Ceny lotów poszybowały. Jest coraz drożej
Coraz trudniej o podróż lotniczą na Daleki Wschód. Od miesiąca w szybkim tempie drożeją ceny biletów lotniczych. W ubiegłym tygodniu Cathay Pacific – linia z Hongkongu – podniosła ceny wszystkich biletów aż o 34 proc. Podwyżka wchodzi w życie 1 kwietnia.
„Jeśli nie uda się skutecznie złagodzić gwałtownego wzrostu kosztów paliwa, nie będziemy w stanie utrzymać efektywnego funkcjonowania naszej sieci” – przekazała linia w oświadczeniu.
Na podobne oświadczenia zdecydowały się m.in. linie AirAsia oraz Thai Airways. Po wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie ceny dosłownie „wystrzeliły”. Dotyczy to wszystkich przewoźników realizujących połączenia do Azji (m.in. British Airways, Lufthansa czy LOT).
Nawet 50 tys. zł za bilety
– PLL LOT, choć nie miały obowiązku umożliwienia powrotu z Dalekiego Wschodu, uruchomiły dodatkowy samolot, realizując pomoc tym, którzy utknęli na Malediwach czy w Tajlandii. W tych rejonach okazało się nagle, że bilet powrotny potrafi kosztować 20, 30, a nawet 50 tys. zł – mówił na początku marca „Forsalowi” Maciej Lasek, wiceminister infrastruktury odpowiedzialny za transport.
Bloomberg podał ostatnio, że ceny biletów na dalekie trasy wzrosły średnio nawet o ponad 70 proc. w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku. Z Londynu do Sydney trzeba obecnie zapłacić średnio nawet dwa razy więcej.
W ofercie wciąż pozostają względnie tanie połączenia realizowane m.in. przez Qatar Airways czy Emirates, jednak w wielu przypadkach są to loty z koniecznością międzylądowania np. w Dubaju, co jest obecnie ryzykowne. Przypomnijmy, że MSZ ostrzega przed podróżowaniem do Zjednoczonych Emiratów Arabskich ze względu na trwające działania wojenne.
Dlaczego bilety są takie drogie?
Zrzeszenie przewoźników IATA szacuje, że zakup paliwa stanowi ok. 30 proc. wszystkich kosztów ponoszonych przez przewoźników. Po wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie branża lotnicza „oberwała” podwójnie. Po pierwsze zmieniły się korytarze powietrzne, a popularne centra przesiadkowe (Dubaj i Doha) z dnia na dzień straciły na znaczeniu. Po drugie wzrosły ceny paliwa.
Od końca lutego ceny ropy naftowej wzrosły o ok. 45 proc., a benzyny o ok. 25 proc. Z tego względu rząd wprowadził program CPN, obniżający VAT i akcyzę na paliwo do minimalnych dopuszczalnych poziomów. Szacuje się, że ceny na stacjach paliw spadną o ok. 1,2 zł na litrze. Miesięcznie będzie to kosztować podatników ok. 1,6 mld zł – tyle założono w ustawie.
Jednak zmiany nie dotyczą paliwa lotniczego. Jet A-1, przeznaczone do silników turboodrzutowych, dla wszystkich regularnych przewoźników nie jest objęte ani podatkiem VAT, ani akcyzą, ani opłatą paliwową. To efekt porozumień sprzed lat, które mają na celu ujednolicenie cen paliw na świecie. Chodzi o to, by linie nie „uciekały” do krajów, gdzie podatki nie obowiązują, a ceny Jet A-1 są niższe.
Mimo programu CPN ceny paliw lotniczych się nie zmieniają. Za tysiąc litrów (metr sześcienny) Jet A-1 na lotnisku Warszawa-Okęcie trzeba zapłacić 5,8 tys. zł (dane z 24.03 – ostatnia aktualizacja) wobec 2,87 tys. zł z połowy lutego.
Jak podała IATA, na światowych rynkach cena jet fuel (paliwa lotniczego) wzrosła z 95,95 dol. do 197 dol. Tuż po wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie cena podskoczyła o 58 proc., a w kolejnych tygodniach rosła regularnie o 10–12 proc. Na razie ten trend wzrostowy się nie zakończył.