Od dziesięcioleci Polskę cechowało ujemne saldo migracji. Zdecydowanie więcej ludzi stąd emigrowało niż tu przyjeżdżało, dostrzegając za granicą lepsze możliwości zarobkowe, poszukując lepszego życia (jak po wejściu do Unii Europejskiej), ale wcześniej także z powodów politycznych, czy uciekając przed zagrożeniem (czasy PRL i II Wojny Światowej). Jednocześnie do początków obecnej dekady polskie firmy nie miały na ogół problemów z rekrutacją pracowników. Liczba osób w tzw. wieku produkcyjnym (18-65 lat) systematycznie zwiększała się zresztą od końca II Wojny Światowej aż do 2012 roku. Liczne roczniki urodzone na początku lat 80. swoją karierę zawodową zaczynały na początku XXI wieku, gdy stopa bezrobocia sięgnęła 20 proc. a wśród młodzieży wynosiła powyżej 40 proc., a do jakiejkolwiek pracy zgłaszały się kolejki osób z dyplomami wyższych uczelni.

W roku 2002 roku stopa bezrobocia osiągnęła maksimum i w ciągu 6 lat spadła aż o prawie 13 pkt. proc., czemu sprzyjała fala emigracji po wejściu Polski do Unii Europejskiej. Młodzi ludzie początkowo wyjeżdżali na krótko, uciekając przed bezrobociem i szukając możliwości zarobienia i odłożenia pieniędzy. Upływający czas i pozostawanie w rozkroku pomiędzy Polską a wybranym krajem UE (najczęściej Wielką Brytanią, Niemcami czy Irlandią) powodowały jednak, że coraz więcej polskich obywateli swoją przyszłość zaczęło wiązać z zamieszkaniem poza rodzinnym krajem. Według szacunków GUS w 2018 roku ok. 2,5 mln obywateli polskich mieszkało poza Polską.

Migracje i krajowy rynek pracy / obserwatorfinansowy.pl

Okres po 2010 roku jest pod względem zmian demograficznych wyraźnie różny od tego, do czego przyzwyczaiły nas doświadczenia przeszłości. Po pierwsze, demografia już nie wspomaga wzrostu gospodarczego, jak działo się to w poprzednich dziesięcioleciach. Liczba osób w wieku 18-65 lat, które są najbardziej aktywne na rynku pracy, od 2012 roku coraz szybciej się obniża. Po drugie, coraz lepsza koniunktura spowodowała, że stopa bezrobocia obniżyła się do jednego z najniższych poziomów w UE, a polscy pracodawcy musieli sprostać niemal nie znanym w przeszłości problemom, takim jak brak kandydatów do pracy, konieczność inwestowania w szkolenia pracowników, czy walka o zatrzymanie w firmie najlepszych pracowników. Po trzecie, od 2014 roku do Polski zaczęła napływać coraz liczniejsza imigracja z Ukrainy, a w ostatnich latach polski rynek pracy stał się atrakcyjny dla imigrantów zarobkowych z Białorusi oraz bardziej egzotycznych kierunków.

Choć oficjalne statystyki nie dostrzegają dużej części przepływów, to nawet one wskazują na bezprecedensowe zmiany w ostatniej dekadzie. Polska z kraju emigracji w ciągu kilku lat stała się więc krajem, do którego napływ imigrantów z nawiązką równoważy coraz mniejszą emigrację własnych obywateli. Ten szczęśliwy zbieg okoliczności znacznie złagodził braki na polskim rynku pracy związane ze stopą bezrobocia. Przyczyniło się to do podtrzymania potencjału polskiej gospodarki w ostatnich latach, ale również zapobiegło powstawaniu nadmiernych i potencjalnie inflacjogennych napięć w gospodarce.

Reklama
Motywacje imigrantów ukraińskich są podobne jak wcześniej Polaków wyjeżdżających na Zachód.

Głównym powodem przyjazdów do Polski imigrantów z Ukrainy były względy ekonomiczne. Choć katalizatorem obecnych przepływów migracyjnych z Ukrainy do Polski jest konflikt militarny i część młodych ludzi przybyła do Polski z obaw o swoje bezpieczeństwo, to dla zdecydowanej większości motywacją była chęć poprawy bytu materialnego: różnice w wynagrodzeniach oraz bezrobocie wywołane przez kryzys ekonomiczny. Motywacje imigrantów ukraińskich są więc podobne jak dekadę wcześniej Polaków wyjeżdżających na Zachód. Podobieństw jest jednak więcej.

Badania NBP pokazują, że pod względem przekazów pieniędzy do rodzin na Ukrainę imigranci zachowują się podobnie jak Polacy dekadę wcześniej w odniesieniu do środków wysyłanych do Polski. Pierwsi imigranci przyjeżdżali do kraju, o którym relatywnie mało wiedzieli i potrzebowali czasu, aby zaaklimatyzować się na nowym dla nich rynku pracy. Obecnie wśród imigrantów z Ukrainy przeważają osoby przyjeżdżające z jasnym celem – zarabiać i wysyłać pieniądze do rodzinnego kraju. To właśnie te osoby najczęściej krążą pomiędzy Polską a Ukrainą i jak na razie akceptują taki model życia. Coraz więcej jest jednak imigrantów dążących do pozostania w Polsce na dłużej oraz przyjeżdżających z rodzinami. Podobnie jak to się działo w przypadku Polaków w Wielkiej Brytanii, czy Irlandii, osoby te coraz rzadziej wysyłają pieniądze na Ukrainę.

Ambitni młodzi ludzie dalej będą szukali możliwości pozostania i pracy w Polsce.

Wszystko wskazuje na to, że podobnie jak Polacy w Europie Zachodniej, imigranci w Polsce coraz częściej będą dążyć do związania się na stałe z krajem, do którego wyemigrowali. W przypadku Polaków w Wielkiej Brytanii nawet zmiana regulacji w postaci brexitu nie doprowadziła do masowej migracji powrotnej, choć mniej ludzi zaczęło deklarować chęć pobytu na stałe. W przypadku imigracji z Ukrainy tymczasowość pobytów jest często wymuszona przez legalizację pobytu, niemniej także tutaj widać wydłużanie się planowanych pobytów w 2019 roku w porównaniu z badaniami sprzed 4 lat. Można zatem założyć, że w przypadku możliwego ograniczenia przepływów migracyjnych między Polską a Ukrainą w związku z COVID-19 ambitni młodzi ludzie dalej będą szukali możliwości pozostania i pracy w Polsce.

Plany pobytowe polskich emigrantów i ukraińskich imigrantów / obserwatorfinansowy.pl

Innym wymiarem podobieństwa sytuacji Polski i Ukrainy jest także struktura wieku ludności. Ukraina, podobnie jak Polska, ma coraz większe problemy związane ze starzeniem się populacji, które były i są potęgowane przez emigrację w przeszłości – głównie do Rosji oraz Europy Zachodniej, a obecnie głównie do Polski. Coraz mniejsza jest tam pula osób w tzw. wieku mobilnym, które najczęściej decydują się na emigrację, co oznacza, że niezależnie od zmian sytuacji ekonomicznej, liczba nowych imigrantów z tego kierunku w Polsce będzie coraz mniejsza.

Potencjalnie coraz mniejszy wzrost imigracji z Ukrainy w przyszłości oznacza, że prędzej czy później powróci kwestia kurczących się zasobów pracy i polityka gospodarcza będzie musiała się z tym problemem zmierzyć. Warto w tym czasie podjąć dyskusję dotyczącą środków zaradczych: czy państwo jest przygotowane, aby aktywnie zachęcać i integrować imigrantów z innych kierunków? Czy można zrobić więcej, aby rosła aktywność zawodowa własnych obywateli? A może ilość zasobów pracy będzie miała mniejsze znacznie, jeśli model gospodarki opartej na gałęziach relatywnie pracochłonnych zostałby przekształcony w kierunku większego wykorzystania kapitału i innowacji? Przed podobnymi pytaniami będą stały rządy krajów całego naszego regionu, także Ukrainy.

Opinie wyrażone przez autora nie wyrażają oficjalnego stanowiska NBP.

Paweł Strzelecki, ekspert ekonomiczny w Departamencie Statystyki NBP

Źródło nieznane