Drony zaatakowały bazę USA. Zniszczyły śmigłowiec i radar
Baza Camp Victory znajduje się na południowy zachód od Bagdadu, tuż obok międzynarodowego portu lotniczego. Jest to jeden z największych obiektów militarnych USA w Iraku.
W poniedziałek bojownicy Islamskiego Ruchu Oporu w Iraku, koalicji szyickich bojówek wspieranych przez Iran, zaatakowali ją dronami FPV. W sieci opublikowano nagranie z akcji. Wynika z niego, że bezzałogowce swobodnie krążyły nad bazą, nie nękane przez obrone przeciwlotniczą.
Najpierw trafiły w nowoczesny radar AN/MPQ-64 Sentinel. Teoretycznie wykrywa on i śledzi cele powietrzne, takie jak samoloty, śmigłowce, pociski manewrujące i drony, przekazując dane systemom obrony przeciwlotniczej. Nie wykrył jednak zagrożenia dla samego siebie – lub stało się to zbyt późno.
Następnie inny bezzałogowiec uderzył w zaparkowany wielozadaniowy śmigłowiec UH-60 Black Hawk. Jedna taka maszyna kosztuje około 20–30 mln dolarów.
Niezidentyfikowane drony nad bazami lotniczymi w USA
USA mają problemy w tym odcinku nie tylko na Bliskim Wschodzie. W ostatnich tygodniach nad kluczowymi bazami wojskowymi w Stanach Zjednoczonych odnotowano serię incydentów z udziałem niezidentyfikowanych dronów. Jeden z nich odnotowano na początku marca w bazie Barksdale w Luizjanie, gdzie stacjonują bombowce B-52, B-1 i B-2, używane w kampanii przeciwko Iranowi. Według Dowództwa Obrony Przestrzeni Powietrznej Ameryki Północnej podobne zdarzenie miało miejsce nad inną strategiczną instalacją. W tym przypadku użyto mobilnego zestawu antydronowego Fly-Away Kit do wykrycia i neutralizacji zagrożenia.
Amerykańscy wojskowi podkreślają, że nawet niewielkie drony mogą prowadzić rozpoznanie, zbierać dane o pracy radarów i systemów łączności, a w skrajnych przypadkach posłużyć do ataku. Zwracają uwagę, że moment pojawienia się bezzałogowców nie jest przypadkowy – incydenty zbiegły się w czasie z rozpoczęciem operacji Epic Fury. Wojskowi wskazują, że naruszenia przestrzeni powietrznej nad strategicznymi obiektami mogą być formą demonstracji, testowania obrony lub próby zdobycia informacji wywiadowczych.
Amerykańska armia wciąż nie jest gotowa na atak dronów
Przypomnijmy, że w styczniu Inspektor Generalny Pentagonu alarmował, że najważniejsze instalacje wojskowe w USA nie są zabezpieczone przed atakami dronów, mimo że jest to prawnie wymagane.
Jako spektakularny przypadek zaniedbań podał bazę lotniczą w Arizonie, gdzie szkoli się 75 proc. pilotów myśliwców F-35 z całego świata.