Intensywne deszcze i burze, które pod koniec zeszłego tygodnia dotarły nad Australię, dały nadzieję na opanowanie trawiących ten kraj od miesięcy dramatycznych pożarów. Intensywne opady pomogły też oczyścić nieco powietrze z dymu. „Trzymamy kciuki, żeby utrzymało się to w kolejnych dniach” – napisała na Twitterze straż pożarna Nowej Południowej Walii, jednego z najdotkliwiej poszkodowanych stanów. Jak zaznacza Reuters, na dłuższą metę burze wiążą się też jednak m.in. z zagrożeniem powodziowym.

Od września ogień strawił w Australii terytorium o powierzchni ponad 10 mln ha, czyli o połowę więcej niż przez cały zeszły rok w Puszczy Amazońskiej. Zginęło co najmniej 29 osób i miliony zwierząt. Ogień pochłonął także tysiące domów i pól uprawnych. Do atmosfery trafiło 400 mln ton CO2 – więcej niż według Międzynarodowej Agencji Energii wynoszą przeciętne roczne emisje Australii. A lato jeszcze się nie skończyło – ryzyko pożarów może utrzymać się co najmniej do końca lutego.

>>> CAŁY TEKST W PONIEDZIAŁKOWYM WYDANIU DGP