Zaledwie miesiąc temu na łamach DGP opisywaliśmy skargę konstytucyjną złożoną do TK i dotyczącą możliwości delegowania do Naczelnego Sądu Administracyjnego przez prezesa NSA sędziów wojewódzkich sądów. Teraz zaś okazuje się, że na rozpoznanie czeka kolejna skarga, tym razem dotycząca przepisów pozwalających ministrowi sprawiedliwości delegować sędziów sądów powszechnych do sądów wyższej instancji.

Prawa i oszczędności

Zarzuty sformułowane w obu skargach są do siebie podobne. Zarówno bowiem instytucji delegacji w sądownictwie administracyjnym, jak i w powszechnym zarzuca się łamanie konstytucyjnego prawa do sądu. „W ocenie skarżącej sprawowanie wymiaru sprawiedliwości przez osoby nieposiadające nominacji Prezydenta RP do sprawowania wymiaru sprawiedliwości w określonej instancji sądowej jest naruszeniem konstytucyjnie chronionego prawa skarżącej do rozpoznania sprawy przez «właściwy sąd» (…)” – podkreślono w uzasadnieniu skargi na przepisy prawa o ustroju sądów powszechnych (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 365 ze zm.; dalej: u.s.p.). Jak bowiem wskazano, sędziowie będący na delegacji sprawują wymiar sprawiedliwości na mocy decyzji ministra sprawiedliwości, a więc organu, którego konstytucja do tego nie upoważnia. Skarżąca uważa więc, że jest to nieuprawnione cedowanie wyłącznych uprawnień prezydenta na rzecz władzy wykonawczej.

W skardze wytknięto również, że choć przepisy u.s.p. mówią o tym, że MS może delegować sędziego do sądu wyższej instancji tylko „w szczególnie uzasadnionych przypadkach”, to organy władzy wykonawczej uczyniły z tego wyjątku zasadę pozwalającą na oszczędności budżetowe kosztem sędziów. „Zamiast bowiem na wakaty w sądach okręgowych i apelacyjnych nominować stosowną liczbę sędziów – władza wykonawcza deleguje do sądów okręgowych i apelacyjnych sędziów niższych instancji, «oszczędzając» przy tym na ich wynagrodzeniu” – napisano w skardze.

Ponadto podniesiono, że nie od parady ustawodawca ustanowił inne wymagania dla osób starających się o stanowisko sędziego sądu rejonowego, a inne dla tych, którzy chcą awansować do wyższych instancji. Celem bowiem miało być, zdaniem skarżącej, zapewnienie, że w sądach okręgowych czy apelacyjnych orzekać będą osoby posiadające odpowiednie doświadczenie i zweryfikowany przez Krajową Radę Sądownictwa poziom umiejętności korzystania z wiedzy zawodowej. „(…) każda ustawowa gradacja uprawnień zawodowych to obostrzenie chroniące «petentów» określonej grupy zawodowej” – podkreślono w uzasadnieniu skargi.

Reklama

Znów niezawisłość

Wreszcie w skardze nie mogło zabraknąć odwołania się do niezawisłości sędziowskiej, która to ma być naruszana właśnie przez instytucję delegacji. Skarżąca uważa, że deprecjonuje ona pojęcie niezawisłości władzy sądowniczej, gdyż uzależnia tę władzę od woli organów władzy wykonawczej, czyli polityków.

Na problem ten od wielu lat wskazują sami sędziowie, którzy domagają się zniesienia opisywanej instytucji, a o tym, jak bardzo zależny od woli ministra sprawiedliwości jest sędzia delegowany, przekonało się już wielu sędziów. Jednym z najgłośniejszych przypadków był ten dotyczący warszawskiej sędzi Justyny Koski-Janusz. Zrobiło się o niej głośno właśnie po tym, jak obecny szef resortu sprawiedliwości w trybie natychmiastowym cofnął jej delegację do Sądu Okręgowego w Warszawie. Ta decyzja wzbudziła kontrowersje, gdyż ta sama sędzia kilka lat temu prowadziła proces, który zakończył się wyrokiem niekorzystnym dla Zbigniewa Ziobry.

– Tego typu przypadki pokazują jak na dłoni, że sytuacja sędziów delegowanych do sądów wyższej instancji niewiele się różni od tej, w której znajdowali się asesorzy sądowi powoływani przez ministra sprawiedliwości na podstawie przepisów, które później zostały zakwestionowane przez Trybunał Konstytucyjny (sygn. akt SK 7/06 – red.) – zauważa Marek Celej, sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie.

Tymczasem, jak zauważa Bartłomiej Przymusiński, rzecznik prasowy Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”, jeżeli chodzi o sędziów będących na delegacjach w sądach wyższego rzędu, to przepisy także – tak jak to było w przypadku asesorów – nie nakazują ministrowi, aby tłumaczył, dlaczego odwołuje sędziego.

– Powinien to być jednak element dobrego obyczaju politycznego, w końcu obywatele mają prawo znać powody – uważa sędzia Przymusiński.

Iustitia od wielu już lat jest za usunięciem z u.s.p. przepisów o delegacjach sędziów.

Co ciekawe, o zniesieniu delegacji myślano również swego czasu w resorcie sprawiedliwości. Zwolennikiem tego rozwiązania był były już wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak. Jego zdaniem jednak powinno się ono wiązać z zapowiadanym już od kilku lat przez resort sprawiedliwości wprowadzeniem jednolitego stanowiska „sędzia sądu powszechnego” w miejsce stanowisk sędziów sądów rejonowego, okręgowego i apelacyjnego. Wówczas bowiem delegacje, przynajmniej te pionowe, straciłyby rację bytu.

DGP poprosił resort sprawiedliwości o odniesienie się do zarzutów zawartych w skardze konstytucyjnej. Do czasu zamknięcia numeru nasza prośba pozostała bez odpowiedzi. ©℗

Izba Kontroli konsekwentnie w sprawie odwołań

W zeszły czwartek Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych rozpoznała kolejną sprawę dotyczącą konkursu na stanowisku sędziego Sądu Najwyższego (sygn. akt I NO 37/20). I tak, jak w przypadku głośnej sprawy z odwołania sędziego Waldemara Żurka, doszła do wniosku, że odwołanie było dopuszczalne, choć przepisy prawa wyłączają możliwość składania odwołań od uchwał Krajowej Rady Sądownictwa przedstawiających do powołania kandydatów na sędziów SN. Izba nie zgodziła się jednak z argumentacją skarżącej i nie uchyliła uchwały KRS. Odniosła się m.in. do zarzutu braku kontrasygnaty premiera na prezydenckim obwieszczeniu o wolnych stanowiskach sędziowskich w SN. Sąd Najwyższy wskazał, że oceniana procedura konkursowa przed KRS rozpoczyna się zgłoszeniem kandydata, nie zaś obwieszczeniem prezydenta. „Dlatego też zagadnienie braku kontrasygnaty nie może być uwzględnione w trakcie kontroli sprawowanej przez Sąd Najwyższy” – podkreślono w uzasadnieniu wyroku. ©℗
Źródło nieznane