagrożenia. Równolegle rozwijane są alternatywne terminale w Jask, Lawan i Sirri, które gromadzą rekordowe zapasy i – według Richarda Nephew, byłego amerykańskiego wysłannika ds. Iranu – mogłyby przejąć nawet 25 proc. eksportu obsługiwanego dotąd przez Chark.

ikona lupy />
Irańskie terminale naftowe / The Economist

Ruch tankowców jest ściśle kontrolowany. Każda jednostka otrzymuje kod identyfikacyjny zatwierdzany przez dowództwo morskie IRGC. Statki przepływają często wąskim korytarzem wzdłuż irańskiego wybrzeża, gdzie możliwa jest dodatkowa kontrola. Część z nich – jak podaje branżowy dziennik "Lloyd’s List" – uiszcza opłaty sięgające kilku milionów dolarów.

Aby utrudnić śledzenie irańskich transportów, transpondery tankowców bywają włączane jedynie na krótko, a ropa często jest przeładowywana na pełnym morzu w rejonie Malezji i Singapuru, zanim trafi na statki o pozornie neutralnym statusie.

Ponad 90 proc. irańskiej ropy kupuje jeden odbiorca – Chiny. Trafia ona do około stu mniejszych rafinerii w prowincji Szantung we wschodniej części kraju. Przed wojną mogły one nabywać ropę Iranian Light z rabatem 18–24 dolary względem ceny Brent. Obecnie, przy ograniczonych dostawach z innych państw Zatoki, rabat spadł do poziomu 7–12 dolarów za baryłkę. Jednocześnie ceny kontraktów terminowych wzrosły do około 104 dolarów za baryłkę, czyli o około trzy czwarte więcej niż przed wojną.

Zyski rozpływają się po całym świecie

Ostatnim elementem irańskiego systemu są rozliczenia finansowe. Płatności realizowane są poprzez jednorazowe rachunki powiernicze zakładane w mniejszych bankach w Chinach kontynentalnych lub w Hongkongu, często na firmy wydmuszki. Środki są następnie transferowane przez rozbudowaną sieć kolejnych kont, co utrudnia ich prześledzenie.

Według źródeł cytowanych przez "The Economist" jeszcze przed wojną jedna z takich struktur zarządzała środkami rzędu 6–7 mld dolarów. Część pieniędzy pozostaje w Azji i służy finansowaniu importu potrzebnych Iranowi towarów, reszta trafia do różnych krajów – od Europy po Azję Centralną.

Złożoność i rozproszenie całego mechanizmu sprawiają, że jest on trudny do sparaliżowania nawet w warunkach wojny. Iran ponosi straty militarne, lecz jednocześnie utrzymuje eksport ropy i zwiększa dochody. W efekcie konflikt, który miał ograniczyć jego możliwości finansowe, paradoksalnie wzmocnił jego pozycję na rynku energii.