"Marsz na Warszawę": zatrzymano ponad 30 uczestników zajść w centrum Warszawy

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
31 października 2020, 10:03
DSCF5945
<p>"Marsz na Warszawę": zatrzymano ponad 30 uczestników zajść w centrum Warszawy</p>/Dziennik Gazeta Prawna
Po warszawskim proteście przeciwko orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego ws. zaostrzenia prawa aborcyjnego, który przeszedł w piątek ulicami Warszawy, policja zatrzymała 37 osób. 35 spośród nich to osoby związane ze środowiskiem pseudokibiców - powiedział w sobotę nadkom. Sylwester Marczak rzecznik Komendy Stołecznej Policji. Ocenił protest jako "bardzo spokojny".

"Policja wylegitymowała ponad 270 osób, 37 zostało zatrzymanych, z czego 35 to osoby związane ze środowiskiem pseudokibiców" - powiedział nadkom. Marczak. Dodał, że zatrzymano ich pod zarzutem m.in. udziału w bójce, udziału w zbiegowisku, a dwie osoby zatrzymano w związku ze zniszczeniem mienia – wybiciem szyby i zniszczeniem budynku.

Rzecznik KSP podkreślił, że zgromadzenie miało charakter nielegalny. Zwrócił też uwagę, że brak informacji o trasie przemarszu sprawiał, że było zagrożenie, bo policja nie mogła tej trasy wcześniej dobrze zabezpieczyć.

"Osoby, które zachęcają do udziału w proteście, nie biorą pod uwagę kwestii bezpieczeństwa. Trasa protestu nie jest podawana, albo jest w ostatnim momencie zmieniana. Część ludzi traktuje to jako zabawę, ale żadnej zabawy nie ma. Mówimy o bezpieczeństwie w ruchu drogowym, zarówno uczestników protestu jak i kierujących. To niezwykle ważne, żebyśmy mieli możliwość zdecydowanego działania dużo wcześniej, wyłączenia ruchu na danych odcinkach dróg. To bardzo nieodpowiedzialne" – skomentował rzecznik KSP i podkreślił, że "policja jest od tego, żeby zapewnić bezpieczeństwo".

"Biorąc pod uwagę dużą liczbę uczestników protesty należy określić jako bardzo spokojne. Duża liczba interwencji kończyła się legitymowaniem. Widziany był dużo większy spokój osób biorących udział w protestach, do wpływało na zachowania pozostałych osób, które próbowały prowokować". Dodał, że "pojawiły się incydenty w kilku miejscach, te najpoważniejsze, o których należy wspomnieć to Plac Zamkowy, Rondo de Gaulle'a i kilka punktów na całej trasie protestu".

Nadkom. Marczak odniósł się też do informacji, które "pojawiły się w przestrzeni publicznej". "Informowano, że wśród osób, które były agresywne znajdują się tzw. obrońcy kościoła na placu Trzech Krzyży, co nie jest prawdą. Policjanci z oddziału prewencji interweniowali przy rondzie de Gaulle’a, tam miały miejsce zachowania agresywne ze strony pseudokibiców. Doszło do zatrzymania osób. Część udało się zatrzymać dość szybko, część zaczęła uciekać pomiędzy budynkami i w pewnym momencie weszli w tłum osób znajdujących się przy kościele św. Aleksandra" – wyjaśnił policjant. Jak tłumaczył, zapadła decyzja, by otoczyć wszystkich zgromadzonych wokół kościoła na placu Trzech Krzyży policyjnym kordonem.

"Osoby, które wmieszały się w tłum próbowały się przebrać w inny strój, żeby zrzucić z siebie odpowiedzialność. Wszyscy zostali wylegitymowani. Wśród zatrzymanych w piątek osób nie ma tych, które określano jako obrońców kościoła" – podał nadkom. Marczak.

Rzecznik stołecznej komendy poinformował, że pseudokibice na pl. Zamkowym użyli materiałów pirotechnicznych, na co funkcjonariusze adekwatnie zareagowali. "Była konieczność użycia środków przymusu bezpośredniego. Policjanci używali siły fizycznej, pałki służbowej, w pojedynczych przypadkach gazu i granatów hukowych" – podał.

Marczak apelował do mediów, by relacjonując piątkowe wydarzenia "nie szufladkowały osób". "Wrzucanie kogoś w daną kategorię powodują, że sytuacja się zaognia, a i tak jest w ostatnim czasie bardzo dużo napięć. Jestem przekonany, że większość ludzi nie jest zainteresowana agresją, tylko chce wyrazić swoje poglądy. Ale pojawiają się osoby, które mają troszkę inne cele, chcą doprowadzić do niepotrzebnych zachowań" – podsumował.

Pytany przez dziennikarzy Marczak, dlaczego tak liczna grupa funkcjonariuszy policji zabezpieczała okolice siedziby PiS przy ul. Nowogrodzkiej i domu Jarosława Kaczyńskiego przy ul. Mickiewicza na Żoliborzu, odpowiedział, że działania policjantów były podyktowane wydarzeniami w dniach poprzednich.

Marczak powiedział, że policja nie wyklucza, że liczba osób zatrzymanych po piątkowych protestach, bądź też osób, które w związku z piątkowymi zdarzeniami usłyszą zarzuty, może ulec zmianie.

"Jeżeli czyjekolwiek prawa zostały w piątek naruszone, to te osoby mają prawo złożyć zawiadomienie. My analizujemy materiały, które pojawiają się w sieci, a dysponujemy także materiałami, które sami zarejestrowaliśmy" – podał.

Rzecznik Komendanta Stołecznego Policji podziękował za pomoc w zabepieczeniu piątkowego protestu "wszystkim koleżankom i kolegom z kraju". "Mieliśmy bardzo duże wsparcie policjantów. Również Żandarmeria Wojskowa bardzo nam pomogła i wbrew temu co niektórzy twierdzą, to nie było jedyne zabezpieczenie, w którym mieliśmy z ich strony wsparcie" – przekazał nadkom. Marczak.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj